25 Maj 2020, 16:11:49
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25 Maj 2020, 16:12:45 przez Erik Otton von Hohenburg.)
Szanowni,
Jako, że misją naszego ośrodka uniwersyteckiego jest przede wszystkim stworzenie przestrzeni do toczenia debat i rozmów, których zasadniczym celem jest podniesienie poziomu nauki w mikroświecie, jak i podniesienie poziomu Mikronacji wogóle i lepsze ich dostosowanie do współczesnych, dynamicznie zmieniających się realiów, postanowiłem przedstawić szerokiej publiczności autotematyczną, może nieco naiwną dyskusje realizowaną pod szyldem naszej uczelni, czyli jak uwolnić potencjał mikroświatowej oświaty? Czy obecny system uniwersytecki oparty na kalkowaniu znanego nam ze świata realnego system nauczania i na stosowanej w nim metodologii ma w naszych warunkach sens? W moim odczuciu nie, a jest wręcz szkodliwy ponieważ przyznawanie tytułu magistra czy doktora nie niosącego za sobą jakiejkolwiek merytorycznej wartości przez osoby nie mające nic wspólnego z nauczniem uniwersyteckim (łącznie ze mną!), czyni tą zabawę niepoważną i przyczynia się do tego, iż idea szkolnictwa jakiegokolwiek szczebla w mikroświecie przyjmuje charakter pustej fanaberii o marginalnym dla danego państwa znaczeniu. Ku pocieszeniu należy zauważyć, iż dzięki ciężkiej pracy i zaangażowaniu JE prof. Swarzewskiego idea uniwersytecka nabrała wymiaru międzynarodowego i powoli, ale jednak konsekwentnie prestiż szkolnictwa wyższego jest podnoszony, przez inicjatywy takie jak Liga Bluszczowa, rozwój zainicjowanego przez niego systemu myśli mikrofiliozoficznej i serii wykładów jej poświeconych oraz debaty uniwersyteckie. Jakkolwiek słuszna wydaje mi się ścieżka zmierzająca do ukierunkowania dzialności uniwersyteckiej w stronę dzialności naukowej i publicystycznej, kosztem działalności dydaktycznej rozumianej w sposób tradycyjny, o tyle jednak wciąż uważam że nie osiągnęliśmy maksimum wykorzystania potencjału drzemiącego w idei mikroświatowego szkolnictwa.
Nim jednak głębiej przyjrzymy się samej problematyce systemu oświaty, warto zastanowić się nad tym jakie korzyści przyniesie państwom polskiego Mikroświata dobrze rozwinięty i staranie zorganizowany system szkolnictwa wyższego, powinniśmy przede wszystkim zwrócić uwagę na aspekt honorowy z jakimś się wiąże dzialność uniwersytecka i naukowa oraz zestawić go z honorami wiążącymi się z posiadaniem tytułu arystokratycznego czy szlacheckiego. W realnych państwach o ustroju republikańskim posiadanie tytułu Doktora bądź też Profesora jest poważnym argumentem legitymizujacym dążenie danej jednostki do władzy i potwierdzającym jej kompetencje do sprawowania funkcji głowy państwa czy szefa rządu. Podobnie do pewnego momentu w państwach o ustroju monarchistycznym posiadanie tytułu arystokratycznego lub przynajmniej szlacheckiego było w zasadzie jedyną drogą do otrzymania urzędu państwowego. Nie sposób nie zauważyć, iż tytulatura szlachecka czy arystokratyczna w mikronacjach jest zdecydowanie bardziej popularna i niesie za sobą ogromne możliwości narracyjne związane z odtwarzaniem obyczajów europejskich elit z czasów wczesnej Nowożytności bądź też średniowiecza, czego nie można powiedzieć o współczesnym wykorzystaniu narracji związanej z posiadaniem tytułu naukowego bądź też bycia studentem krajowej czy zagranicznej uczelni.
Zdaje sobie sprawę z tego, że przyrównywanie tytułów naukowych do tytulatury arystokratycznej i szlacheckiej przez niektórych może zostać odebrane, za całkowicie niesłuszne i w jakiś sposób godzące w idee uniwersyteckie, niemniej jednak jako mikronauci, czyli obywatele państw wirtualnych oraz ich przywódcy powinniśmy skupić się na praktycznym i skutecznym wykorzystaniu szkół wyższych i polityki przyznawania przez nich tytułów naukowych do napędzania aktywności i stworzenia niszy w której dzialność mogłoby zaangażować się zdecydowanie więcej osób.
W tym miejscu pozwolę sobie zasugerować następujące propozycje podniesienia poziomu wykorzystania potencjału mikronacyjnych uczelni. Zasadniczo mam tylko jeden konkretny postulat, czyli podkoloryzowanie fabularne działalności uniwersyteckiej i zerwanie ze sztywnym programem edukacyjnym — studenci nie musieliby zdawać egzaminów lub w ekspresowym tępię tworzyć prac doktorskich, a zamiast tego porostu zapisywaliby się na studia i uczestniczyli w fabularnych uroczystościach i imprezach studenckich, zrzeszaliby się w związki i stowarzyszenia o charakterze mniej lub bardziej politycznym i kierowali działaniami narracyjnych studentów, po upływie jakiegoś czasu otrzymywałoby się dyplom ukończenia studiów (jak mi się zdaje, tu jednak należałoby jeszcze raz przemyśleć kwestie tytułów, ponieważ nawet przy najlepiej skonstruowanym systemie weryfikacji osiągnięć danego studenta, dyplom magistra nie niosłby za sobą niczego co można byłoby wykorzystać fabularnie). Tytuły wyższego szczebla powinny być oparte w powszechnej akceptacji społecznej i powinny być wyznacznikiem pewnych rzetelnych umiejętności w organizowaniu fabularnego życia naukowego, może nawet obywatele powinni mieć prawo pozbawić lub nie uznawać profesury danej osoby za brak obycia, czy też poszanowania dla innych. Państwo powinno zbudować także politykę wobec uczelni w taki sposób aby również osoby i instytucje prywatne obieły częściowo swym mecenatem dzialność uniwersytetów, mogłaby następować np. wymiana fabularnych badań o raportów na potrzeby narracji gospodarczej, lub też sam mecenat mógłby podnosić sam w sobie niejako prestiż danego dworu arystokratycznego.
Jest to w zasadzie wszystko, co chciałem na tą chwilę państwu zaprezentować, mam nadzieję że temat ten nie został przeze mnie wyczerpany i że jest to temat dostaecznie dobry do głębszej polemiki, do czego w szczególności zachęcam, jeżeli widzą Państwo powody do tego aby się zgodzić bądź też nie zgodzić się z moją argumentacją, lub też dodać jakieś rozwiązanie od siebie. Dziękuję za wytrwanie do końca tej wypowiedzi, mającej raczej charakter publicystyczny niż naukowy.
Jako, że misją naszego ośrodka uniwersyteckiego jest przede wszystkim stworzenie przestrzeni do toczenia debat i rozmów, których zasadniczym celem jest podniesienie poziomu nauki w mikroświecie, jak i podniesienie poziomu Mikronacji wogóle i lepsze ich dostosowanie do współczesnych, dynamicznie zmieniających się realiów, postanowiłem przedstawić szerokiej publiczności autotematyczną, może nieco naiwną dyskusje realizowaną pod szyldem naszej uczelni, czyli jak uwolnić potencjał mikroświatowej oświaty? Czy obecny system uniwersytecki oparty na kalkowaniu znanego nam ze świata realnego system nauczania i na stosowanej w nim metodologii ma w naszych warunkach sens? W moim odczuciu nie, a jest wręcz szkodliwy ponieważ przyznawanie tytułu magistra czy doktora nie niosącego za sobą jakiejkolwiek merytorycznej wartości przez osoby nie mające nic wspólnego z nauczniem uniwersyteckim (łącznie ze mną!), czyni tą zabawę niepoważną i przyczynia się do tego, iż idea szkolnictwa jakiegokolwiek szczebla w mikroświecie przyjmuje charakter pustej fanaberii o marginalnym dla danego państwa znaczeniu. Ku pocieszeniu należy zauważyć, iż dzięki ciężkiej pracy i zaangażowaniu JE prof. Swarzewskiego idea uniwersytecka nabrała wymiaru międzynarodowego i powoli, ale jednak konsekwentnie prestiż szkolnictwa wyższego jest podnoszony, przez inicjatywy takie jak Liga Bluszczowa, rozwój zainicjowanego przez niego systemu myśli mikrofiliozoficznej i serii wykładów jej poświeconych oraz debaty uniwersyteckie. Jakkolwiek słuszna wydaje mi się ścieżka zmierzająca do ukierunkowania dzialności uniwersyteckiej w stronę dzialności naukowej i publicystycznej, kosztem działalności dydaktycznej rozumianej w sposób tradycyjny, o tyle jednak wciąż uważam że nie osiągnęliśmy maksimum wykorzystania potencjału drzemiącego w idei mikroświatowego szkolnictwa.
Nim jednak głębiej przyjrzymy się samej problematyce systemu oświaty, warto zastanowić się nad tym jakie korzyści przyniesie państwom polskiego Mikroświata dobrze rozwinięty i staranie zorganizowany system szkolnictwa wyższego, powinniśmy przede wszystkim zwrócić uwagę na aspekt honorowy z jakimś się wiąże dzialność uniwersytecka i naukowa oraz zestawić go z honorami wiążącymi się z posiadaniem tytułu arystokratycznego czy szlacheckiego. W realnych państwach o ustroju republikańskim posiadanie tytułu Doktora bądź też Profesora jest poważnym argumentem legitymizujacym dążenie danej jednostki do władzy i potwierdzającym jej kompetencje do sprawowania funkcji głowy państwa czy szefa rządu. Podobnie do pewnego momentu w państwach o ustroju monarchistycznym posiadanie tytułu arystokratycznego lub przynajmniej szlacheckiego było w zasadzie jedyną drogą do otrzymania urzędu państwowego. Nie sposób nie zauważyć, iż tytulatura szlachecka czy arystokratyczna w mikronacjach jest zdecydowanie bardziej popularna i niesie za sobą ogromne możliwości narracyjne związane z odtwarzaniem obyczajów europejskich elit z czasów wczesnej Nowożytności bądź też średniowiecza, czego nie można powiedzieć o współczesnym wykorzystaniu narracji związanej z posiadaniem tytułu naukowego bądź też bycia studentem krajowej czy zagranicznej uczelni.
Zdaje sobie sprawę z tego, że przyrównywanie tytułów naukowych do tytulatury arystokratycznej i szlacheckiej przez niektórych może zostać odebrane, za całkowicie niesłuszne i w jakiś sposób godzące w idee uniwersyteckie, niemniej jednak jako mikronauci, czyli obywatele państw wirtualnych oraz ich przywódcy powinniśmy skupić się na praktycznym i skutecznym wykorzystaniu szkół wyższych i polityki przyznawania przez nich tytułów naukowych do napędzania aktywności i stworzenia niszy w której dzialność mogłoby zaangażować się zdecydowanie więcej osób.
W tym miejscu pozwolę sobie zasugerować następujące propozycje podniesienia poziomu wykorzystania potencjału mikronacyjnych uczelni. Zasadniczo mam tylko jeden konkretny postulat, czyli podkoloryzowanie fabularne działalności uniwersyteckiej i zerwanie ze sztywnym programem edukacyjnym — studenci nie musieliby zdawać egzaminów lub w ekspresowym tępię tworzyć prac doktorskich, a zamiast tego porostu zapisywaliby się na studia i uczestniczyli w fabularnych uroczystościach i imprezach studenckich, zrzeszaliby się w związki i stowarzyszenia o charakterze mniej lub bardziej politycznym i kierowali działaniami narracyjnych studentów, po upływie jakiegoś czasu otrzymywałoby się dyplom ukończenia studiów (jak mi się zdaje, tu jednak należałoby jeszcze raz przemyśleć kwestie tytułów, ponieważ nawet przy najlepiej skonstruowanym systemie weryfikacji osiągnięć danego studenta, dyplom magistra nie niosłby za sobą niczego co można byłoby wykorzystać fabularnie). Tytuły wyższego szczebla powinny być oparte w powszechnej akceptacji społecznej i powinny być wyznacznikiem pewnych rzetelnych umiejętności w organizowaniu fabularnego życia naukowego, może nawet obywatele powinni mieć prawo pozbawić lub nie uznawać profesury danej osoby za brak obycia, czy też poszanowania dla innych. Państwo powinno zbudować także politykę wobec uczelni w taki sposób aby również osoby i instytucje prywatne obieły częściowo swym mecenatem dzialność uniwersytetów, mogłaby następować np. wymiana fabularnych badań o raportów na potrzeby narracji gospodarczej, lub też sam mecenat mógłby podnosić sam w sobie niejako prestiż danego dworu arystokratycznego.
Jest to w zasadzie wszystko, co chciałem na tą chwilę państwu zaprezentować, mam nadzieję że temat ten nie został przeze mnie wyczerpany i że jest to temat dostaecznie dobry do głębszej polemiki, do czego w szczególności zachęcam, jeżeli widzą Państwo powody do tego aby się zgodzić bądź też nie zgodzić się z moją argumentacją, lub też dodać jakieś rozwiązanie od siebie. Dziękuję za wytrwanie do końca tej wypowiedzi, mającej raczej charakter publicystyczny niż naukowy.
![[Obrazek: videotogif_2019.06.15_12.03.30.gif?ex=67...height=138]](https://media.discordapp.net/attachments/556495101086531596/589394861589921796/videotogif_2019.06.15_12.03.30.gif?ex=67c57ebd&is=67c42d3d&hm=82211377b02e470c984c379ddff4c8d9d637a288d693bac297b7f21c72b0588d&=&width=213&height=138)

