25 Paż 2020, 18:41:13
15:50. Gmach Komitetu Centralnego Socjalistycznej Partii Volkianu jak zawsze tętnił życiem. Przechodnie idący ulicą Awangardy nawet nie domyślali się, jak ważne decyzje dla państwa były podejmowane w tym modernistycznym biurowcu, tak niepozornym u zbiegu ulic Awangardy i Proletariackiej. W pokoju narad Komitetu Centralnego zebrali się już prawie wszyscy. Trzech mężczyzn i jedna kobieta. Jurij Novak, Władysław Peszko, Ivan Kaczmareczko i Wiesława Proszkowska. Wraz z nimi w pokoju przebywał tajemniczy gość. Wszyscy wiedzieli o nim dosyć mało, właściwie to nic nie wiedzieli...
Zasłonięte okna w pokoju narad sprawiały, że w pomieszczeniu panował półmrok. Światło dostające się do pomieszczenia szczelinami uwydatniało tylko gęsty, siwy dym papierosowy unoszący się w pomieszczeniu. Tylko co jakiś czas przebłyski światła docierały do twarzy członków KC, lekko je rozświetlając. Wszyscy siedzieli zebrani wokół ogromnego stołu. Wszyscy po obu dłuższych bokach. Jedno, centralne miejsce było jednak jeszcze puste. W pomieszczeniu słychać było tykanie zegara, który za kilka chwil miał wybić 16-tą. Jedynymi ozdobnymi elementami w pomieszczeniu poza portretem Imperatora Palpatajna, flagą Volkianu była kryształowa, mosiężna popielnica w centrum stołu. Do niej właśnie zrzucali kawałki popiołu i swoje niedopałki osoby zebrane w pomieszczeniu. Nie palił właściwie wspomniany gość...
- Kurwa no japierdolę, towarzysze. Po co nas ten stary komuch tu ściągnął? Miałem kulturalnie najebać się w swoim domu - przerwał ciszę jeden z mężczyzn, który po chwili oparł się wygodnie na krześle, kładąc nogi na stół. Dokładnie i mocno zaciągnął się swoim papierosem. - To już kolejny raz, kiedy tak robi. I co? I jak zawsze się spóźnia! - kontynuował dalej, już mniej nerwowo.
Miał rację. Ostatnimi czasy ścisłe kierownictwo Komitetu Centralnego spotykało się częściej o bardzo niecodziennych porach. Dwa dni temu cały Komitet Polityczny obradował w nocy. W pomieszczeniu znów zapadła chwilowo cisza. Wszyscy przyglądali się uważnie temu z powodu którego się najprawdopodobniej znaleźli.
- Towarzysz wybaczy za kolegę. Towarzysz Wiesław słynie ze swojej wybuchowości - spojrzał w stronę gościa, jak i przedmówcy Ivan. - Towarzysz Wiesław Peszko to członek Komitetu Politycznego Komitetu Centralnego Partii, od niedawna jest również ministrem w rządzie. Zajmuje się sprawami wewnętrznymi i administracją. Ja, czyli Ivan Kaczmareczko jestem szefem komisji ds. struktur regionalnych Partii - opowiedział spokojnym głosem, wyrzucając swojego papierosa do popielnicy.
Wszyscy zamilkli dalej. Czekali na to, aż gość cokolwiek powie. Przy okazji musieli tak, czy tak czekać na Wespucciego. W końcu to był on inicjatorem spotkania. Bez niego nie mogło się ono rozpocząć. Pozostawało im tylko czekać i spodziewać się, że do tego czasu cokolwiek towarzysz-gość im rozjaśni, jaka jest sytuacja, czy cokolwiek.
Zasłonięte okna w pokoju narad sprawiały, że w pomieszczeniu panował półmrok. Światło dostające się do pomieszczenia szczelinami uwydatniało tylko gęsty, siwy dym papierosowy unoszący się w pomieszczeniu. Tylko co jakiś czas przebłyski światła docierały do twarzy członków KC, lekko je rozświetlając. Wszyscy siedzieli zebrani wokół ogromnego stołu. Wszyscy po obu dłuższych bokach. Jedno, centralne miejsce było jednak jeszcze puste. W pomieszczeniu słychać było tykanie zegara, który za kilka chwil miał wybić 16-tą. Jedynymi ozdobnymi elementami w pomieszczeniu poza portretem Imperatora Palpatajna, flagą Volkianu była kryształowa, mosiężna popielnica w centrum stołu. Do niej właśnie zrzucali kawałki popiołu i swoje niedopałki osoby zebrane w pomieszczeniu. Nie palił właściwie wspomniany gość...
- Kurwa no japierdolę, towarzysze. Po co nas ten stary komuch tu ściągnął? Miałem kulturalnie najebać się w swoim domu - przerwał ciszę jeden z mężczyzn, który po chwili oparł się wygodnie na krześle, kładąc nogi na stół. Dokładnie i mocno zaciągnął się swoim papierosem. - To już kolejny raz, kiedy tak robi. I co? I jak zawsze się spóźnia! - kontynuował dalej, już mniej nerwowo.
Miał rację. Ostatnimi czasy ścisłe kierownictwo Komitetu Centralnego spotykało się częściej o bardzo niecodziennych porach. Dwa dni temu cały Komitet Polityczny obradował w nocy. W pomieszczeniu znów zapadła chwilowo cisza. Wszyscy przyglądali się uważnie temu z powodu którego się najprawdopodobniej znaleźli.
- Towarzysz wybaczy za kolegę. Towarzysz Wiesław słynie ze swojej wybuchowości - spojrzał w stronę gościa, jak i przedmówcy Ivan. - Towarzysz Wiesław Peszko to członek Komitetu Politycznego Komitetu Centralnego Partii, od niedawna jest również ministrem w rządzie. Zajmuje się sprawami wewnętrznymi i administracją. Ja, czyli Ivan Kaczmareczko jestem szefem komisji ds. struktur regionalnych Partii - opowiedział spokojnym głosem, wyrzucając swojego papierosa do popielnicy.
Wszyscy zamilkli dalej. Czekali na to, aż gość cokolwiek powie. Przy okazji musieli tak, czy tak czekać na Wespucciego. W końcu to był on inicjatorem spotkania. Bez niego nie mogło się ono rozpocząć. Pozostawało im tylko czekać i spodziewać się, że do tego czasu cokolwiek towarzysz-gość im rozjaśni, jaka jest sytuacja, czy cokolwiek.
