09 Sty 2020, 22:00:39
Kolejny, nudny dzień w Los Bananos. Wieża kontroli lotów przy Porcie Lotniczym Los Bananos im. Emanuela Flamenco pogrążona była w rzeczywistości nadchodzącego coraz większymi krokami weekendu. Ze względu na planowaną przerwę techniczną na lotnisku, kontrolerzy już jutro mieli zacząć weekend, a właściwie to dzisiaj - kończąc pracę.
Właściwie rutynowo podawali znane instrukcje, dla samolotów startujących i lądujących na lotnisku, jak i prowadzili samoloty przelatujące niedaleko wyspy. Wszystko tak, jak zwykle. Jednym z kontrolerów dzisiejszego wieczoru jest Stefano Morena. Młody kontroler, dopiero po zdaniu egzaminów państwowych w Krasnodarsku, uprawniających go do samodzielnego prowadzenia samolotów. Łącznie jako kontroler pracuje od dwóch lat. Do niedawna jednak musiał pracować pod opieką starszego, bardziej doświadczonego kontrolera. Dziś wykonuje swe obowiązki sam, jako kontroler obszaru lotniczego nad Los Bananos. Kontrolują oni loty tranzytowe przez przestrzeń powietrzną Volkianu, oraz kierują na odpowiednie ścieżki samoloty lądujące, oraz startujące. W dniu dzisiejszym oprócz Stefano, kontrolerem obszaru lotniczego był również 67 letni Waldemar Malicki, który jeszcze w tym roku miał przejść na zasłużoną emeryturę.
- Synek, przejmiesz ten samolocik. Leci ze Zwierzogrodu, do Trizopolis. Nie myślałeś, żeby pracować w Krasnodarsku? Tutaj w sumie nie ma jakoś wielkiego ruchu. To posada dla emerytów, takich jak ja - zaśmiał się Waldemar.
- Już przejmuję, nie myślałem. Tutaj jest mi dobrze, mam rodzinę przyjaciół. I jak na pierwsze lata kariery, taki ruch mi wystarczy - uśmiechnął się Stefano.
Po chwili na ekranie Stefano pojawiła się kropka, symbolizująca samolocik. Miała ona oznaczenie VK7734. Standardowy przelot na dużej wysokości, nad przestrzenią powietrzną San Escobaru, żeby potem ją opuścić. Przez pół godziny właściwie nic ciekawego się nie działo. Co jakiś czas łączył się z tym, lub innym samolotem przelatującym w obszarze San Escobaru. W pewnym momencie jednak załoga lotu VK7734 poinformowała go o jakiś problemach. Sam nie był w stanie spytać za bardzo, bo nagle zamiast głosów pilotów usłyszał szum, jakby nastąpiła awaria radia. Próbował przez dłuższą chwilę nawiązać kontakt z samolotem, niestety na marne. Bacznie obserwował kropkę, przesuwającą się w stronę wyspy San Escobar. To trwało sekundy, a w jego mniemaniu wieczność. Gdy zobaczył znikającą z ekranu kropkę wpadł w panikę. Nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji, właściwie nie wiedział za bardzo co ma dokładnie robić. Może to zwykła awaria i zaraz się wszystko naprawi - myślał. W końcu, wróciło do niego jeszcze raz zdroworozsądkowe myślenie, postanowił wywołać samolot jeszcze lat.
- VK7734, tu wieża. Zgłoście się. VK7734, tu wieża. Zgłoście się - na wezwania odpowiedziała mu cisza. Absolutna cisza. Wreszcie postanowił wywołać inny samolot, przelatujący najbliżej feralnego lotu - EG1273, tu wieża Los Bananos. Spróbujcie nawiązać kontakt radiowy z VK7734.
- Wieża, tu EG1273. VK7734 nie odpowiada na wezwania - odparł pilot.
Wtedy już nie było wyboru. Szybko podziękował załodze, pobiegł w stronę swojego przełożonego, Waldemara Malickiego. Poinformował go o fakcie, zaginięcia samolotu. Ten natychmiast poinformował władze lotniska, oraz służby o tym fakcie. Nie pozostało nic innego, jak czekać na wiadomości. W tym czasie, Malicki nie szczędził słów swojemu podopiecznemu.
- Jak kurwa mogłeś zgubić taki wielki samolot. Japierdolę, jeżeli coś się stanie to oboje się pożegnamy z tym stanowiskiem. Módl się, żeby się magicznie kurwa odnalazł... - wykrzyczał w złości emeryt.
Właściwie rutynowo podawali znane instrukcje, dla samolotów startujących i lądujących na lotnisku, jak i prowadzili samoloty przelatujące niedaleko wyspy. Wszystko tak, jak zwykle. Jednym z kontrolerów dzisiejszego wieczoru jest Stefano Morena. Młody kontroler, dopiero po zdaniu egzaminów państwowych w Krasnodarsku, uprawniających go do samodzielnego prowadzenia samolotów. Łącznie jako kontroler pracuje od dwóch lat. Do niedawna jednak musiał pracować pod opieką starszego, bardziej doświadczonego kontrolera. Dziś wykonuje swe obowiązki sam, jako kontroler obszaru lotniczego nad Los Bananos. Kontrolują oni loty tranzytowe przez przestrzeń powietrzną Volkianu, oraz kierują na odpowiednie ścieżki samoloty lądujące, oraz startujące. W dniu dzisiejszym oprócz Stefano, kontrolerem obszaru lotniczego był również 67 letni Waldemar Malicki, który jeszcze w tym roku miał przejść na zasłużoną emeryturę.
- Synek, przejmiesz ten samolocik. Leci ze Zwierzogrodu, do Trizopolis. Nie myślałeś, żeby pracować w Krasnodarsku? Tutaj w sumie nie ma jakoś wielkiego ruchu. To posada dla emerytów, takich jak ja - zaśmiał się Waldemar.
- Już przejmuję, nie myślałem. Tutaj jest mi dobrze, mam rodzinę przyjaciół. I jak na pierwsze lata kariery, taki ruch mi wystarczy - uśmiechnął się Stefano.
Po chwili na ekranie Stefano pojawiła się kropka, symbolizująca samolocik. Miała ona oznaczenie VK7734. Standardowy przelot na dużej wysokości, nad przestrzenią powietrzną San Escobaru, żeby potem ją opuścić. Przez pół godziny właściwie nic ciekawego się nie działo. Co jakiś czas łączył się z tym, lub innym samolotem przelatującym w obszarze San Escobaru. W pewnym momencie jednak załoga lotu VK7734 poinformowała go o jakiś problemach. Sam nie był w stanie spytać za bardzo, bo nagle zamiast głosów pilotów usłyszał szum, jakby nastąpiła awaria radia. Próbował przez dłuższą chwilę nawiązać kontakt z samolotem, niestety na marne. Bacznie obserwował kropkę, przesuwającą się w stronę wyspy San Escobar. To trwało sekundy, a w jego mniemaniu wieczność. Gdy zobaczył znikającą z ekranu kropkę wpadł w panikę. Nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji, właściwie nie wiedział za bardzo co ma dokładnie robić. Może to zwykła awaria i zaraz się wszystko naprawi - myślał. W końcu, wróciło do niego jeszcze raz zdroworozsądkowe myślenie, postanowił wywołać samolot jeszcze lat.
- VK7734, tu wieża. Zgłoście się. VK7734, tu wieża. Zgłoście się - na wezwania odpowiedziała mu cisza. Absolutna cisza. Wreszcie postanowił wywołać inny samolot, przelatujący najbliżej feralnego lotu - EG1273, tu wieża Los Bananos. Spróbujcie nawiązać kontakt radiowy z VK7734.
- Wieża, tu EG1273. VK7734 nie odpowiada na wezwania - odparł pilot.
Wtedy już nie było wyboru. Szybko podziękował załodze, pobiegł w stronę swojego przełożonego, Waldemara Malickiego. Poinformował go o fakcie, zaginięcia samolotu. Ten natychmiast poinformował władze lotniska, oraz służby o tym fakcie. Nie pozostało nic innego, jak czekać na wiadomości. W tym czasie, Malicki nie szczędził słów swojemu podopiecznemu.
- Jak kurwa mogłeś zgubić taki wielki samolot. Japierdolę, jeżeli coś się stanie to oboje się pożegnamy z tym stanowiskiem. Módl się, żeby się magicznie kurwa odnalazł... - wykrzyczał w złości emeryt.
