08 Cze 2019, 12:26:12
8 czerwca, Miedzyzdroje ul. Chadzianestis 12
Detektyw siedział na kanapie i rozmyślał o słowach komendanta co chwilę biorąc mały łyczek wiskhy. Ta sprawa została mu przydzielona, to jego wybrano aby ją rozwiązał i postanowił że to zrobi, wbrew woli komendanta. Czuł że w tej sprawie chowa się coś jeszcze, to nie jest zwykłe zabójstwo. Loki odstawił szklaneczkę i sięgnął ręką po akta, chciał znaleźć jakąś wskazówkę, ślad niestety bezskutecznie. Znany jest jeden fakt Roman de Qo został zamordowany ale przez kogo? Kto chciał śmierć I Sekretarza?
- trzeba wreszcie ruszyć do przodu - powiedziała sam do siebie po czym wstał i wyszedł z domu. Na zewnątrz było już ciemno i cicho... tak nienaturalnie cicho. Ogromny księżyc oświetlał swoim blaskiem całą okolicę, detektyw rozejrzał się dokładnie i zobaczył stojącego przed scianą mężczyznę palącego papierosa, panowie patrzyli na siebie przez chwilę po czym Loki podszedł do samochodu. Wsiadł i wyjechał na ulicę, miał zamiar udać się do żony de Qo.
Podróż zajęła mu jakieś 30 minut. Gdy podjechał pod dom zobaczył że światła się nadal świecą, wyszedł z auta i szybkim krokiem udał się do drzwi. Zapukał trzy razy i oczekiwał na otwarcie, tak też się stało. Drzwi otworzyła mu starsza brunetka mająca na sobie szlafrok. Zmęczone, przygnębienione oczy patrzyły na Lokiego próbując przypomieć sobie czy jest im znany.
- jestem detektyw David Loki - pokazuje odznakę - przepraszam za późną porę ale czy mogę zająć Pani chwilę? - zapytał Loki
- jeśli chodzi o mojego męża... to policja już tu była, nie mam nic do dodania w tej spraw - odpowiedziała żonande Qo. Jego głos... głos kobiety która straciła ukochaną osobę, nie było w nim życia tylko sama rozpacz, cierpienie i ból.
- jednak chciałbym jeszcze o tym porozmawiać - nalegał Loki - mam kilka bardzo ważnych pytań
- dobrze... proszę wejść - kobieta zaprosiła Lokiego do środka
Loki wszedł do wielkiego salonu z kominkiem, kanapą i wieloma innymi rzeczami. Salon wydawał mu się dość ładny, dębowe meble świetnie konponowały się z resztą salonu. Gdy był już na środku pokoju zobaczył buteleki różnego rodzaju alkoholi na stoliku. Wódka, drogie szampany, wina duża ilość może świadczyć o tym że od dłuższego czasu to jest głównym zajęciem żony Romana. Chciała znaleźć lekarstwo na swój ból, Loki doskonale to rozumiał.
- proszę siadać - wskazała ręką na kanapę - napiję się pan czegos?
- nie dziękuję - skorzystał z propozycji i usiadł patrząc na Panią de Qo która była w kuchni.
- proszę nie przeszkadzać sobie tymi butelkami... po pewnym czasie człowiek rozumie że to już nie działa. Nie ma prawdziwej rady na cierpienie, na ból który nas spotyka. Możemy tylko.... z tym żyć i trzymać to w sobie, pozwolić na to aby niszczył nas od środka i doprowadzić do podjęcia decyzji.... która.... będzie już naszą ostatnią - mówiąc te słowa kobieta wróciła na kanapę i usiadła obok detektywa - jakie są Pana pytania? - dodała patrząc na Lokiego i biorą duży łyk czerwonego wina.
- czy Pani mąż miał wrogów, kogoś z kim jego relacje nie należały do najlepszych? - zapytał David
- mój mąż? Nie sądze... mimo że był ważnym człowiekiem... to starał się nie mieć wrogów, skąd te pytanie? - odpowiedziała kobieta, wyraźnie zdziwiona pytaniem Lokiego
- może był ktoś taki? Ktoś z rządu? Przeciwnik polityczny? - zapytał Loki
- nie... raczej nie.... nie rozmawialiśmy o jego służbowych sprawach. Tutaj w domu i ogólnie prywatnie był zwykłym Romanem. Nie lubił gdy na kolacji ze mną pytał go ktoś o służbowe sprawy, pracę zawsze zostawiał w biurze.... jaki to ma związek ze śmiercią mojego męża? - zapytała
- niestety mam dla pani złe wieści, to nie był zwykły wypadek, pani mąż - głos Davida zatrzymał się, spojrzał na zdruzgotaną twarz kobiety. Nie wiedział czy poradzi sobie z ciężarem jaki ma ta wiadomość - pani mąż został zamordowany
Nie doczekał się odpowiedzi, kobieta rozpaczliwym wzrokiem patrzyła się na Lokiego, jej zielone oczy zalały się łzami.... zaczęła rozpaczliwe płakać. To był cios... ogromny cios który z ogromną siłą poruszył już słabe fundamenty życia kobiety. Żona de Qo rzuciła się w ramiona detektywa, potrzebowała tego oparcia...
Detektyw siedział na kanapie i rozmyślał o słowach komendanta co chwilę biorąc mały łyczek wiskhy. Ta sprawa została mu przydzielona, to jego wybrano aby ją rozwiązał i postanowił że to zrobi, wbrew woli komendanta. Czuł że w tej sprawie chowa się coś jeszcze, to nie jest zwykłe zabójstwo. Loki odstawił szklaneczkę i sięgnął ręką po akta, chciał znaleźć jakąś wskazówkę, ślad niestety bezskutecznie. Znany jest jeden fakt Roman de Qo został zamordowany ale przez kogo? Kto chciał śmierć I Sekretarza?
- trzeba wreszcie ruszyć do przodu - powiedziała sam do siebie po czym wstał i wyszedł z domu. Na zewnątrz było już ciemno i cicho... tak nienaturalnie cicho. Ogromny księżyc oświetlał swoim blaskiem całą okolicę, detektyw rozejrzał się dokładnie i zobaczył stojącego przed scianą mężczyznę palącego papierosa, panowie patrzyli na siebie przez chwilę po czym Loki podszedł do samochodu. Wsiadł i wyjechał na ulicę, miał zamiar udać się do żony de Qo.
Podróż zajęła mu jakieś 30 minut. Gdy podjechał pod dom zobaczył że światła się nadal świecą, wyszedł z auta i szybkim krokiem udał się do drzwi. Zapukał trzy razy i oczekiwał na otwarcie, tak też się stało. Drzwi otworzyła mu starsza brunetka mająca na sobie szlafrok. Zmęczone, przygnębienione oczy patrzyły na Lokiego próbując przypomieć sobie czy jest im znany.
- jestem detektyw David Loki - pokazuje odznakę - przepraszam za późną porę ale czy mogę zająć Pani chwilę? - zapytał Loki
- jeśli chodzi o mojego męża... to policja już tu była, nie mam nic do dodania w tej spraw - odpowiedziała żonande Qo. Jego głos... głos kobiety która straciła ukochaną osobę, nie było w nim życia tylko sama rozpacz, cierpienie i ból.
- jednak chciałbym jeszcze o tym porozmawiać - nalegał Loki - mam kilka bardzo ważnych pytań
- dobrze... proszę wejść - kobieta zaprosiła Lokiego do środka
Loki wszedł do wielkiego salonu z kominkiem, kanapą i wieloma innymi rzeczami. Salon wydawał mu się dość ładny, dębowe meble świetnie konponowały się z resztą salonu. Gdy był już na środku pokoju zobaczył buteleki różnego rodzaju alkoholi na stoliku. Wódka, drogie szampany, wina duża ilość może świadczyć o tym że od dłuższego czasu to jest głównym zajęciem żony Romana. Chciała znaleźć lekarstwo na swój ból, Loki doskonale to rozumiał.
- proszę siadać - wskazała ręką na kanapę - napiję się pan czegos?
- nie dziękuję - skorzystał z propozycji i usiadł patrząc na Panią de Qo która była w kuchni.
- proszę nie przeszkadzać sobie tymi butelkami... po pewnym czasie człowiek rozumie że to już nie działa. Nie ma prawdziwej rady na cierpienie, na ból który nas spotyka. Możemy tylko.... z tym żyć i trzymać to w sobie, pozwolić na to aby niszczył nas od środka i doprowadzić do podjęcia decyzji.... która.... będzie już naszą ostatnią - mówiąc te słowa kobieta wróciła na kanapę i usiadła obok detektywa - jakie są Pana pytania? - dodała patrząc na Lokiego i biorą duży łyk czerwonego wina.
- czy Pani mąż miał wrogów, kogoś z kim jego relacje nie należały do najlepszych? - zapytał David
- mój mąż? Nie sądze... mimo że był ważnym człowiekiem... to starał się nie mieć wrogów, skąd te pytanie? - odpowiedziała kobieta, wyraźnie zdziwiona pytaniem Lokiego
- może był ktoś taki? Ktoś z rządu? Przeciwnik polityczny? - zapytał Loki
- nie... raczej nie.... nie rozmawialiśmy o jego służbowych sprawach. Tutaj w domu i ogólnie prywatnie był zwykłym Romanem. Nie lubił gdy na kolacji ze mną pytał go ktoś o służbowe sprawy, pracę zawsze zostawiał w biurze.... jaki to ma związek ze śmiercią mojego męża? - zapytała
- niestety mam dla pani złe wieści, to nie był zwykły wypadek, pani mąż - głos Davida zatrzymał się, spojrzał na zdruzgotaną twarz kobiety. Nie wiedział czy poradzi sobie z ciężarem jaki ma ta wiadomość - pani mąż został zamordowany
Nie doczekał się odpowiedzi, kobieta rozpaczliwym wzrokiem patrzyła się na Lokiego, jej zielone oczy zalały się łzami.... zaczęła rozpaczliwe płakać. To był cios... ogromny cios który z ogromną siłą poruszył już słabe fundamenty życia kobiety. Żona de Qo rzuciła się w ramiona detektywa, potrzebowała tego oparcia...

