Pojawienie się w barze kogoś z poza grona lokalnych bywalców wywołało pewne poruszenie. Wszystkie oczy zwróciły się ku zasiadającemu przy stoliku gościowi, wszystkie rozmowy zamilkły.
Na skinienie - kelner zbliżył się. Pochylił głowę w geście powitania.
- Hër, mamy wszystko co chcecie, do jedzenia i picia. Mamy liväsa, to jest lokalny trunek. Mamy do jedzenia chleb, orzechy, kaszę. Mamy mięso - jak hër powie, to każę ubić kurę i upiec. - mówiąc to wskazał w stronę wejście na ogród - Tam kury są, hër, tam kury chodzą.
Na skinienie - kelner zbliżył się. Pochylił głowę w geście powitania.
- Hër, mamy wszystko co chcecie, do jedzenia i picia. Mamy liväsa, to jest lokalny trunek. Mamy do jedzenia chleb, orzechy, kaszę. Mamy mięso - jak hër powie, to każę ubić kurę i upiec. - mówiąc to wskazał w stronę wejście na ogród - Tam kury są, hër, tam kury chodzą.
