06 Kwi 2021, 00:07:22
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06 Kwi 2021, 00:12:53 przez Erik Otton von Hohenburg.)
Rävallfröd
Jarl der Rävall popijał trunek w jednej z kanugardzkich kawiarenek, będąc przekonany, że jedyne co może zrobić ze swoim durnym życiem, to właśnie zachlać się na śmierć. Spojrzał jeszcze raz, na wracającego barmana, by dokończyć raz zaczęte opowiadanie.
— na wojnie Siyah miałem za dowódcę jakiegoś osaczeskiego majora, co walczył jeszcze w sambanafryce, kiedy ichni rząd walczył z powstańcami erańskimi. Podobno tak dręczył tam ludność cywilną, że musiał uciekać z kraju do Brodrii, a potem się zaciągnął do naszej armii.
Barman czyścił szklanke, sprawiał wrażenie, że nie przejmował się zbytnio rozmową.
— ta.. słyszałem, że w Bantu Osacy się nie cackali z lokalnymi, tylko mało, co to palili wsie i ganiali ich na pustynie.
— otóż to! — tu zrobił łyk i kończył — A on ponoć był jeszcze gorszy, ja poza obelgami nic poważniejszego nie dostałem, ale jak w oddziale mieliśmy takiego jednego z koloni azymuckich, to za próbę dezercji, to mało co człowieka nie zakatował żywcem kolbą karabinu!
— hmm.. a mówią, że to ci husarzy czy tam jancarzy Emrych, to największe zagrożenie dla nas!
Na slowa te Jarl uniósł się gniewem.
— a weź pan! Cała ta wojna.. naprawdę, że tyłu ludzi musiało zginąć w tym obsranym przez kozy powiaciku, tylu ludzi zginęło o panowanie nad skraweczkiem terenu, na kresach naszego ogromnego kraju. A najgorsze, że nikt o tym nie mówi! że nikt nie wie nawet co tam się naprawdę dzieje! rząd milczy, a ludzie cały czas tam giną!
Barman poczuł się coraz bardziej zmieszany, czuł, że nie chce dowiadywać się o wszystkich okropnościach wojny w Siyah.
— Jarl, generalnie to słyszałem, że w całe państwo się sypie — Prezydent Żmigrodzki, ledwie uszedł z życiem, jak go jacyś separtyści namierzyli, Ramandia chce się odłączyć, Azymutia też, w Siyah wojna, a nasz Czarnokrajestan i Volkian domaga się autonomii.
— ta, i dodaj jeszcze tych oligarchów psia mać, co naszą najlepszą młodzież niszczą! No, ale w każdym razie takimi metodami za wiele nie zdziałają, pamiętasz co robili jeszcze parę lat temu w Batawii? Tam to była dopiero dyktatura za Uchastoka i Kostatsa!
— No do Batawii, to trafił kiedyś mój stryj!
— współczuję.
— no, ale za bardzo alternatywy nie ma, tam to towarzystwo z północy i z zachodu jakoś nie specjalnie im też leży..
— no mi też.
Jarl spojrzał się przez ramię na okno, gesty śnieg p a d a ł i tłukł ochoczo w szybę. Instynktownie przypomniał sobie, że dziś jest 29 listopada, uśmiechnął się i poczuł jakąś dziwną radość w sercu, jakby promyk nadzieji w tym wszystkim.
— to będzie piękny Rävallfröd! — oznajmił z ulgą.
*
* *
* *
Rävallfröd — starowinkulijskie słowo oznaczające w wolnym tłumaczeniu "przepędzenie zła" i jest to święto wywodzące się z czasów przedchrześcijańskich, kiedy ludność wschodniej Winkulii, próbowała w ten sposób odpędzić złe duchy. Rävallfröd odbywa się w nocy z 30 listopada na 1 grudnia. W czasie jego trwania, po zmroku na ulicach Kanugardu odbywa się parada przebierańców, trwająca do północy, po północy powszechnym zwyczajem jest picie grzanego wina. XX wieku wino zaczęło kupować miasto i rozlewać je uczestnikom imprezy, a także odbywają się pokazy rzeźb z czekolady. A to wszystko przy dźwiękach tradycyjnej winkulijskiej muzyki.
Rävall spojrzał na zegarek, za pół godziny miała wybić północ. Noc była ciemna i gęsta, ale starannie rozmieszczony układ latarni miejskich, oswajał te pore doby, nadając jej swobodnego klimatu. Powolnym krokiem, deptał miejski bruk, powoli zbliżając się do zmierzającej, prostopadle względem niego parady przebierańców, gdzieś nie gdzieś zbiegały się grupki przechodniów szukających stoisk z grzanym winem, po wielu było widać, że spożywali ów trunek aż zanadto. Mimo, to dawno nie uczuł tak głębokiego spokoju i poczucia spełnienia, jakiego zaznawał w tej chwili. Ten wszechogarniający spokój ustąpił miejsca uczuciu lekkiej samotności, i przeciwstawnego mu o s a c z e n i a.
"czy ktoś mnie nie śledzi?" pytał się w myślach i w błyskawicznym tempie omiótł cały plac wzrokiem — byl on i nieliczni ludzie, gdzieś w oddali, nie wyglądali aby wyrażali nim jakieś zainteresowanie. Mimo to nie uczuł się z tym lepiej, pobiegł więc na główną ulice, gdzieś w tamtych okolicach odbywał się jarmark. Znalazł się w końcu na skrzyżowaniu ulic, ponad tłumem świętujących wznosiła się wielka dmuchana kukła — wkomponowana w mrok ulicy, przyprawiła Jarla o pot na czole i kołatanie serca, muzyka grana przez podwórkową kapele tylko w tym mu pomagała, Jarl poczuł, że ma do czynienia z jakimś poganskim, niemalże okultystycznym rytuałem. W oczach zagnieździło mu się mnóstwo czerwonobarwnych przedmiotów — to również jest charakterystyczne dla tego święta, ogromna słabość Winkulijczyków do czerwonego koloru.
Nie czuł się tu dobrze, więc czym prędzej opuścił miejsce. Wybiła północ, w niebo poszły sztuczne ognie, a na ziemi częstowano się winem. Tam już było spokojnie, ulice opróżnieniał niebiesko-biały kojący blask, deptak tak samo jak w poprzednim przypadku, był słabo zaludniony. Jarl spoglądał przed siebie, ale tym razem tylko w jeden niepozorny punkt. W całej konstrukcji mikrokosmosu jakim była owa ulica, czymś obcym i niepasującym był małe czerwone auto osobowe Albion Mk 1, rodzimej produkcji. Jarl wciąż się wpatrywał w ten nieporządany obiekt, jakby chciał go zepchnąć wzrokiem z nie najtrzeźwiejszych oczu, aż nagle auto zamieniło się w jedną kule ognia, ogłuszający huk rozbiegł się po mieście, i rzucił na płask kombatanta winkulijskiej armii.
Pierwsze co usłyszał poza świstem własnej krwi były slowa: zamach! zamach! samochód pułapka! Odychał ciężko, wielkim wysiłkiem, podniósł się z miejsca widział ludzi, ci zaś strzelają do innych, musiał się schować. Z obu stron stali terroryści, odgrodzili wszystkie drogi ucieczki! Rozejrzał się za wyjściem, w końcu jednak pozostał bez ruchu, udawał martwego. Cud sprawił, że ze stosunkowo niewielkimi obrażeniami trafił do szpitala, gdzie czekał go jednak kolejny cios.
— oni już wiedzą.. był atak hakerski na wojskowe bazy danych. Wiedzą o wszystkich, którzy brali udział w wojnie w Siyah! — ozwał się głos znajomego z batalionu.
— to nie może być prawda! a nawet jeśli to takich jak ja są tysiące.
— ta wojna się nie skoczyła i będzie trwać dostatecznie długo, aby nas wszystkich dopaść!
To była ich ostatnia rozmowa, jak później się dowiedział, jego przyjaciela znaleziono martwego w wanie. Jarl uczuł po raz kolejny oddech śmierci na swoich plecach. Wypisano go ze szpitala i miał wrócić do domu. Pozwolono mu zabrać ze sobą broń do mieszkania.
W drodze do domu, głowę wypełniała mu doszczętnie tylko jedna myśl; dlaczego skazani jesteśmy na popełnianie wciąż tych samych błędów, bez radosnego Rävallfröd.
![[Obrazek: videotogif_2019.06.15_12.03.30.gif?ex=67...height=138]](https://media.discordapp.net/attachments/556495101086531596/589394861589921796/videotogif_2019.06.15_12.03.30.gif?ex=67c57ebd&is=67c42d3d&hm=82211377b02e470c984c379ddff4c8d9d637a288d693bac297b7f21c72b0588d&=&width=213&height=138)

