28 Gru 2020, 21:29:54
Zniecierpliwiony Gustaw przebywał właśnie w swoim gabinecie. Denerwowało brak odpowiedzi od jego pomocnika, Ludwika. Pięć godzin temu Prezydenta Żmigrodzki miał już nie żyć, a on przejąć władzę. Jednak wszystko się opóźniało a sam Herwik nie dawał znaków życia. "Czyżby wszystko wyszło na jaw?" Denerwowało się w myślach Gustaw. Po raz ostatni wykręcił numer do Herwika jednak telefon przez cały czas milczał. - cholera - syknął pod nosem minister. Sytuacja robił się coraz bardziej beznadziejna. Po chwili jednak usłyszał strzały, Gustaw wyjrzał przez okno i zauważył bojowy transporter Spartan. - kurwa mać - krzyknął i rzucił się do biurka. Otworzył górną szafkę i wyjął z niej pistolet. Na parterze trwała istna wojna. Nagle przed drzwiami słychać było kroki, Gustaw wycelował pistolet wprost przed siebie. Nastała cisza, spocony Gustaw ledwo trzymał się na nogach. W myślach liczył że jednak go ominą, że tej nocy nie zginie. Nagle ktoś wyważył drzwi, Gustaw strzelił lecz chybił celu, kula wylądowała daleko od napastnika. Żołnierz jednak trafił i postrzelił Gustaw w ramię. Opadł on na ziemię wypuszczając pistolet z ręki. Żołnierz podszedł do niego i zdjął hełm. - ty nie żyjesz - krzyknął Gustaw. Próbował jeszcze lewą ręką sięgnąć po pisotel jednak żołnierz dobił do strzałem w głowę. Czerwona breja rozbryzgła się na ścianie. Do gabinetu wbiegło jeszcze kilku żołnierzy, jednak widząc Kardacza opuścili broń. Budynek był już zabezpieczony, w sumie złapano czterdziestu spiskowców.
