![]() |
|
Chaos - Wersja do druku +- Związek Winkulijski (http://forum.winkulia.eu) +-- Dział: Podziemia Zamku Królewskiego (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=39) +--- Dział: Forum Archiwalne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=628) +---- Dział: Wiadomości z kraju (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=187) +---- Wątek: Chaos (/showthread.php?tid=2968) |
Chaos - Narrator - 28 Gru 2020 27 grudnia 2020 roku Kanugard Stolica Związku Winkulijskiego z całą pewnością mogła poszczycić się wosoko ocenianymi restauracjami, szczególnie w centralnej części, niedaleko placu. To właśnie do jednej z nich trafił nasz tajemniczy gość. Ów gość idealnie wpasował się w charakterystykę tego miejsca. Elegancki garnitur, skórzane buty i drogi zegarek, tylko tacy ludzie mogli pozwolić sobie na posiłek tutaj. Mężczyzna właśnie kończył posiłek gdy do jego stolika przysiadła się inna osoba. Początkowo nasz bohater wydawał się zaskoczony, z całą pewnością nie spodziewał się wizyty. Po chwili jednak zaskoczenie ustąpiło, mężczyzna, wyraźnie zniesmaczony, odłożył sztućce i odsunął talerz. Obecność gościa najwyraźniej odebrała mu apetyt. - rozumiem że sprawa załatwiona - rzucił pierwszy gość. Nie czekając na odpowiedź wyjął z kieszeni niewielką cygaretkę. Nie spiesząc się wyciągnął jednego papierosa, włożył do ust i momentalnie podpalił. Gęsty, duszący dym rozniósł się po sali. - tak - rzucił drugi - wymyśliłem bajeczkę że wszyscy zachorowali na szkor.... - dość! - krzyknął pierwszy - nie mam zamiaru tego słuchać. Wyjdź tylnymi drzwiami, tam czeka auto. Kierowca da Ci pieniądze - poinstruował - jesteśmy ci wdzięczni. Przybysz wstał i od razu ruszył w stronę zaplecza. Po kilku minutach był już na zewnątrz. Pogoda była paskudna, ulewa nabierała na sile. Przybysz wyciągnął paczkę papierosów z kieszeni. Drżącą ręką wyjął taniego skręta i włożył go do ust. Nagle obok niego wyrosła masywna postać. Duży mężczyzna wyciągnął rękę i podpalił papierosa. Przybysz zdążył tylko zaciągnąć fajkę gdy padł martwy na bruk. Ciężkie, duże krople uderzały w jego ciało rozmywając krew. Dobrze wymierzony strzał w głowę z blist. Przybysz nawet nie zorientował się że już jest martwy. Masywny mężczyzna podszedł do ciała i przeszukał je dokładnie. Znalazła tylko pogniecioną paczkę papierosów, telefon i portfel. Zabrał wszystko i wszedł do budynku. Za drzwiami czekał już nasz bohater, zabójca wręczył mu znaleziony portfel i ruszył w swoją stronę. Elegancki mężczyzna wyciągnął telefon, wybrał numer i szybko przystawił go do ucha. Po kilku chwilach usłyszał głos po drugiej stronie. - Will Hower nie żyje - powiedział i odłożył telefon. RE: Chaos - Narrator - 28 Gru 2020 W tym samym czasie Gustaw spędzał właśnie czas w swoim gabinecie. Po ostatnich wydarzeniach to on trzymał pieczę nad ministerstwem wojny, jednak jego ambicje sięgały o wiele wyżej. Gustaw rozłożył się wygodnie na szerokim fotelu, w lewej ręce trzymał dopalające się cygaro, cienka smuga szarego dymu unosiła się do góry i rozchodziła po cały pokoju. W prawej zaś ręce trzymał, pustą już, niewielką szklaneczkę z lodem. Minister jakby w transie parzył się tępo przed siebie. Nagle zadzwonił telefon, chwilę zajęło Gustawowi aby wybudzić się z transu i odebrać. Podniósł on słuchawkę i przyłożył do ucha. Usłyszał jedynie kilka słów "Will Hower nie żyje" po czym rozmówca rozłączył się. Gustaw, wyraźnie zadowolony, wyjął z szafki butelkę absyntu. Napełnił szklaneczkę do połowy i łapczywie wypił wszystko po czym z impetem cisnął szkło o ścianę. Szklanka rozbiła się na niewielkie fragmenty które rozleciały się po całym gabinecie. Nasz bohater szybko chwycił za telefon i wykręcił numer. Po kilku sekundach odezwał się do mężczyzny po drugiej stronie. - Ludwik - zaczął Gustaw - sprawa załatwiona, spotkamy się tam gdzie zwykle. Mężczyzna po drugiej stronie nie odpowiedział nic, tylko się rozłączył. Jednak Gustawowi to wystarczyło, szybko wstał z fotela i ruszył do stojaka z ubraniami. Założył ciężki, oficerski płaszcz i wyszedł z budynku. Gustaw i Ludwik spotkali się na dachu ministerstwa. Pogoda nadal była paskudna, ale to miejsce dawało gwarancję bezpieczeństwa. Po uprzednim upewnieniu się że nikt im nie przeszkodzi mężczyźni zaczęli rozmowę. - jesteś pewny że to prawda? - zapytał Ludwik - tak - odpowiedział szybko i stanowczo Gustaw - mam te informacje z pierwszej ręki, źródło wszystko potwierdziło. - plan runie jeśli jednak przeżył - w odpowiedzi zakomunikował drugi - musimy mieć pewność a rada ma wątpliwości. Gustaw nie odpowiedział nic. Wstał, wyciągnął niewielką piersiówkę i przechylił ją szybko. - Kardacz nie żyję - krzyknął głośno - a gdyby nawet przeżył, to jest cholerne tysiące kilometrów od domu, na cholernej bezludnej wyspie - Gustaw podszedł do Ludwika i złapał go za szyję - myślisz że zjawi się tutaj, na białym koniu i wszystko uratuje? - nie oczekując odpowiedzi rzucił kolegę na posadzkę. Ludwik z trudem wstał z ziemi i otrzepał się. - musimy działać - krzyknął Gustwa - dzwoń do chłopaków, pora ruszyć pionka. RE: Chaos - Narrator - 28 Gru 2020 Obecny Szefa Służby Bezpieczeństwa miał kilka grzeszków. Głównym z nich była ogromna słabość do młodych panienek. Nie protestował gdy żona wręczyła mu pozew o rozwód, wreszcie mógł do woli korzystać z przyjemności, jakie oferowały ów młode dziewczyny. Z reguły umawiał się z nimi w ekskluzywnym hotelu. Tak było i dziś. Hawertz wraz z młodą, szczupłą blondynką udał się do wynajętego pokoju. Chwilę zajęła im podróż na górę. Gdy byli już w środku Hawertz od razu ruszył w stronę barku. Wyciągnął z lodówki szampana i dwa kieliszki. Dziewczyna właśnie usiadła na łóżku, szef SB podszedł do niej i wręczył napełniony kieliszek. Gdy wypili wszystko Hawertz zdjął spodnie. Dziewczyna już wiedziała co ma robić, uklękła przed grubym mężczyzną i wzięła go do ust. Nie zawsze dziewczyny spełniały jego zachcianki. Hawertz należał do ludzi z ciężką ręką. Chwila zawahania zawsze kończyła się tragicznie. Większość dziewczyn do dziś przyjmuję pokarm przez rurkę. Gdy Hawertz oddawał się przyjemnościom do jego pokoju wbiegło dwóch zamachowców. Zdezorientowany grubas nawet nie miał czas na reakcję. Dwie kule przeszyły jego ciało i ciężkie cielsko runęło na ziemię. Przestraszona dziewczyna odskoczyła w bok, kompletnie zaskoczona nie widziała co się dzieję. Zabójca Hawertz wycelował w nią jednak nie oddał strzału. Młoda prostytutka schowała się w rogu próbując schować głowę jednak nie zdążyła. Drugi z zamachowców strzelił prosto w pierś i wątłe ciało kobiety osunęło się na podłogę. - to było jeszcze dziecko - syknął pierwszy - żadnych świadków - odpowiedział mu drugi - nikogo nie możemy zostawić. Zamachowcy znilki równie szybko co się pojawili. Podobno ciała znalazła pokojówka. RE: Chaos - Narrator - 28 Gru 2020 Wiadomość o zabicu szefa SB dotarła już do Ludwika. "Kolejny krok za nami" pomyślał. Ludwik wykonał szybki telefon do kancelarii prezydenta i umówił się na spotkanie. Wszystko było już gotowe. Mężczyzna wyszedł ze swojego domu i ruszył w kierunku podstawionego auta. Szybko zajął miejsce na tylnym siedzeniu - do kancelarii prezydenta - rzucił do kierowcy. Ekscytacja i stres jednak uśpiły jego czujność. W aucie nie było kierowcy a jedynie tajemniczy mężczyzna który z całe siły uderzył Ludwika w głowę. Gdy odzyskał on już przytomność zorientował się że nie jest w aucie a dziwnym pokoju. Nie było tu żadnych okien, obrazów, same surowe i gołe ściany. Ludwik siedział na krześle, związane ręce i nogi ograniczały jego ruchy. Nagle ktoś wszedł do środka. W pokoju panował mrok, jedynie mała lampka, która stała obok krzesła, rzucała trochę światła. Ludwika jedynie widział sylwetkę tajemniczej postaci. Poirytowany krzyknął "kim ty jesteś?" Nie uzyksla jednak odpowiedzi. Mężczyzna nadal stał w cieniu i spoglądał na Ludwika. - wiesz kim ja jestem? - krzyknął ponownie - wiesz co ciebie czeka gdy mnie znajdą? Nagle mężczyzn zbliżył się do Ludwika mówiąc - jesteś Ludwika Herwik, szef ochrony prezydenckiej. Dopiero teraz Ludwika rozpoznał mężczyznę - to ty... - ledwo wydusił gdy na jego twarzy wylądował kolejny cios. Uderzenie było tak mocne że Ludwik przewrócił się do tyłu i uderzył głową o podłogę. Mężczyzna wyprowadził kolejny cios który trafił Ludwika prosto w brzuch. Herwik syknął z bólu - miałeś umrzeć - krzyknął. - a więc uznajmy że mnie tutaj nie ma - odpowiedział mężczyzn z lekkim uśmiechem na twarzy. Uklęknął on obok Ludwika i chwycił go za lewą dłoń - wiesz co - kontynuował po chwili - w tym całym waszym planowaniu nie widzieliście pod uwagę jednego.... mnie nie da się pokonać - wraz z ostatnim słowem mężczyzna złamał pierwszy palec. Potworny ból przeszył ciało Ludwika. Krzyknął głośno i zalał się łzami. - chcecie zburzyć nasz poukładany świat - mężczyzn sięgnął po kolejny palec - jednak nie uda wam się to - i kolejny raz wyłamał. Ludwik po raz kolejny krzyknął z bólu. - wszystko powiem - wykrzyczał Ludwik. Herwik opowiedział wszystko o Gustawie, zamachu na Szefa SB i planowanym zabójstwie Prezydenta. RE: Chaos - Narrator - 28 Gru 2020 Zniecierpliwiony Gustaw przebywał właśnie w swoim gabinecie. Denerwowało brak odpowiedzi od jego pomocnika, Ludwika. Pięć godzin temu Prezydenta Żmigrodzki miał już nie żyć, a on przejąć władzę. Jednak wszystko się opóźniało a sam Herwik nie dawał znaków życia. "Czyżby wszystko wyszło na jaw?" Denerwowało się w myślach Gustaw. Po raz ostatni wykręcił numer do Herwika jednak telefon przez cały czas milczał. - cholera - syknął pod nosem minister. Sytuacja robił się coraz bardziej beznadziejna. Po chwili jednak usłyszał strzały, Gustaw wyjrzał przez okno i zauważył bojowy transporter Spartan. - kurwa mać - krzyknął i rzucił się do biurka. Otworzył górną szafkę i wyjął z niej pistolet. Na parterze trwała istna wojna. Nagle przed drzwiami słychać było kroki, Gustaw wycelował pistolet wprost przed siebie. Nastała cisza, spocony Gustaw ledwo trzymał się na nogach. W myślach liczył że jednak go ominą, że tej nocy nie zginie. Nagle ktoś wyważył drzwi, Gustaw strzelił lecz chybił celu, kula wylądowała daleko od napastnika. Żołnierz jednak trafił i postrzelił Gustaw w ramię. Opadł on na ziemię wypuszczając pistolet z ręki. Żołnierz podszedł do niego i zdjął hełm. - ty nie żyjesz - krzyknął Gustaw. Próbował jeszcze lewą ręką sięgnąć po pisotel jednak żołnierz dobił do strzałem w głowę. Czerwona breja rozbryzgła się na ścianie. Do gabinetu wbiegło jeszcze kilku żołnierzy, jednak widząc Kardacza opuścili broń. Budynek był już zabezpieczony, w sumie złapano czterdziestu spiskowców. |