28 Gru 2020, 00:51:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28 Gru 2020, 01:06:14 przez Narrator.)
27 grudnia 2020 roku
Kanugard
Stolica Związku Winkulijskiego z całą pewnością mogła poszczycić się wosoko ocenianymi restauracjami, szczególnie w centralnej części, niedaleko placu. To właśnie do jednej z nich trafił nasz tajemniczy gość. Ów gość idealnie wpasował się w charakterystykę tego miejsca. Elegancki garnitur, skórzane buty i drogi zegarek, tylko tacy ludzie mogli pozwolić sobie na posiłek tutaj. Mężczyzna właśnie kończył posiłek gdy do jego stolika przysiadła się inna osoba. Początkowo nasz bohater wydawał się zaskoczony, z całą pewnością nie spodziewał się wizyty. Po chwili jednak zaskoczenie ustąpiło, mężczyzna, wyraźnie zniesmaczony, odłożył sztućce i odsunął talerz. Obecność gościa najwyraźniej odebrała mu apetyt.
- rozumiem że sprawa załatwiona - rzucił pierwszy gość. Nie czekając na odpowiedź wyjął z kieszeni niewielką cygaretkę. Nie spiesząc się wyciągnął jednego papierosa, włożył do ust i momentalnie podpalił. Gęsty, duszący dym rozniósł się po sali.
- tak - rzucił drugi - wymyśliłem bajeczkę że wszyscy zachorowali na szkor....
- dość! - krzyknął pierwszy - nie mam zamiaru tego słuchać. Wyjdź tylnymi drzwiami, tam czeka auto. Kierowca da Ci pieniądze - poinstruował - jesteśmy ci wdzięczni.
Przybysz wstał i od razu ruszył w stronę zaplecza. Po kilku minutach był już na zewnątrz. Pogoda była paskudna, ulewa nabierała na sile. Przybysz wyciągnął paczkę papierosów z kieszeni. Drżącą ręką wyjął taniego skręta i włożył go do ust. Nagle obok niego wyrosła masywna postać. Duży mężczyzna wyciągnął rękę i podpalił papierosa. Przybysz zdążył tylko zaciągnąć fajkę gdy padł martwy na bruk. Ciężkie, duże krople uderzały w jego ciało rozmywając krew. Dobrze wymierzony strzał w głowę z blist. Przybysz nawet nie zorientował się że już jest martwy. Masywny mężczyzna podszedł do ciała i przeszukał je dokładnie. Znalazła tylko pogniecioną paczkę papierosów, telefon i portfel. Zabrał wszystko i wszedł do budynku. Za drzwiami czekał już nasz bohater, zabójca wręczył mu znaleziony portfel i ruszył w swoją stronę. Elegancki mężczyzna wyciągnął telefon, wybrał numer i szybko przystawił go do ucha. Po kilku chwilach usłyszał głos po drugiej stronie.
- Will Hower nie żyje - powiedział i odłożył telefon.
Kanugard
Stolica Związku Winkulijskiego z całą pewnością mogła poszczycić się wosoko ocenianymi restauracjami, szczególnie w centralnej części, niedaleko placu. To właśnie do jednej z nich trafił nasz tajemniczy gość. Ów gość idealnie wpasował się w charakterystykę tego miejsca. Elegancki garnitur, skórzane buty i drogi zegarek, tylko tacy ludzie mogli pozwolić sobie na posiłek tutaj. Mężczyzna właśnie kończył posiłek gdy do jego stolika przysiadła się inna osoba. Początkowo nasz bohater wydawał się zaskoczony, z całą pewnością nie spodziewał się wizyty. Po chwili jednak zaskoczenie ustąpiło, mężczyzna, wyraźnie zniesmaczony, odłożył sztućce i odsunął talerz. Obecność gościa najwyraźniej odebrała mu apetyt.
- rozumiem że sprawa załatwiona - rzucił pierwszy gość. Nie czekając na odpowiedź wyjął z kieszeni niewielką cygaretkę. Nie spiesząc się wyciągnął jednego papierosa, włożył do ust i momentalnie podpalił. Gęsty, duszący dym rozniósł się po sali.
- tak - rzucił drugi - wymyśliłem bajeczkę że wszyscy zachorowali na szkor....
- dość! - krzyknął pierwszy - nie mam zamiaru tego słuchać. Wyjdź tylnymi drzwiami, tam czeka auto. Kierowca da Ci pieniądze - poinstruował - jesteśmy ci wdzięczni.
Przybysz wstał i od razu ruszył w stronę zaplecza. Po kilku minutach był już na zewnątrz. Pogoda była paskudna, ulewa nabierała na sile. Przybysz wyciągnął paczkę papierosów z kieszeni. Drżącą ręką wyjął taniego skręta i włożył go do ust. Nagle obok niego wyrosła masywna postać. Duży mężczyzna wyciągnął rękę i podpalił papierosa. Przybysz zdążył tylko zaciągnąć fajkę gdy padł martwy na bruk. Ciężkie, duże krople uderzały w jego ciało rozmywając krew. Dobrze wymierzony strzał w głowę z blist. Przybysz nawet nie zorientował się że już jest martwy. Masywny mężczyzna podszedł do ciała i przeszukał je dokładnie. Znalazła tylko pogniecioną paczkę papierosów, telefon i portfel. Zabrał wszystko i wszedł do budynku. Za drzwiami czekał już nasz bohater, zabójca wręczył mu znaleziony portfel i ruszył w swoją stronę. Elegancki mężczyzna wyciągnął telefon, wybrał numer i szybko przystawił go do ucha. Po kilku chwilach usłyszał głos po drugiej stronie.
- Will Hower nie żyje - powiedział i odłożył telefon.
