28 Paż 2020, 15:46:41
Mateusz chwilę myślał po czym odparł:
- Dobrze, Henryku. Podoba mi się takie rozwiązanie. Ale i tak zostanie wysłana misja obserwacyjna do Krasnodarska. I jeśli choćby głos im z głowy spadnie, albo będziecie ich obrażać w tym waszym VTP, albo będziecie ich na miejscu robić w balona, to wtedy my wkroczymy do akcji. Ale reszta podoba mi się, lecz warunek z nieagresją nadal obowiązuje. Zrozumiano? No, to za Volkian! do usłyszenia!
Żmigrodzki gwałtownie odłożył słuchawkę, po czym westchnął głęboko. W tej chwili do jego gabinetu wszedł Fritz z popołudniową prasówką i karawką wypełnioną po brzegi wodą gazowaną:
- Mówię Ci Fritz, do grobu mnie te komuchy zapędzą. Jak tam nasz Gabinet żyje?
- Bardzo dobrze, Panie Prezydencie. Hohenburg podjął już podobno działania przygotowawcze. Wystąpił też dzisiaj przed mediami.
- To jest polityk, a nie jacyś partacze z nomenklatury SPV. - odparł pijąc chłodną gazowaną wodę, której źródło miało miejsce niedaleko Anater. - Fritz, myślę, że przydałoby się zwołać wspólne spotkanie Rządu ze mną. - dodał po chwili Żmigrodzki.
- Ma Pan na myśli Radę Gabinetową? - dopytał się Fritz.
- O to, to, dokładnie o to mi chodziło! Umów ją w pierwszym możliwym terminie. Jeśli chodzi o miejsce, to trochę przewietrzę się i przespaceruję się do gmachu Kancelarii Kanclerza. - Fritz miał odchodzić, gdy Żmigrodzki dodał - A, jeszcze jedno! Możesz połączyć mnie teraz z Lebenmannem.
Fritz wyszedł. Po chwili Żmigrodzki usłyszał piknięcie. Przycisk z rzymską liczbą jeden podświetlił się. Żmigrodzki znowu podniósł słuchawkę i usłyszał:
- Dzień dobry Panie Prezydencie!
- Dzień dobry, Panie podpułkowniku, jak tam Towarzysz Novak?
- Miewa się dobrze, jest teraz w jednym z naszych więzień zamorskich. Karmimy go dobrze, dajemy mu wódkę. Początkowo był agresywny, ale daliśmy mu kilka męskich pism i się uspokoił.
- Bardzo dobrze, tyle chciałem wiedzieć. Dobra robota, panie podpułkowniku. Do widzenia!
- Dziękuję bardzo, do widzenia! - odparł szybko Lebenmann.
Żmigrodzki wstał od biurka, po czym wyszedł ze swojego gabinetu prosto do zamkowej restauracji, gdzie czekał na niego wyśmienity obiad, tak przez niego wyczekiwany po ciężkiej pracy związanej z kryzysem volkiańskim.
- Dobrze, Henryku. Podoba mi się takie rozwiązanie. Ale i tak zostanie wysłana misja obserwacyjna do Krasnodarska. I jeśli choćby głos im z głowy spadnie, albo będziecie ich obrażać w tym waszym VTP, albo będziecie ich na miejscu robić w balona, to wtedy my wkroczymy do akcji. Ale reszta podoba mi się, lecz warunek z nieagresją nadal obowiązuje. Zrozumiano? No, to za Volkian! do usłyszenia!
Żmigrodzki gwałtownie odłożył słuchawkę, po czym westchnął głęboko. W tej chwili do jego gabinetu wszedł Fritz z popołudniową prasówką i karawką wypełnioną po brzegi wodą gazowaną:
- Mówię Ci Fritz, do grobu mnie te komuchy zapędzą. Jak tam nasz Gabinet żyje?
- Bardzo dobrze, Panie Prezydencie. Hohenburg podjął już podobno działania przygotowawcze. Wystąpił też dzisiaj przed mediami.
- To jest polityk, a nie jacyś partacze z nomenklatury SPV. - odparł pijąc chłodną gazowaną wodę, której źródło miało miejsce niedaleko Anater. - Fritz, myślę, że przydałoby się zwołać wspólne spotkanie Rządu ze mną. - dodał po chwili Żmigrodzki.
- Ma Pan na myśli Radę Gabinetową? - dopytał się Fritz.
- O to, to, dokładnie o to mi chodziło! Umów ją w pierwszym możliwym terminie. Jeśli chodzi o miejsce, to trochę przewietrzę się i przespaceruję się do gmachu Kancelarii Kanclerza. - Fritz miał odchodzić, gdy Żmigrodzki dodał - A, jeszcze jedno! Możesz połączyć mnie teraz z Lebenmannem.
Fritz wyszedł. Po chwili Żmigrodzki usłyszał piknięcie. Przycisk z rzymską liczbą jeden podświetlił się. Żmigrodzki znowu podniósł słuchawkę i usłyszał:
- Dzień dobry Panie Prezydencie!
- Dzień dobry, Panie podpułkowniku, jak tam Towarzysz Novak?
- Miewa się dobrze, jest teraz w jednym z naszych więzień zamorskich. Karmimy go dobrze, dajemy mu wódkę. Początkowo był agresywny, ale daliśmy mu kilka męskich pism i się uspokoił.
- Bardzo dobrze, tyle chciałem wiedzieć. Dobra robota, panie podpułkowniku. Do widzenia!
- Dziękuję bardzo, do widzenia! - odparł szybko Lebenmann.
Żmigrodzki wstał od biurka, po czym wyszedł ze swojego gabinetu prosto do zamkowej restauracji, gdzie czekał na niego wyśmienity obiad, tak przez niego wyczekiwany po ciężkiej pracy związanej z kryzysem volkiańskim.
