27 Paż 2020, 19:42:08
Tymczasem w prywatnym pokoju Żmigrodzkiego na gramofonie obracała się czarna płyta, a z głośników wybrzemiewały jazzowe dźwięki. Prezydent siedział przy tym samym kominku, popijając tą samą whiskey. Mimo dogodnych do tego warunków, nie potrafił się zrelaksować. Sen z powiek spędzał mu kryzys volkiański. Nagle z transu wyrwało go dzwonienie telefonu. Powoli wstał, wyłączył gramofon, po czym podszedł do swojego biurka i podniósł słuchawkę telefonu:
- Panie Prezydencie - przemówił po drugiej stronie jego asystent, Fritz - Przepraszam, że Panu przeszkadzam ale Wespucci dzwoni. Jest na dwójce.
Żmigrodzki szeroko uniósł brwi, gdy usłyszał to nazwisko. Podziękował Fritzowi, po czym przełączył się na drugą linię.
- Halo?
- Panie Prezydencie - przemówił po drugiej stronie jego asystent, Fritz - Przepraszam, że Panu przeszkadzam ale Wespucci dzwoni. Jest na dwójce.
Żmigrodzki szeroko uniósł brwi, gdy usłyszał to nazwisko. Podziękował Fritzowi, po czym przełączył się na drugą linię.
- Halo?
