26 Paż 2020, 11:37:00
Hurrdurov obserwował z drugiego końca pomieszczenia zaaferowanego Wespucciego rozmawiającego z kimś przez telefon. Atmosfera zrobiła się bardzo nerwowa. Wyciągnął z powrotem spod płaszcza nadpalone cygaro i chciał je zapalić, ale jego dotychczas wierna zapalniczka odmówiła teraz akurat posłuszeństwa. Wybrała najmniej odpowiedni moment! Musiał odreagować nerwy i stres ostatnich dni. Idę... Się przejść, stwierdził. Jak powiedział, tak zrobił. Doszedł do drzwi, zszedł po schodach, doszedł do końca korytarza i otworzył drzwi na zewnątrz, przy okazji mijając w nich jakiegoś dziwnego osobnika. Nie zwrócił jednak w tamtej chwili na to uwagi i poszedł dalej, do baru. Ale jego plan został pokrzyżowany. Ulica możliwe-że-prowadząca do najbliższego baru była zatarasowana. Stał tam tłum ludzi już z daleka wyglądających na kolejarzy. Dzień dobry, towarzysze, powiedział nieco drżącym głosem. Wy nie w pracy? Urlop jakiś? Zapytał ich, chcąc być uprzejmym, czego jednak mu nie odwzajemniono. Tłum zaczął iść prosto na niego...
