26 Paż 2020, 00:08:32
Wszyscy byli dosyć jednoznacznie przestraszeni, nawet towarzysz Wiesław. W sali panowało poruszenie, na tyle duże, że przez moment procentowa zawartość dymu papierosowego w powietrzu niebezpiecznie się zmniejszyła. Po sali latały kartki, ludzie nagle jakby się ruszyli. Wespucci wziął z jednej z szafek pół litrową butelkę volkiańskiej wódki, oraz szklankę (musztardówkę).
- Kurw... kieliszki wcięło. Dobra, nieważne, mam szklankę. Tym krajem nie da się na trzeźwo rządzić... muszę się napić - odparł Wespucci, przechylając napełnioną wcześniej do 1/4 szklankę. Przezroczysta ciecz wlała się do jego organizmu. To w jego odczuciu miało pomóc w tej sytuacji. Może nie jemu, ale całemu kraju! - Towarzysze, potrzeba pomysłów. Towarzyszu Hurdurov, towarzysz zdaje się myśleć trzeźwo, co chcemy zrobić z tymi protestującymi kolejarzami?
W oczekiwaniu na odpowiedź Henryk przechodził się nerwowo po pokoju. Wszyscy myśleli ze zdwojoną siłą. Partia czekała na jakieś konkretne informacje z struktur regionalnych, ale plan działania powinien być już opracowany. Tu i teraz. Henryk był coraz bardziej zdenerwowany, a napięcie rosło.
- Kurwa. Że też kolejarze zechcieli strajkować, niech ich chuj jebnie! - zaklął Wespucci, przewracając jakiś rupieć ze stołu.
Gdyby tego było mało, do sali weszła pani Halinka, która poinformowała, że jest połączenie bezpośrednie z Kanugardem i chcą rozmawiać z nim. Początkowo próbował się wykręcić, że go nie ma, że jest na nartach. Nieugięta pani Halinka jednak postanowiła dopiąć swojego i wręczyła Wespucciemu telefon ze słuchawką, mówiąc, że na linii już jest Żmigrodzki.
- Tu Krasnodarsk. Henryk Wespucci słucham. Skąd ten nagły telefon ze stolicy naszego bratniego kraju? U nas sytuacja ma się dobrze, jeśli o to towarzysz-prezydent pyta - próbował jak najszybciej zbyć rozmówcę Henryk. Nie wiedział, że Żmigrodzki wie i chciał, żeby nie wiedział. W Volkianie strajków nie było, nie ma i nigdy nie będzie.
- Kurw... kieliszki wcięło. Dobra, nieważne, mam szklankę. Tym krajem nie da się na trzeźwo rządzić... muszę się napić - odparł Wespucci, przechylając napełnioną wcześniej do 1/4 szklankę. Przezroczysta ciecz wlała się do jego organizmu. To w jego odczuciu miało pomóc w tej sytuacji. Może nie jemu, ale całemu kraju! - Towarzysze, potrzeba pomysłów. Towarzyszu Hurdurov, towarzysz zdaje się myśleć trzeźwo, co chcemy zrobić z tymi protestującymi kolejarzami?
W oczekiwaniu na odpowiedź Henryk przechodził się nerwowo po pokoju. Wszyscy myśleli ze zdwojoną siłą. Partia czekała na jakieś konkretne informacje z struktur regionalnych, ale plan działania powinien być już opracowany. Tu i teraz. Henryk był coraz bardziej zdenerwowany, a napięcie rosło.
- Kurwa. Że też kolejarze zechcieli strajkować, niech ich chuj jebnie! - zaklął Wespucci, przewracając jakiś rupieć ze stołu.
Gdyby tego było mało, do sali weszła pani Halinka, która poinformowała, że jest połączenie bezpośrednie z Kanugardem i chcą rozmawiać z nim. Początkowo próbował się wykręcić, że go nie ma, że jest na nartach. Nieugięta pani Halinka jednak postanowiła dopiąć swojego i wręczyła Wespucciemu telefon ze słuchawką, mówiąc, że na linii już jest Żmigrodzki.
- Tu Krasnodarsk. Henryk Wespucci słucham. Skąd ten nagły telefon ze stolicy naszego bratniego kraju? U nas sytuacja ma się dobrze, jeśli o to towarzysz-prezydent pyta - próbował jak najszybciej zbyć rozmówcę Henryk. Nie wiedział, że Żmigrodzki wie i chciał, żeby nie wiedział. W Volkianie strajków nie było, nie ma i nigdy nie będzie.
