25 Paż 2020, 12:07:08
Z samolotu wyszedł człowiek, w którym to niemalże natychmiast rozpoznali owego tajemniczego przybysza. Bo który normalny przybysz, nawet przy panującym w Krasnodarsku przenikliwym mrozie, ubrałby się aż tak ciepło? Dwoma założonymi jedna pod drugą kurtkami wyraźnie pogrubiał on swoją wymizerniałą, czy to z nerwów, czy przez inne czynniki, sylwetkę kogoś obsesyjnie dbającego o swoją prywatność. Większa część twarzy tajemniczego mężczyzny zasłaniał, najwyraźniej zapuszczany już wcześniej, zarost, który jegomość wspomógł ewidentnie tandetnym sztucznym zarostem, zrobionym zapewne prowizorycznie jeszcze przed wylotem, oraz duże ciemne okulary, co nijak nie pasowało do zimowej pogody, jednak dobrze ukrywało tożsamość gościa. Średnio wysoki, idąc celowo się garbił, by sprawiać wrażenie niższego. Wyglądał odrobinkę podstarzale, lecz zapewne nie był zwykłym emerytem. Podchodząc do oczekujących przy limuzynach rozglądał się na boki, jakby bojąc się, że ktoś go śledzi, obserwuje. Po przywitaniu i upewnieniu się, że jest on tym, na kogo czekali, członkowie tegoż niecodziennego komitetu powitalnego zaprosili przybysza do limuzyny, z czego on oczywiście skorzystał. W drodze rozmawiali ze sobą niewiele, mężczyzna utrzymywał wokół swojej osoby atmosferę tajemnicy. Jego nazwisko budziło pewne niejednoznaczne skojarzenia z pewną osobistością, nikt jednak tego nie skomentował. Tajemniczy gość przez szybę obserwował mijane budynki, ledwo widoczne w padającym śniegu spowitym mrokiem nocy częściowo tylko rozganianym przez latarnie uliczne, a jednocześnie nieustannie pilnował trzymanej przy sobie walizki, swego jedynego bagażu. W końcu dotarli do celu. Towarzysz dał na pożegnanie kierowcy butelkę jakiegoś nietypowego, mocnego alkoholu. Dziwny prezent, ale ważne, że to jakaś forma wdzięczności, pomyślał obdarowany, oglądając pitny podarunek. Tymczasem tajemniczego przybysza w płaszczu już nie było. Udał się, by odpocząć i się przespać, bo jutro czekał go wielki dzień. Całą noc spał mocno, kto podszedłby pod jego pokój w tym czasie, możliwe, iż rozpoznałby charakterystyczne, głośne chrapanie.
