![]() |
|
Tajemniczy gość - Wersja do druku +- Związek Winkulijski (http://forum.winkulia.eu) +-- Dział: Kraje Koronne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=15) +--- Dział: Volkian (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=43) +---- Dział: Samorządy (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=224) +----- Dział: Obwód Krasnodarski (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=225) +------ Dział: Krasnodarsk (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=71) +------ Wątek: Tajemniczy gość (/showthread.php?tid=3032) |
Tajemniczy gość - Henryk Wespucci - 24 Paż 2020 Godzina 21:00. Od kilku godzin padał pierwszy w Volkianie śnieg. Tego roku zima zawitała tu wyjątkowo wcześnie. Lekki podmuch wiatru unosił płatki śniegu. Płyta postojowa krasnodarskiego lotniska pokrywała się powoli białym puchem. Stanowisko oświetlane było przez trzy lampy. Dokładnie takie same, jakie można było spotkać na ulicach. Ich żółte światło delikatnie padało na śnieżny dywan, zostawiając tylko długi cień kilku osób oczekujących na płycie. Ubrani w długie, czarne płaszcze przechadzali się, raz w jedną, po chwili w drugą stronę, drążąc ślady w świeżym śniegu. Kilkanaście metrów od nich z odpalonymi silnikami i kierowcami czekały czarne limuzyny. Swoimi światłami dodatkowo oświetlały tą ciemną płytę lotniska. - Mieli być jakiś kwadrans temu... kurwa mać. Wespucci znów robi z nas kurwa darmowe taksówki po stolicy, dla jakichś jebanych gości, co ich nikt kurwa nie widział. Kto to jest w ogóle? - spytał jeden z mężczyzn, odpalając przy tym swojego papierosa, mocno się zaciągając. - Jest w kurwę zimno i mamy tu stać i czekać. Co oni kurwa? Korki mają? - wykrzyczał mocno dalej. - Towarzyszu, sklejcie pizdę. To wasz zasrany obowiązek - odparł inny, dopalając swojego papierosa i rzucając niedopałka w śnieg, rozcierając go obcasem. Kilka minut później stało się to, na co wszyscy czekali. Na lotnisku wylądował samolot pasażerski z tajemniczym gościem na pokładzie. Gdy był on już na wysokości stanowiska postojowego, wszyscy zebrali się w jakąś usystematyzowaną grupę, po czym oczekiwali na to, aż tajemniczy gość wyjdzie do nich do samolotu. RE: Tajemniczy gość - Lew Hurdurov - 25 Paż 2020 Z samolotu wyszedł człowiek, w którym to niemalże natychmiast rozpoznali owego tajemniczego przybysza. Bo który normalny przybysz, nawet przy panującym w Krasnodarsku przenikliwym mrozie, ubrałby się aż tak ciepło? Dwoma założonymi jedna pod drugą kurtkami wyraźnie pogrubiał on swoją wymizerniałą, czy to z nerwów, czy przez inne czynniki, sylwetkę kogoś obsesyjnie dbającego o swoją prywatność. Większa część twarzy tajemniczego mężczyzny zasłaniał, najwyraźniej zapuszczany już wcześniej, zarost, który jegomość wspomógł ewidentnie tandetnym sztucznym zarostem, zrobionym zapewne prowizorycznie jeszcze przed wylotem, oraz duże ciemne okulary, co nijak nie pasowało do zimowej pogody, jednak dobrze ukrywało tożsamość gościa. Średnio wysoki, idąc celowo się garbił, by sprawiać wrażenie niższego. Wyglądał odrobinkę podstarzale, lecz zapewne nie był zwykłym emerytem. Podchodząc do oczekujących przy limuzynach rozglądał się na boki, jakby bojąc się, że ktoś go śledzi, obserwuje. Po przywitaniu i upewnieniu się, że jest on tym, na kogo czekali, członkowie tegoż niecodziennego komitetu powitalnego zaprosili przybysza do limuzyny, z czego on oczywiście skorzystał. W drodze rozmawiali ze sobą niewiele, mężczyzna utrzymywał wokół swojej osoby atmosferę tajemnicy. Jego nazwisko budziło pewne niejednoznaczne skojarzenia z pewną osobistością, nikt jednak tego nie skomentował. Tajemniczy gość przez szybę obserwował mijane budynki, ledwo widoczne w padającym śniegu spowitym mrokiem nocy częściowo tylko rozganianym przez latarnie uliczne, a jednocześnie nieustannie pilnował trzymanej przy sobie walizki, swego jedynego bagażu. W końcu dotarli do celu. Towarzysz dał na pożegnanie kierowcy butelkę jakiegoś nietypowego, mocnego alkoholu. Dziwny prezent, ale ważne, że to jakaś forma wdzięczności, pomyślał obdarowany, oglądając pitny podarunek. Tymczasem tajemniczego przybysza w płaszczu już nie było. Udał się, by odpocząć i się przespać, bo jutro czekał go wielki dzień. Całą noc spał mocno, kto podszedłby pod jego pokój w tym czasie, możliwe, iż rozpoznałby charakterystyczne, głośne chrapanie. |