05 Maj 2020, 20:21:13
W międzyczasie żołnierze Kardacza weszli do mieszkania Prezydenta WRE Żmigrodzkiego, gdzie go nie znaleźli. Tego samego dnia wojsko sprawdziło wszystkie nieruchomości należące do Żmigrodzkiego, łącznie z tymi zagranicą i nigdzie Prezydenta nie było...
[/hr]
Gdzieś na zachodnim wybrzeżu Winkulii, w słonecznym Gryffinie, krajowym naczelnym kurorcie nadmorskim, które za czasów rządów Unii Egvaliańskiej stało się stolicą państwowej korupcji, w swej nadmorskiej rezydencji, na jej tarasie z drinkiem z palemką w ręce, na leżaku siedziała jedna z najważniejszych osób w tym państwie - Hans Kreisler, czyli redaktor naczelny TVW oraz wpływowy publicysta, o którym mówiło się w całym kraju różne rzeczy: od podziwu dla jego charyzmy i warsztatu dziennikarskiego, przez zarzuty o współpracę z uchastowską bezpieką, oskarżenia o wzniecanie u obywateli nastrojów nacjonalistycznych, aż po manipulowanie opinią publiczną, ale też samymi władzami.
Nie przejmował się tym, w tamtej chwili i rozkoszował się swoim zaległym urlopem popijając mojito na przemycanym z Muratyki rumie. Leżał tak na swoim leżaku, mocno odprężony, gdy usłyszał jak ktoś przy jego uchu mówi na cały głos:
- Dzień dobry Panie redaktorze!
Kreisler podskoczył i gwałtownie wstał i obrócił się na pięcie. Ujrzał przed sobą Prezydenta Żmigrodzkiego, o którym mówiło się w elitach, że zaginął, zabili go agenci z ZKRM lub ludzie z SPR, albo że uciekł do Siyah, czy też Paderlandu.
- Dzień dobry Panie Prezydencie! Skąd Pan tu wsze...
- W tym pomogli mi przyjaciele z EKS
Po tych słowach wyłonili się zza drzwi tarasu barczyści mężczyźni w garniturach, czarnych kominiarkach z glockami za paskiem spodni.
- Mówi się w Egvallandzie - ciągnął dalej Żmigrodzki. - jakoby istniały dwa prywatne centra nadawania - w piwnicach Zamku Królewskiego w Kanugardzie, co jest prawdą, oraz podobno w Pana rezydencji właśnie tu w Gryffinie. Prawdą to jest?
Hans Kreisler przez chwilę milczał, po czym odparł:
- Tak, to prawda. A dlaczego się Pan o to pyta?
- Dobre pytanie, Panie redaktorze. Chciałbym wygłosić orędzie do narodu, tym bardziej że ten kocioł się w stolicy zrobił. Czy można to zrobić?
- No cóż... - wstrzymał się na chwilę. - Tak, w sumie można. Proszę za mną, zaprowadzę Pana Panie Prezydencie.
Kreisler założył laczki i wszedł do domu, a za nim Żmigrodzki oraz agenci z Egvallandische KantroSekjuritat, gdzie poszli dalej w głąd domu...
[/hr]
Gdzieś na zachodnim wybrzeżu Winkulii, w słonecznym Gryffinie, krajowym naczelnym kurorcie nadmorskim, które za czasów rządów Unii Egvaliańskiej stało się stolicą państwowej korupcji, w swej nadmorskiej rezydencji, na jej tarasie z drinkiem z palemką w ręce, na leżaku siedziała jedna z najważniejszych osób w tym państwie - Hans Kreisler, czyli redaktor naczelny TVW oraz wpływowy publicysta, o którym mówiło się w całym kraju różne rzeczy: od podziwu dla jego charyzmy i warsztatu dziennikarskiego, przez zarzuty o współpracę z uchastowską bezpieką, oskarżenia o wzniecanie u obywateli nastrojów nacjonalistycznych, aż po manipulowanie opinią publiczną, ale też samymi władzami.
Nie przejmował się tym, w tamtej chwili i rozkoszował się swoim zaległym urlopem popijając mojito na przemycanym z Muratyki rumie. Leżał tak na swoim leżaku, mocno odprężony, gdy usłyszał jak ktoś przy jego uchu mówi na cały głos:
- Dzień dobry Panie redaktorze!
Kreisler podskoczył i gwałtownie wstał i obrócił się na pięcie. Ujrzał przed sobą Prezydenta Żmigrodzkiego, o którym mówiło się w elitach, że zaginął, zabili go agenci z ZKRM lub ludzie z SPR, albo że uciekł do Siyah, czy też Paderlandu.
- Dzień dobry Panie Prezydencie! Skąd Pan tu wsze...
- W tym pomogli mi przyjaciele z EKS
Po tych słowach wyłonili się zza drzwi tarasu barczyści mężczyźni w garniturach, czarnych kominiarkach z glockami za paskiem spodni.
- Mówi się w Egvallandzie - ciągnął dalej Żmigrodzki. - jakoby istniały dwa prywatne centra nadawania - w piwnicach Zamku Królewskiego w Kanugardzie, co jest prawdą, oraz podobno w Pana rezydencji właśnie tu w Gryffinie. Prawdą to jest?
Hans Kreisler przez chwilę milczał, po czym odparł:
- Tak, to prawda. A dlaczego się Pan o to pyta?
- Dobre pytanie, Panie redaktorze. Chciałbym wygłosić orędzie do narodu, tym bardziej że ten kocioł się w stolicy zrobił. Czy można to zrobić?
- No cóż... - wstrzymał się na chwilę. - Tak, w sumie można. Proszę za mną, zaprowadzę Pana Panie Prezydencie.
Kreisler założył laczki i wszedł do domu, a za nim Żmigrodzki oraz agenci z Egvallandische KantroSekjuritat, gdzie poszli dalej w głąd domu...
