22 Mar 2020, 23:33:53
- Pieniądze... Allah kocha pieniądze! - powiedział pod nosem Mu'ammar - Ale do nas pieniędzy nie sprowadzi! - krzyknął, gdy przyszedł mu rachunek za kablówkę. Lokalny dostawca za dostęp do kanału Eran State Channel, na którym oglądał arabskie teleturnieje oraz słuchał najnowszych fatw, policzył mu aż za 7000 renów!
Mu'ammar był lokalnym przywódcą umny (wspólnoty muzułmańskiej) w osadzie Sidków, która kiedyś była znana pod nazwą Siyah. Został on wybrany przywódcę zaraz po tym, gdy jego poprzednik - Ali al-Hadra, który był współpracownikiem Fazila Emrego, został zatrzymany przez Folksguarde pod zarzutami ludobójstwa chrześcijańskiego zboru w Siyah, korupcji oraz kierowaniu zorganizowaną grupą przestępczą, która zajmowała się produkcją i handlem bimbrem. Co najciekawsze - sam mufti al-Hadra dwukrotnie doprowadził przed Okręgowym Sądem Religijnym, jako oskarżyciel, do skazania na karę śmierci ludzi, którzy odważyli się tylko spróbować wódki. Mu'ammar pamiętał, że ten drugi gość wypił jedynie kieliszek kugarskiego sake, a uczynił to bowiem jego żona wyzdrowiała z ciężkiej choroby.
- Fałszywa świadomość, jak to mówił pewien sarmacki klasyk - mówił sobie Mu'ammar gdy zestawiał te dwie postacie postępowania muftiego al-Hadry.
Mu'ammar obejrzał się, czy nikt nie usłyszał jego bluzg pod adresem Allaha. Odetchnął, gdy upewnił się że nikt nie znajdował się w pobliżu jego biura, znów spojrzał na pasek. Wciąż nie dowierzał swoim oczom - 7000 renów!
- Jebane skurwysyny z Volkiańskich Mediów! Niech ten ich Koval w Dniu Sądu utnie im kutasy i wrzuci do jeziora lawy! - wysyczał.
Mu'ammar schylił się do lodówki i wyciągnął z niego kubek ajranu. Wysunął go całego jednym haustem. To pomogło mu się uspokoić. Potem zaczął myśleć:
- Skąd ja to spłacę? Allahu, pobłogosław mi!
Rozmyślał tak chwilę, po czym podniósł swojego IslamPhone'a, odblokował go za pośrednictwem wyrecytowania szahady, po czym wybrał telefon. Po chwili usłyszał głos po drugiej stronie słuchawki:
- Halo?! - ktoś powiedział ospale.
- Muhammad, wstawaj dziwkarzu! - wrzasnął do słuchawki Mu'ammar. - Potrzebuję Ciebie tutaj, w Kancelarii Meczetowej!
- Tak jest, rabbi. - odpowiedział po czym się połączenie zostało zakończone.
Mohammad był muezzinem w meczecie w Sidkowie. Przyjaźnił się z Mu'ammarem i często mu pomagał, w różnych sprawach formalnych. Co prawda, był on przygłupi i czasami zapominał zwołać wspólnoty na modlitwę, jednakże Mu'ammar dobierał sobie współpracowników wg zasady BMW - Bierny, Mierny, ale Wierny.
Szef czekał z 20 minut, gdy do pokoju wszedł Muhammad z pogniecionymi ubraniami, cały spocony.
- Na Muhammeda! (Pokój z nim.) Ale od ciebie śmierdzi! - odparł szef.
- No cóż, gorąco dzisiaj... - odparł nerwowo Muhammad.
- Ta, bo to na pewno od gorąca! - parsknął.
- Szefie, nie wiem co szef insynu...
- Dobra, nie wymiguj się. Wiem, że znów byłeś w burdelu u Eustachego Alibaby.
- A niby skąd szef to wie?! - spytał się z irytacją.
- Pogniecione ubrania, roztrzepane włosy, spocony jesteś... A na dodatek nie zapiąłeś rozporka... - wymienił Mu'ammar.
- Oj, sprytny jest szef. - odparł muezzin zasuwając rozporek.
- Po co do tych kurw chodzisz? Przecież ty masz żonę, a za zdradę jest trybunał!
- Bo byłem w podróży. - odpowiedział z uśmiechem.
- Ta?! W jakiej? - spytał kpiąco.
- Od mleczarza, do golibrody. - uśmiechnął się dumnie.
- Ja pier... Dobra, nie wzywałem Ciebie po to byś mi tu opowiadał androny. Powiedz mi - ile mamy pieniędzy na koncie bankowym?
Muhammad się skupił i myślał przez chwilę.
- Z 500 renów chyba.
- Ile?! - krzyknął szef. - A zakat?
- Nie zbieramy przecież. Kolegium ds. obrachunkowych uznało, iż zakat za czasów al-Hadry szedł na Gwardię Emrego, dlatego wydało pięcioletni zakaz jego zbierania.
- No fakt. Jebany chuj al-Hadra... A ile już długu mamy?
- Za wszystkie rachunki?! Gdzieś... tylko 13 tys. renów.
- Tylko?! Czy ty skończyłeś podstawówkę?!
- No nie, przecież my muslimy szkół nie kończymy, bo to wytwór szatana. - odparł muezzin z dumą.
- Aha... W każdym razie, długu to mamy już teraz 20 tys.
Mu'ammar zastanawiał się co zrobić. Skąd wziąć tą kasę? Zakatu nie może zbierać, darowizn nikt mu nie ma, bo sami wierni dawać nie chcą. Jeszcze nie ma szejków, bo wszyscy są albo w obozach Folksguarde lub w Paderlandzie. Myślał tak, i myślał, gdy nagle zadzwonił mu telefon wydając dźwięk: ♪Tuntuntuntun - tuntunaka! Tuntuntuntun - tuntunaka!♪. Odebrał go i powiedział:
- Słucham...
- Rabbi, mam dobrą wiadomość dla Pana
- Ta, na pewno... Dobra, przyjdź do mnie, do Kancelarii.
- Już idę.
Gdy Mu'ammar odłożył słuchawkę, Muhammad się spytał:
- Kto dzwonił szefie?
- Ali, ten młody chłopak od Joussefów.
- Czego on chciał?
- Ma niby "dobrą wiadomość". - odparł z przekorą.
- Aha. Szefie, ma szef coś do picia?
Rabbi się spojrzał na muezzina i odparł:
- Tak mam, ale dawaj 50 nordatów.
- Ale dlaczego?! - spytał z bulwersowaniem.
- Bo nie mogę tak dawać swobodnie każdemu po kubku ajranu. To trochę kosztuje, chyba wiesz co oznacza wyraz kosztować?
- No taki głupi to nie jestem - burknął, po czym sięgnął do kieszeni i wyciągnął monetę 50-cio nordatową i położył ją na stole. - Proszę bardzo.
- No, widzisz... - schował monetę do specjalnego słoja, po czym sięgnął do lodóweczki i wyciągnął kubek ajranu. - Teraz jest zupełnie inna rozmowa. - postawił go na biurku, po czym muezzin wziął go zaczął pić małymi łyczkami.
Po chwili usłyszeli pukanie do drzwi, a zza nich wyszedł chłopak, w wieku ok. 15 lat.
- Witaj Ali, jaka jest ta dobra wiadomość?
- Dzień dobry, wie rabbi że ja bardzo dla islamu oddany jestem, a słyszałem, że podobno długi są w gmi...
- Skąd to wiesz?! - spytał się zdziwiony szef.
- Bo syn tego alfonsa mi coś takiego powiedział...
- Alibaby? - wtrącił się Muhammad.
- Tak - odparł Ali.
- No tak, te kurwy donoszą do Eustachego - przełknął głośno ślinę muezzin.
- Dobra młody, jaka ta wiadomość jest? - spytał się znów rabbi.
- Więc w dzisiejszym Dzienniku Ludowym coś takiego jest napisane - wyciągnął złożoną gazetę i położył ją przed oczyma Mu'ammara.
- Dziecko, na Issę, jak ja mam ten ich język rozczytać?!
- Ja pomogę - odparł Muhammad.
- A ty umiesz wgl czytać? - zakpił szef.
- Haha, bardzo śmieszne - wziął w swe ręce gazetę i ją usztywnił, po czym zaczął czytać - "Jego Ekscelencja Członek Prezydium Rządowego Erik Otton von Hohenburg ogłosił dla najśmielszych obywateli w tym kraju, specjalny konkurs. Mianowicie, na Zamku Gatedrot były król Netopii - Artur Kardacz von Hohenburg ukrył przed Sekretariatem Skarbu Egvallandu gotówkę i inne dobra o znacznej wartości. Ten kto je znajdzie, może liczyć na sowitą nagrodę w wysokości 5 tys. renów na każdą osobę z grupy ekspedycyjnej. Podpisano: Prezydium Rządowe WRE" - złożył gazetę po czym odparł - Wie szef, co to może oznaczać?
- Tak, możemy pokryć długi. Ale kto z nami pojedzie? Potrzebujemy czterech osób, a nas jest dwójka.
[i]Nagle wpadli na ten sam pomysł. Spojrzeli się na Alego.[/i]
- Byłeś kiedyś poza Siyah? - spytał się Mu'ammar.
- Nie - odparł. - A tam jest inaczej?
- Oj, tak. To zupełnie inny świat...
Mu'ammar był lokalnym przywódcą umny (wspólnoty muzułmańskiej) w osadzie Sidków, która kiedyś była znana pod nazwą Siyah. Został on wybrany przywódcę zaraz po tym, gdy jego poprzednik - Ali al-Hadra, który był współpracownikiem Fazila Emrego, został zatrzymany przez Folksguarde pod zarzutami ludobójstwa chrześcijańskiego zboru w Siyah, korupcji oraz kierowaniu zorganizowaną grupą przestępczą, która zajmowała się produkcją i handlem bimbrem. Co najciekawsze - sam mufti al-Hadra dwukrotnie doprowadził przed Okręgowym Sądem Religijnym, jako oskarżyciel, do skazania na karę śmierci ludzi, którzy odważyli się tylko spróbować wódki. Mu'ammar pamiętał, że ten drugi gość wypił jedynie kieliszek kugarskiego sake, a uczynił to bowiem jego żona wyzdrowiała z ciężkiej choroby.
- Fałszywa świadomość, jak to mówił pewien sarmacki klasyk - mówił sobie Mu'ammar gdy zestawiał te dwie postacie postępowania muftiego al-Hadry.
Mu'ammar obejrzał się, czy nikt nie usłyszał jego bluzg pod adresem Allaha. Odetchnął, gdy upewnił się że nikt nie znajdował się w pobliżu jego biura, znów spojrzał na pasek. Wciąż nie dowierzał swoim oczom - 7000 renów!
- Jebane skurwysyny z Volkiańskich Mediów! Niech ten ich Koval w Dniu Sądu utnie im kutasy i wrzuci do jeziora lawy! - wysyczał.
Mu'ammar schylił się do lodówki i wyciągnął z niego kubek ajranu. Wysunął go całego jednym haustem. To pomogło mu się uspokoić. Potem zaczął myśleć:
- Skąd ja to spłacę? Allahu, pobłogosław mi!
Rozmyślał tak chwilę, po czym podniósł swojego IslamPhone'a, odblokował go za pośrednictwem wyrecytowania szahady, po czym wybrał telefon. Po chwili usłyszał głos po drugiej stronie słuchawki:
- Halo?! - ktoś powiedział ospale.
- Muhammad, wstawaj dziwkarzu! - wrzasnął do słuchawki Mu'ammar. - Potrzebuję Ciebie tutaj, w Kancelarii Meczetowej!
- Tak jest, rabbi. - odpowiedział po czym się połączenie zostało zakończone.
Mohammad był muezzinem w meczecie w Sidkowie. Przyjaźnił się z Mu'ammarem i często mu pomagał, w różnych sprawach formalnych. Co prawda, był on przygłupi i czasami zapominał zwołać wspólnoty na modlitwę, jednakże Mu'ammar dobierał sobie współpracowników wg zasady BMW - Bierny, Mierny, ale Wierny.
Szef czekał z 20 minut, gdy do pokoju wszedł Muhammad z pogniecionymi ubraniami, cały spocony.
- Na Muhammeda! (Pokój z nim.) Ale od ciebie śmierdzi! - odparł szef.
- No cóż, gorąco dzisiaj... - odparł nerwowo Muhammad.
- Ta, bo to na pewno od gorąca! - parsknął.
- Szefie, nie wiem co szef insynu...
- Dobra, nie wymiguj się. Wiem, że znów byłeś w burdelu u Eustachego Alibaby.
- A niby skąd szef to wie?! - spytał się z irytacją.
- Pogniecione ubrania, roztrzepane włosy, spocony jesteś... A na dodatek nie zapiąłeś rozporka... - wymienił Mu'ammar.
- Oj, sprytny jest szef. - odparł muezzin zasuwając rozporek.
- Po co do tych kurw chodzisz? Przecież ty masz żonę, a za zdradę jest trybunał!
- Bo byłem w podróży. - odpowiedział z uśmiechem.
- Ta?! W jakiej? - spytał kpiąco.
- Od mleczarza, do golibrody. - uśmiechnął się dumnie.
- Ja pier... Dobra, nie wzywałem Ciebie po to byś mi tu opowiadał androny. Powiedz mi - ile mamy pieniędzy na koncie bankowym?
Muhammad się skupił i myślał przez chwilę.
- Z 500 renów chyba.
- Ile?! - krzyknął szef. - A zakat?
- Nie zbieramy przecież. Kolegium ds. obrachunkowych uznało, iż zakat za czasów al-Hadry szedł na Gwardię Emrego, dlatego wydało pięcioletni zakaz jego zbierania.
- No fakt. Jebany chuj al-Hadra... A ile już długu mamy?
- Za wszystkie rachunki?! Gdzieś... tylko 13 tys. renów.
- Tylko?! Czy ty skończyłeś podstawówkę?!
- No nie, przecież my muslimy szkół nie kończymy, bo to wytwór szatana. - odparł muezzin z dumą.
- Aha... W każdym razie, długu to mamy już teraz 20 tys.
Mu'ammar zastanawiał się co zrobić. Skąd wziąć tą kasę? Zakatu nie może zbierać, darowizn nikt mu nie ma, bo sami wierni dawać nie chcą. Jeszcze nie ma szejków, bo wszyscy są albo w obozach Folksguarde lub w Paderlandzie. Myślał tak, i myślał, gdy nagle zadzwonił mu telefon wydając dźwięk: ♪Tuntuntuntun - tuntunaka! Tuntuntuntun - tuntunaka!♪. Odebrał go i powiedział:
- Słucham...
- Rabbi, mam dobrą wiadomość dla Pana
- Ta, na pewno... Dobra, przyjdź do mnie, do Kancelarii.
- Już idę.
Gdy Mu'ammar odłożył słuchawkę, Muhammad się spytał:
- Kto dzwonił szefie?
- Ali, ten młody chłopak od Joussefów.
- Czego on chciał?
- Ma niby "dobrą wiadomość". - odparł z przekorą.
- Aha. Szefie, ma szef coś do picia?
Rabbi się spojrzał na muezzina i odparł:
- Tak mam, ale dawaj 50 nordatów.
- Ale dlaczego?! - spytał z bulwersowaniem.
- Bo nie mogę tak dawać swobodnie każdemu po kubku ajranu. To trochę kosztuje, chyba wiesz co oznacza wyraz kosztować?
- No taki głupi to nie jestem - burknął, po czym sięgnął do kieszeni i wyciągnął monetę 50-cio nordatową i położył ją na stole. - Proszę bardzo.
- No, widzisz... - schował monetę do specjalnego słoja, po czym sięgnął do lodóweczki i wyciągnął kubek ajranu. - Teraz jest zupełnie inna rozmowa. - postawił go na biurku, po czym muezzin wziął go zaczął pić małymi łyczkami.
Po chwili usłyszeli pukanie do drzwi, a zza nich wyszedł chłopak, w wieku ok. 15 lat.
- Witaj Ali, jaka jest ta dobra wiadomość?
- Dzień dobry, wie rabbi że ja bardzo dla islamu oddany jestem, a słyszałem, że podobno długi są w gmi...
- Skąd to wiesz?! - spytał się zdziwiony szef.
- Bo syn tego alfonsa mi coś takiego powiedział...
- Alibaby? - wtrącił się Muhammad.
- Tak - odparł Ali.
- No tak, te kurwy donoszą do Eustachego - przełknął głośno ślinę muezzin.
- Dobra młody, jaka ta wiadomość jest? - spytał się znów rabbi.
- Więc w dzisiejszym Dzienniku Ludowym coś takiego jest napisane - wyciągnął złożoną gazetę i położył ją przed oczyma Mu'ammara.
- Dziecko, na Issę, jak ja mam ten ich język rozczytać?!
- Ja pomogę - odparł Muhammad.
- A ty umiesz wgl czytać? - zakpił szef.
- Haha, bardzo śmieszne - wziął w swe ręce gazetę i ją usztywnił, po czym zaczął czytać - "Jego Ekscelencja Członek Prezydium Rządowego Erik Otton von Hohenburg ogłosił dla najśmielszych obywateli w tym kraju, specjalny konkurs. Mianowicie, na Zamku Gatedrot były król Netopii - Artur Kardacz von Hohenburg ukrył przed Sekretariatem Skarbu Egvallandu gotówkę i inne dobra o znacznej wartości. Ten kto je znajdzie, może liczyć na sowitą nagrodę w wysokości 5 tys. renów na każdą osobę z grupy ekspedycyjnej. Podpisano: Prezydium Rządowe WRE" - złożył gazetę po czym odparł - Wie szef, co to może oznaczać?
- Tak, możemy pokryć długi. Ale kto z nami pojedzie? Potrzebujemy czterech osób, a nas jest dwójka.
[i]Nagle wpadli na ten sam pomysł. Spojrzeli się na Alego.[/i]
- Byłeś kiedyś poza Siyah? - spytał się Mu'ammar.
- Nie - odparł. - A tam jest inaczej?
- Oj, tak. To zupełnie inny świat...
C.D.N. - Ciąg dalszy nastąpi
