Wraz z usynowieniem Bolesława nadałem mu rezydencję na południu kolonii włącznie z otaczającymi ją ziemiani. Na tych terenach doskonale sprawi się uprawa herbaty lub kawy, oba te towary są pożądane na rynku więc ich uprawa może przynieść znaczne zyski. Wcześniej zarządcą rezydencji był Artur Kardacz.
Bolesław przyleciał z Kirianii małym samolotem z miejscem dla siedmiu osób. Po wylądowaniu musiał zapłacić grubą kasę równie grubemu pilotowi, bo przyleciał tu z daleka, bo musiał wylądować na skałach, bo to wykracza poza jego skromną wiedzę o pilotowaniu, itp. Tacy są ci Uhraińcy, nie dość że czerpią z Imperialnych funduszów dla niekiriańskich narodów w WINK, to jeszcze uczciwych ludzi obdzierają z oszczędności. No nic.
Hohenburg musiał przejść dwa kilometry pieszo, ale wreszcie dotarł do rezydencji. Bogata była jak nie wiem co.
- Czy ja na to zasługuję - pomyślał przelotnie przekraczając furtkę. Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie zamierzał udowodnić, że jest cennym nabytkiem dla Rodu.
Wyjął klucz który otrzymał od ojca i przekręcił go. Coś tam zazgrzytało, i rezydencja wpuściła Kiriańczyka do swojego wnętrza. Trzeba przyznać, że środek prezentował się równie dobrze, jak zewnętrzna część. Szybkie przebiegnięcie się po pokojach wystarczyło, aby pobieżnie zorientować się w głównych pomieszczeniach. Spenetrowanie wszystkiego trochę mu zajmie, wobec czego będzie zarządzać WINK drogą listowną.
Po rozpakowaniu swoich rzeczy i szybkim prysznicu mógł wreszcie usiąść w salonie i zaparzyć sobie herbatę. Ale zanim to nastąpiło, wywiesił flagi Kirianii i Winkulii na korytarzu. Dopiero wtedy czuł się jak w domu. Spojrzał przez okno. Widać było pola otaczające rezydencje, na których już wkrótce zacznie się produkcja herbaty i kawy. Spojrzawszy nieco dalej zobaczył paru niewolników pracujących na innych polach, nienależących już do niego. Jutro pojedzie do Portu Nowa Hirshbergia, może uda się zatrudnić nowych pracowników. Tymczasem wreszcie mógł pierwszy raz od bardzo dawna porządnie odpocząć. PS: Jutro postaram się dodać parę zdjęć rezydencji od środka.
(-) JKM Mikołaj III,
z Bożej łaski Król Winkulijczyków, Volkiańczyków, Santyjczyków, Burgiów, Szelenów, Górnego i Dolnego Nebtawii, Goruzji, Rostonii, Raghall Szwecilandii, Wielki Książę Siedmiogrodzki, Cherski, Alemański i Batawski Ramandzki, Trzygrodzki, Opiekun Nowej Hirshbergii, Nowoweerlandzki, saraceński, arcyksiążę osaczeski, Wielki Mistrz Zakonu Szymonnitów etc. etc.
W ciągu następnych dni Bolesław wiele podróżował w tereny nawet bardzo odległe od rezydencji, jednocześnie przygotowując swoje pole pod uprawę herbaty, która wcześniej tu chyba rosła, bo pozostały pomocne narzędzia i w ogóle gleba była idealna. Już wkrótce herbata miała zostać wysłana do Królestwa Hawilandu w zamian za grube pieniądze.
Podczas jednej z podróży w pobliski las Kirianóo wspiął się na niezarośniętą górkę, z której był dobry widok na las. Przechylając głowę na wschód dostrzegł całkiem niedaleko, na pobliskim drzewie siedzącego jegomościa. A jegomość był to dziwny - podarte ubranie, tajemniczo lśniące oczy, bujna broda, okulary z dziwnego szkła. Kiriańczyk krzyknął i zaczął schodzić na spotkanie z nieznajomym, ale kiedy wdrapał się na dobrze zapamiętane drzewo, po leśnym podróżniku nie było śladu. Na próżno szukał, na próżno wołał - gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi musiał wrócić do rezydencji.
A tu zdjęcia ze środka "dworku":
(-) JKM Mikołaj III,
z Bożej łaski Król Winkulijczyków, Volkiańczyków, Santyjczyków, Burgiów, Szelenów, Górnego i Dolnego Nebtawii, Goruzji, Rostonii, Raghall Szwecilandii, Wielki Książę Siedmiogrodzki, Cherski, Alemański i Batawski Ramandzki, Trzygrodzki, Opiekun Nowej Hirshbergii, Nowoweerlandzki, saraceński, arcyksiążę osaczeski, Wielki Mistrz Zakonu Szymonnitów etc. etc.