Dziś w Robotniczogradzie rozpoczęto przygotowania do wielkiego wydarzenia, przyjęcia delegatów z Winkulijskiego Okręgu Autonomicznego. Trwały one już od momentu wydania oświadczenia przez Sagana Amatorii. Teraz hipoteza rozpoczęcia rokowań stała się faktem. Wzdłuż głównej ulicy, długiej ulicy im. Friderika Marchsa, prowadzącej od dość skromnego, polowego lotniska, stworzonego niegdyś na cele wojskowe, aż pod przystrojoną i emanującą majestatem na tyle, na ile to możliwe, siedzibę Sagana rozwieszono transparenty z napisami "Lud Amatorii wita delegatów Winkulijskich" czy "Amatorzy przyjaciółmi Winkulii". Nad wszystkim czuwają najbardziej doświadczeni funkcjonariusze Policji Ludowej. Nastał zatem czas oczekiwania, szczególnie na lotnisku, gdzie Sagan z urzędnikami państwowymi i świtą oraz tłumem gapiów z kwiatami, balonami oraz flagami Saganatu bacznie obserwują niebo.
August van Hagsen de la Sparasan
W końcu na horyzoncie zamajaczył nieduży samolot śmigłowy. Na kadłubie na malowane były czerwone i zielone pasy - musieli być to Winkuliczycy. Po dłuższej chwili samolot w końcu dotknął podłoża i zahamował na płycie lotniska. Po chwili otworzyły się jego drzwi i kapitan samolotu wysunął z niego składane schodki. Potem z wnętrza wyszło trzech członków Tymczasowej Komisji Rządowej, wśród których był jej przewodniczący Julius Maxheider. Podeszli oni do przedstawicieli władz Sagantu, w tym samego Sagana i przywitali się:
- Wasza Ekscelencjo, dziękujemy serdecznie za propozycję spotkania. Jest dla nas bardzo ważnym, aby uchronić nasze narody przed wszelkimi nieszczęściami. - mówił Maxheider i wyciągnął z kieszeni kartkę papieru. - Mam tutaj uchwałę Komisji, która to nadała mi pełne pełnomocnictwa co do dzisiejszych rokowań. Wszystko co uda nam się dziś ustalić, będzie w pełni obowiązujące dla naszego Okręgu.
- Dasz bór - powiedział Sagan, po czym uścisnął dłoń po kolei każdemu z trzech członków Komisji, zaczynając od Przewodniczącego: - Jest mi niezmiernie miło gościć Szanownych w Amatorii - dodał oglądając uchwałę. - Doskonale. Jestem pewien, że rozmowy będą owocne- stwierdził. Winkulijczycy zostali obdarowani kwiatami, a następnie razem z Saganem i urzędnikami amatorskimi wsiedli do oczekujących ich limuzyn, które niespiesznie jechały drogą otoczoną z obu stron wieatującym tłumem, aż dotarły na miejsce, do górującej nad otoczeniem budowli, siedziby Sagana oraz pozostałych członków rządu Saganatu. Tam wysiedli oni i witani oklaskami oraz radosnymi okrzykami weszli do budynku.
August van Hagsen de la Sparasan
Członkowie Komisji zdjęli ze swych ramion płaszcze i wręczyli je służbie pałacowej. Potem zasiedli wraz z Saganem na wyznaczone miejsca i Maxheider zaczął mówić: - A więc, od czego powinniśmy zacząć? Może zajmijmy się najpierw sprawą Indian. - urwał Maxheider i zaczął mówić inny z członków delegacji Dermov: - Możemy zapewnić, że żadne z ich praw nie pozostaną pogwałcone. Jak również w przypadku Amatorów, czy Republikan. Jak zapowiedzieliśmy wczoraj za niedługo zarządzimy wybory do lokalnego zgromadzenia Okręgu - Landtagu, któremu powierzona zostanie rola uchwalenia zasad ustrojowych. W każdym razie, możemy zapewnić że wszelkim mniejszościom zapewnimy równy udział w wyborach i iż na pewno będą one posiadały odpowiednią reprezentację w parlamencie.
Sagan zamyślił się przez chwilę, po czym zapytał: - Właśnie, Indianie. Czy Chanat Kugarsko-Taskaski przyzwolił wam na utworzenie Okręgu Autonomicznego? W końcu te ziemie pierwotnie należały do nich. To forma powstania przeciwko Chanatowi?
August van Hagsen de la Sparasan
Członkowie delegacji obejrzeli się po sobie, po czym Dermov odparł: - No cóż, niestety nie skontaktowaliśmy się z regentem Chanatu. Niestety tak wczoraj na nas napierali winkulijscy sołtysowie i burmistrzowie, że zdołaliśmy tylko zapytać o zdanie przedstawicieli Kancelarii Wielkiego Kongresu Republiki. Jednak myślę, że jest to wszystko swobodnie to ustalenia. W sumie jakby nie patrząc, Chanat o te ziemie się nie upominał jak na razie - zaśmiał się Dermov, a za nim pozostała dwójka.
- Rozumiem - stwierdził Sagan - Naród indiański jest dla Amatorów bratnim, lecz Chanat... Niekoniecznie. Są dość wojowniczy i gniewni, a lud amatorski nie chce by tuż za ich granicą rozpoczęła się taka wojna jak ta w Krajinie. Dlatego Saganat mógłby ochronić wasz Okręg przed ewentualnym gniewem Chanatu, lecz najpierw muszę mieć gwarancję niewysuwania roszczeń do terenów Ziem Uzyskanych i należytego traktowania mniejszości amatorskiej... - to urwał. - Ogólnie rzecz ujmując możemy wam pomóc, jeśli wy pomożecie nam. Ale najpierw warto byłoby, abyście dookreślili cele istnienia waszego Okręgu, to, czym w zasadzie ma on być. Oby nie narzędziem obcego separatyzmu - Sagan roześmiał się.
August van Hagsen de la Sparasan
- Dobrze, to po kolei - uśmiechnął się Maxheider. - Więc co do tej ochrony, to byłoby nam bardzo miło. Chcę tylko zaznaczyć, że w same konflikty, w samą wojnę domową Okręg nie chciałby się mieszać jakoś za bardzo. Chcemy się skupić na organicznym rozwoju, jeśli można by tak rzec. - odparł, po czym ciągnął dalej. - Co do drugiej kwestii, to tak: nie jesteśmy żadnymi separatystami. Jak sama nazwa wskazuje, zależy nam raczej na autonomii wewnętrznej, niż na jakimś oderwaniu się od SRW i przyłączeniu do ZW. Przede wszystkim, mimo wszystko to SRW jest naszym krajem - tutaj żyjemy, pracujemy i wiedziemy swoje życie codzienne. Więc nie zamierzamy odrywać się i wracać do ZW, chociaż wiadomo, że stamtąd pochodzą nasi ojcowie.
Co do właściwego celu powołania WOA, jest on prosty - ochrona naszych praw zapisanych w tym traktacie zetpeńsko-winkulijskim. Owszem, prawa te mają chronić władze ZP i SRW, lecz... wojna domowa nie sprzyja naszym prośbom i żądaniom. Dlatego też wzięliśmy sprawy w swoje ręce. A raczej włodarze nam te sprawy zrzucili na te ręce - roześmieli się członkowie Komisji. - W każdym razie, chcemy tylko stworzyć przestrzeń dla kultywowania naszych tradycji. Chcemy stworzyć... coś w rodzaju takiego bezpiecznego zakątka dla Winkulijczyków, w którym będą mogli się spokojnie uczyć, pracować i praktykować swoje zwyczaje, przy tym nie naruszając praw innych mniejszości. To jest de facto główny cel Okręgu.
- To faktycznie szlachetny cel. W takim wypadku Saganat chętnie zapewni WOA ochronę militarną, w politykę waszą nie będziemy się rzecz jasna mieszać, a jedynie odpierać ewentualne ataki wszelkich sił chcących was wmieszać w wojnę. W zamian jednak prosiłbym o pewne... Korzyści. Jesteście Winkulijczykami, a Winkulia jest rzecz jasna znacznie bardziej rozwinięta pod wieloma względami od Saganatu. Konstytucja rozwiewa jednak złudzenie bezpośredniej dyplomacji na linii Saganat - Winkulia i czerpanie korzyści z tych relacji. Dlatego... - tu Sagan nieco sciszył głos - może WOA pomógłby... Nieco rozwinąć się Saganatowi... Rzecz jasna bez angażowania w to obcych państw, z którymi oficjalnej dyplomacji Saganat prowadzić, jak już mówiłem, nie może.
August van Hagsen de la Sparasan
- Hmmm... - mruknął Dermov. - Myślę, że jest to jak najbardziej wykonalne - odparł po cichu. - Będziemy pewnie otrzymywać różnego rodzaju pomoc od winkulijskich organizacji charytatywnych oraz różnych firm winkulijskich. Więc kontakty z Winkulią są nieuniknione. W każdym razie, z chęcią będziemy pomagać w rozwoju Saganatu. W końcu bezpieczeństwo kosztuje - znowu rozległy się salwy śmiechu.
|