16 Gru 2018, 18:53:20
Cytat:Był letni poranek, fale rozbijały się o czarne deski okrętu, który wypłynął z portu wiele miesięcy temu. Na rufie widniał napis „Hoskagon hen Embar”, który po przetłumaczeniu na język powszechny oznaczał „Dumę Morza”.
Na deskach pokrytych solą morską, krzątała się załoga, składająca się z rozmaitych ludzi. Niektórzy z nich byli atletycznie zbudowani i charakteryzowali się ciemną karnacją skóry, inni byli niscy, o krępej budowie ciała i długich brodach, zaplątanych w warkocze, w których znajdowały się egzotyczne ozdoby. Najwięcej jednak było marynarzy podobnych do mieszkańców północnego kontynentu.
Wszyscy na górnym pokładzie słyszeli niski, potężny głos kapitana Jorvgana, który wykrzykiwał polecenia. Obok niego stał mężczyzna, który był cieniem osoby, zwanej kiedyś Svenem.
Jego niegdyś wesołe oczy, zapadły się jak u nieboszczyka, spalone ciało zostało okryte karmazynowym płótnem, na dłoniach widniały czarne rękawice, które zasłaniały okaleczone dłonie. Przy swoim boku miał przewiązany zdobiony, skórzany pas, do którego przypiął pochwę wraz ze swoim mieczem, który otrzymał w Miejscu Przeznaczeniu.
Swoim wzrokiem sięgał daleko za horyzont, z tęsknotą wspominając chwile spędzane z braćmi. Nagle dostrzegł, że wśród jego kompanów wystąpiło poruszenie, związane z pojawieniem się lądu. Okazało się, iż okręt dotarł do portu, gdzie znajdowały się inne okręty z kompanii jednostek należących do kapitana Jorvgana. Wszyscy cieszyli się z możliwości odpoczynku, do momentu, gdy usłyszeli, że na wodach, które musieli przemierzyć zalęgła się bestia, zwana przez marynarzy Tyfonem.
Był to stwór o torsie smoka, sześciu gadzich głowach i żmijach zamiast łap i nóg.
Każdy z jego łbów mógł kontrolować morza i oceany oraz niebo, które znajdowało się nad akwenami wodnymi. Wiele statków zatonęło i wiele osób straciło życie w wirach wodnych, podczas sztormów lub sztilów, gdy skończyła im się woda lub prowiant.
Kapitan „Dumy Morza” chciał zakończyć terror, jaki wprowadził Tyfon, więc postanowił, że cała jego flota wypłynie, by ubić bestię. Sven słysząc jaki jest ich cel podróży, gotów był pomóc swoim dotychczasowym towarzyszom. Gdy okręty dopłynęły do ostatniego miejsca pobytu potwora, niespodziewanie woda otaczająca ich zagotowała się, powodując mgłę tak gęstą, że załogi osobnych okrętów nie mogli siebie nawzajem dostrzec.
Z chmur, które zasłoniły niebo i słońce, powodując ciemności, co jeszcze bardziej utrudniło życie marynarzy, zaczął padać deszcz krwi, przez co ich ciała przybrały barwę nakrycia Svena, a ubrania kleiły się bardziej niż żywica.
Jedyne, co słyszeli załoganci okrętu, na którym znajdował się Jorvgan oraz jeden z braci, to krzyki innych ludzi, trzask łamanych kadłubów oraz potworny, wielotonowy ryk morskiej bestii. Po kilkunastu minutach wszystko umilkło, Sven słyszał bicie swojego serca, do momentu, aż potężny wąż, nie wciągnął go pod wodę, gdzie stracił przytomność.
Nie wiadomo, co się stało, lecz poparzone, okaleczone ciało zostało wyrzucone na piaszczystą plażę. Gdy Sven się obudził, zauważył brodatego starca, który wspierał się na drewnianej lasce, a jedynym odzieniem, które posiadał, była płócienna przepaska, którą zawiesił na biodrach. Nieznajomy wskazywał, swoim kruchym, powykręcanym palcem, w kierunku niekończącej się pustyni. Sven ostatni raz spojrzał na starca, po czym wyruszył we wskazanym kierunku, nie wiedząc, co go tam czeka.
Adam Aleksander II
Perzys iksis nāmorghūlilaros
