27 Wrz 2019, 22:11:06
Złodzieje Sierpa
odcinek 2 - "Oni coś wiedzą"
odcinek 2 - "Oni coś wiedzą"
Po przerwie reklamowej, gdzie agitował się m.in. producent smacznych cukierków - Harlinków, czy Volkiańskie Linie Lotnicze, na ekranach telewizorów pojawiło się logo kanału VTP 2. Następnie napis "Wytwórnia Filmów Fabularnych w Krasnodarsku przedstawia". Rozpoczęła grać mroczna muzyka, w intrze pokazywani byli główni bohaterowie (z podpisanymi nazwiskami aktorów ich grających). Wszystko utrzymane w dosyć mrocznej scenerii. Po wszystkim pojawiło się logo serialu, a lektor przeczytał "Złodzieje Sierpa. Odcinek drugi - Oni coś wiedzą."
Wieczór. Wasil Romanow siedział w swojej czarnej Wołdze, pełniącej rolę auta służbowego. Miał ze sobą kopię dokumentów, które wcześniej przekazał mu naczelnik SBV, zatytułowane enigmatycznym hasłem - "Pustka". Według dokumentów, miała to być zwykła, rutynowa akcja, jakich SBV w ostatnim czasie, podejmowało coraz więcej. Obserwacja kilku, nieprzychylnych wobec władzy osobników, sporządzenie raportu, analiza, czy te osoby te nie są zagrożeniem dla Volkianu i do szafy. Co w tym mogło być trudnego?
Warunki atmosferyczne nie rozpieszczały nikogo. Z zaparowanych szyb samochodu widział, że w świetle latarni ulicznej pojawiła się pani, przechadzająca się z pieskiem. Zimny, wręcz arktyczny wiatr, unosił jej płaszcz, jak żagiel, pomimo że taki płaszcz trochę powinien ważyć, na wietrze nie robiło to zbyt większej różnicy. Właściwie, gdyby nie to, że zastawiał ją częściowo blok mieszkalny - ten wicher porwałby tą panią, wraz z tym pudlem, czy co to za pies. W każdym razie, bardzo mało robotniczy pies. Normalnie, doniósłby na nią do SBV, jednak po pierwsze - sam pracował w SBV, po drugie - ta pani nie była jego celem, którą musiał obserwować. Kawałek dalej, na rogu ulic, przy koksowniku ogrzewało się dwóch krawężników, zwykłych milicjantów, którzy, jak to określał jego szef - w dupie byli i gówno widzieli. Myślą że to oni bronią Volkianu, zapominając, lub nie wiedząc, co robi SBV, walcząc z ukrytym wrogiem. Sztuką jest wypatrzyć go, zanim on wypatrzy nas - powtarzał sobie, szukając swoich celów. W końcu jest. Tak! To na pewno on. Ubrany w elegancki płaszcz, wyszedł z klatki schodowej, obserwowanego bloku. Wasil Romanow zobaczył jeszcze raz na zdjęcie, które miał przed sobą w kopii "teczek", oraz na postać, sunącą w kierunku pojazdu stojącego dwa miejsca parkingowe dalej. Facet w średnim wieku, w okularach, z widniejącą siwą łysiną. Lekko widoczna blizna ostatecznie przesądziła, że to on - Lech Kraska. Jak zdążył wytyczać w teczce personalnej - pracownik naukowy Krasnodarskiego Uniwersytetu Państwowego, na wydziałach matematyki i fizyki. Ma żonę i syna, który obecnie uczęszcza do najlepszego krasnodarskiego technikum. Na pierwszy rzut oka nie można było mu nic zarzucić. Przykładny obywatel. Zapewne to jego przykrywka. Próbował na szybko przekartkować teczkę tak, żeby znaleźć informacje dotyczące tego, co mu się zarzuca, lub co podejrzewa. Pustka. Na następnej stronie - nic ważnego. Jest... tu cię mam. Bez biletu się jechało w 1991 roku w autobusie. Dorwiemy cię...
Przerwania Wasila zostały gwałtownie przerwane. Usłyszał, jak obserwowany odpalił swojego "malucha" i powoli wyjechał na ulicę. Romanow popatrzył na zegarek. Miał odczekać minutę i ruszyć za nim. Gdyby zrobiłby to wcześniej, mógłby się zdradzić, czego zdecydowanie nie chciał. Doktorek dowiedziałby się, że SBV się nim interesuje i całą operację chuj jasny strzeliłby. Wiedział, że minuta to dużo czasu. Wystarczająco dużo, żeby budyniowy maluch znikł mu z pola widzenia. Wiedział jednak, że ruch na tym osiedlu jest tak poprowadzony, że jest tylko jedna droga wyjazdowa z niego i można z niej skręcić tylko w prawo, w Aleje Volkiańskiej Armii Ludowej. 40 sekund... Jeszcze chwila, za moment ruszy ospale, swoją Wołgą, przez śnieżne ulice, śledząc tego inteligenta. Po jaki kij wybierał się po godzinie 20ej w miasto? Na uniwersytecie pracował do 15ej, wg informacji, nigdzie indziej nie uczęszczał, do rodziny pojechałby z żoną i synem... Będzie ciekawie... 55 sekund... Czas właściwie zamarł, każda sekunda trwała maksymalnie długo. Okropne uczucie zdenerwowania, ale jednocześnie ekscytacji, jak zawsze towarzyszyło agentowi Wasilowi. Przywykł już do takiej dawki, tak skrajnych emocji. Minuta. Powoli odjechał z wcześniej zajmowanego miejsca parkingowego. Koła, które drążyły w śniegu wyraźne ścieżki, na nieodśnieżonych ulicach z trudem się obracały. Boczne uliczki, w szczególności te osiedlowe już tak miały. Nie były tak często i tak dokładnie odśnieżane, jak te w centrum miasta, główne arterie, newralgiczne z punktu widzenia każdego mieszkańca Krasnodarska.
Po chwili udało się mu wjechać na główną drogę. Zgodnie ze znakami - skręcił w prawo, w stronę centrum. Powoli przyśpieszył. Po chwili zauważył znajomego Fiata 126p. Rejestracja zgadzała się. Obiekt zmierzał ku centrum. Właściwie puste ulice nie ułatwiały obserwacji. Gdyby podjechał zbyt blisko, obserwowany zrozumiałby, że coś jest nie tak - ktoś go obserwuje. Jeżeli miał coś do ukrycia, a na pewno miał - zostałby ostrzeżony. Zanim SBV cokolwiek mu udowodniło, on wybieliłby się, zacierając i usuwając wszelkie ślady i dowody. Nagle auto skręciło mocno w prawo, w Imperatorski Prospekt. Coś się nie zgadzało... Ta obwodnica centrum prowadziła na przedmieścia Krasnodarska... On coś musi kombinować... W międzyczasie, gdy Wasil był skupiony na jeździe, zaskrzypiało radio w samochodzie.
- Kszzzyt. Oficer dyżurny SBV, Wasil, zgłoś się - odezwał się głos w radiu. To był Jaromir. Nowy oficer dyżurny. Dziś miał kolejną nockę. Niedawno musiał przejąć służbę, od tamtego starego dziada. Jaki on był irytujący... Dobrze, że przez resztę wieczoru i nocy, radiowo towarzyszyć mu będzie Jaro.
- Zgłaszam się. Śledzę tego typa. Jak na razie wyjeżdża z centrum - odparł.
- Dobra. Zgłaszajcie, jak coś będzie się działo.
Normalnie, opowiedziałby Jarowi jakiś kawał. Jednakże, jadąc musiał być maksymalnie skupionym. W najgorszym wypadku wjechałby mu nawet w dupę, co przy jego szczęściu mogło być bardzo prawdopodobne. W końcu. Facet zatrzymał się przy jednym z podmiejskich parków. Wysiadł z samochodu i nerwowo przeszedł w stronę parkowej alejki. Wasil zrobił to samo. Zrobił jeszcze tylko kilka zdjęć ukrytym aparatem fotograficznym, po czym odpalił papierosa. Stał i marzł, czekając na kolejny ruch obserwowanego. W bezpiecznej odległości widział, jak w półmroku pojawiła się druga postać. Cyknął jeszcze kilka zdjęć i podszedł bliżej. Kraska ewidentnie spotkał się ze swoim wspólnikiem. Zauważył, jak ten drugi przekazuje Krasce jakiś pakunek, co oczywiście udokumentował kolejnymi kadrami w kliszy aparatu fotograficznego. Musiał dowiedzieć się co tam było...
Kamera przemieściła się tak, że zamiast dwóch postaci było widać gmach Krasnodarskiego Uniwersytetu Państwowego na horyzoncie. Po chwili na ekranie pojawiły się napisy. Reżyseria - Weneryk Hekspuczi. W rolach głównych... Serial zrealizowano przy wsparciu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Volkianu.
Warunki atmosferyczne nie rozpieszczały nikogo. Z zaparowanych szyb samochodu widział, że w świetle latarni ulicznej pojawiła się pani, przechadzająca się z pieskiem. Zimny, wręcz arktyczny wiatr, unosił jej płaszcz, jak żagiel, pomimo że taki płaszcz trochę powinien ważyć, na wietrze nie robiło to zbyt większej różnicy. Właściwie, gdyby nie to, że zastawiał ją częściowo blok mieszkalny - ten wicher porwałby tą panią, wraz z tym pudlem, czy co to za pies. W każdym razie, bardzo mało robotniczy pies. Normalnie, doniósłby na nią do SBV, jednak po pierwsze - sam pracował w SBV, po drugie - ta pani nie była jego celem, którą musiał obserwować. Kawałek dalej, na rogu ulic, przy koksowniku ogrzewało się dwóch krawężników, zwykłych milicjantów, którzy, jak to określał jego szef - w dupie byli i gówno widzieli. Myślą że to oni bronią Volkianu, zapominając, lub nie wiedząc, co robi SBV, walcząc z ukrytym wrogiem. Sztuką jest wypatrzyć go, zanim on wypatrzy nas - powtarzał sobie, szukając swoich celów. W końcu jest. Tak! To na pewno on. Ubrany w elegancki płaszcz, wyszedł z klatki schodowej, obserwowanego bloku. Wasil Romanow zobaczył jeszcze raz na zdjęcie, które miał przed sobą w kopii "teczek", oraz na postać, sunącą w kierunku pojazdu stojącego dwa miejsca parkingowe dalej. Facet w średnim wieku, w okularach, z widniejącą siwą łysiną. Lekko widoczna blizna ostatecznie przesądziła, że to on - Lech Kraska. Jak zdążył wytyczać w teczce personalnej - pracownik naukowy Krasnodarskiego Uniwersytetu Państwowego, na wydziałach matematyki i fizyki. Ma żonę i syna, który obecnie uczęszcza do najlepszego krasnodarskiego technikum. Na pierwszy rzut oka nie można było mu nic zarzucić. Przykładny obywatel. Zapewne to jego przykrywka. Próbował na szybko przekartkować teczkę tak, żeby znaleźć informacje dotyczące tego, co mu się zarzuca, lub co podejrzewa. Pustka. Na następnej stronie - nic ważnego. Jest... tu cię mam. Bez biletu się jechało w 1991 roku w autobusie. Dorwiemy cię...
Przerwania Wasila zostały gwałtownie przerwane. Usłyszał, jak obserwowany odpalił swojego "malucha" i powoli wyjechał na ulicę. Romanow popatrzył na zegarek. Miał odczekać minutę i ruszyć za nim. Gdyby zrobiłby to wcześniej, mógłby się zdradzić, czego zdecydowanie nie chciał. Doktorek dowiedziałby się, że SBV się nim interesuje i całą operację chuj jasny strzeliłby. Wiedział, że minuta to dużo czasu. Wystarczająco dużo, żeby budyniowy maluch znikł mu z pola widzenia. Wiedział jednak, że ruch na tym osiedlu jest tak poprowadzony, że jest tylko jedna droga wyjazdowa z niego i można z niej skręcić tylko w prawo, w Aleje Volkiańskiej Armii Ludowej. 40 sekund... Jeszcze chwila, za moment ruszy ospale, swoją Wołgą, przez śnieżne ulice, śledząc tego inteligenta. Po jaki kij wybierał się po godzinie 20ej w miasto? Na uniwersytecie pracował do 15ej, wg informacji, nigdzie indziej nie uczęszczał, do rodziny pojechałby z żoną i synem... Będzie ciekawie... 55 sekund... Czas właściwie zamarł, każda sekunda trwała maksymalnie długo. Okropne uczucie zdenerwowania, ale jednocześnie ekscytacji, jak zawsze towarzyszyło agentowi Wasilowi. Przywykł już do takiej dawki, tak skrajnych emocji. Minuta. Powoli odjechał z wcześniej zajmowanego miejsca parkingowego. Koła, które drążyły w śniegu wyraźne ścieżki, na nieodśnieżonych ulicach z trudem się obracały. Boczne uliczki, w szczególności te osiedlowe już tak miały. Nie były tak często i tak dokładnie odśnieżane, jak te w centrum miasta, główne arterie, newralgiczne z punktu widzenia każdego mieszkańca Krasnodarska.
Po chwili udało się mu wjechać na główną drogę. Zgodnie ze znakami - skręcił w prawo, w stronę centrum. Powoli przyśpieszył. Po chwili zauważył znajomego Fiata 126p. Rejestracja zgadzała się. Obiekt zmierzał ku centrum. Właściwie puste ulice nie ułatwiały obserwacji. Gdyby podjechał zbyt blisko, obserwowany zrozumiałby, że coś jest nie tak - ktoś go obserwuje. Jeżeli miał coś do ukrycia, a na pewno miał - zostałby ostrzeżony. Zanim SBV cokolwiek mu udowodniło, on wybieliłby się, zacierając i usuwając wszelkie ślady i dowody. Nagle auto skręciło mocno w prawo, w Imperatorski Prospekt. Coś się nie zgadzało... Ta obwodnica centrum prowadziła na przedmieścia Krasnodarska... On coś musi kombinować... W międzyczasie, gdy Wasil był skupiony na jeździe, zaskrzypiało radio w samochodzie.
- Kszzzyt. Oficer dyżurny SBV, Wasil, zgłoś się - odezwał się głos w radiu. To był Jaromir. Nowy oficer dyżurny. Dziś miał kolejną nockę. Niedawno musiał przejąć służbę, od tamtego starego dziada. Jaki on był irytujący... Dobrze, że przez resztę wieczoru i nocy, radiowo towarzyszyć mu będzie Jaro.
- Zgłaszam się. Śledzę tego typa. Jak na razie wyjeżdża z centrum - odparł.
- Dobra. Zgłaszajcie, jak coś będzie się działo.
Normalnie, opowiedziałby Jarowi jakiś kawał. Jednakże, jadąc musiał być maksymalnie skupionym. W najgorszym wypadku wjechałby mu nawet w dupę, co przy jego szczęściu mogło być bardzo prawdopodobne. W końcu. Facet zatrzymał się przy jednym z podmiejskich parków. Wysiadł z samochodu i nerwowo przeszedł w stronę parkowej alejki. Wasil zrobił to samo. Zrobił jeszcze tylko kilka zdjęć ukrytym aparatem fotograficznym, po czym odpalił papierosa. Stał i marzł, czekając na kolejny ruch obserwowanego. W bezpiecznej odległości widział, jak w półmroku pojawiła się druga postać. Cyknął jeszcze kilka zdjęć i podszedł bliżej. Kraska ewidentnie spotkał się ze swoim wspólnikiem. Zauważył, jak ten drugi przekazuje Krasce jakiś pakunek, co oczywiście udokumentował kolejnymi kadrami w kliszy aparatu fotograficznego. Musiał dowiedzieć się co tam było...
Kamera przemieściła się tak, że zamiast dwóch postaci było widać gmach Krasnodarskiego Uniwersytetu Państwowego na horyzoncie. Po chwili na ekranie pojawiły się napisy. Reżyseria - Weneryk Hekspuczi. W rolach głównych... Serial zrealizowano przy wsparciu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Volkianu.
Produkcja - Wytwórnia Filmów Fabularnych w Krasnodarsku na zlecenie VTP
