02 Sie 2021, 22:41:57
Nie spodziewał się, że wróci w to miejsce dopiero po takim czasie, chociaż z tyłu głowy wciąż miał świadomość, że podczas długiego okresu spędzonego poza Volkianem rozważał opcję, która uwzględniała pozostanie na, można to nazwać, swego rodzaju wygnaniu. Słysząc jednak o w stanie w jakim znalazł się kraj, w którym spędził dość długo czasu oraz włożył sporą dozę energii, a także pracy, nie mógł dalej pozostawać biernym na wydarzenia, jakie miały tu miejsca. Wiedział, że jego powrót będzie wiązał się nie tylko z reaktywacją jego życia politycznego, ale także z potrzebą zadbania o firmę, którą nie wiedział kto się zajmował po nim oraz klubem sportowym, o którym też nie miał za dużo informacji.
Po opuszczeniu pokładu samolotu oraz wyjściu z terminalu, skierował się do najbliższej taksówki, żeby móc jak najszybciej dostać się do swojego apartamentu w centrum stolicy, Krasnodarska. Gdy ta zatrzymała się pod właściwą kamienicą, nakazał kierowcy by ten na niego poczekał na dole, po czym wwlekł się na piętro, na którym to znajdowało się jego mieszkanie, stamtąd zabrał najpotrzebniejsze rzeczy, dokumenty, które miały mu pomóc później tego dnia oraz trochę pieniędzy, co by miał możliwość zjedzenia czegoś po drodze do Pałacu Prezydenckiego, w którym, co do posiadanych przez niego informacji, wciąż urzędował Towarzysz Wespucci. Nie marnując więc kolejnych, cennych w jego mniemaniu minut, zbiegł na dół, ponownie wsiadł do środka żółtego pojazdu i skierował się do jednego z najładniejszych budynków w mieście. Wysiadając z samochodu zapłacił kierowcy odpowiednią sumę kartek, po czym wszedł do środka.
Po przekroczeniu progu gmachu partyjnego, zaczął wodzić wzrokiem po meblach oraz innych elementach, które miały nadać temu miejscu klimatu oraz należytej skromności, związanej z personifikacją I Sekretarza, a co za tym idzie, z Partią i Narodem. Nie zauważył na pierwszy rzut oka żadnych zmian, ale nie wiedział, czy wynikało to z faktycznego braku renowacji i umeblowania budynku, czy też z tego, że źle zapamiętał wystrój wnętrza. Nie było to jednak zbyt ważne, ponieważ musiał zająć się w tej chwili czymś innym, ważniejszym. Pokazał mężczyźnie, oficerowi SBV swoją legitymację partyjną, po czym, niezapowiedziany, kazał zaprowadzić siebie do gabinetu Wespucciego, gdy tak się stało, dał znać mężczyźnie, że może zostawić ich samych, po czym zapukał i nie czekając na odpowiedź wszedł do środka.
-Towarzyszu Sekretarzu!- przywitał się z siedzącym za biurkiem panem, z początku samym skinięciem głowy, jednak chwilę później podszedł do niego żwawszym krokiem, podając rękę w momencie, gdy znalazł się wystarczająco blisko. Następnie zajął miejsce na przeciwko niego i po wymienieniu wszystkich uprzejmości, zaczął rozmowę, uważał, że im szybciej przejdą do konkretów, tym będzie lepiej dla wszystkich. Nie chciał zajmować Prezydentowi za dużo czasu, w końcu mógł mieć sprawy większej wagi, niż plotkowanie z byłym oraz, miał nadzieję, przyszłym współpracownikiem.
-Co u Was słychać i co się dzieje w Naszym Państwie?- chciał nadać tej rozmowie ton nieoficjalny, w końcu podsłuchy montowane były we wszystkich pomieszczaniach, oprócz tych zajmowanych przez mężczyznę siedzącego na przeciwko niego, więc nie musieli się martwić o wszystkie kurtuazyjne zwroty, czy zwracanie się per Pan. Samemu chciał mieć zdania jak najłatwiejsze do przetrawienia, co zdecydowanie ułatwiłoby mu zorientowanie się na czym stoją i w jaki sposób może pomóc.
Po opuszczeniu pokładu samolotu oraz wyjściu z terminalu, skierował się do najbliższej taksówki, żeby móc jak najszybciej dostać się do swojego apartamentu w centrum stolicy, Krasnodarska. Gdy ta zatrzymała się pod właściwą kamienicą, nakazał kierowcy by ten na niego poczekał na dole, po czym wwlekł się na piętro, na którym to znajdowało się jego mieszkanie, stamtąd zabrał najpotrzebniejsze rzeczy, dokumenty, które miały mu pomóc później tego dnia oraz trochę pieniędzy, co by miał możliwość zjedzenia czegoś po drodze do Pałacu Prezydenckiego, w którym, co do posiadanych przez niego informacji, wciąż urzędował Towarzysz Wespucci. Nie marnując więc kolejnych, cennych w jego mniemaniu minut, zbiegł na dół, ponownie wsiadł do środka żółtego pojazdu i skierował się do jednego z najładniejszych budynków w mieście. Wysiadając z samochodu zapłacił kierowcy odpowiednią sumę kartek, po czym wszedł do środka.
Po przekroczeniu progu gmachu partyjnego, zaczął wodzić wzrokiem po meblach oraz innych elementach, które miały nadać temu miejscu klimatu oraz należytej skromności, związanej z personifikacją I Sekretarza, a co za tym idzie, z Partią i Narodem. Nie zauważył na pierwszy rzut oka żadnych zmian, ale nie wiedział, czy wynikało to z faktycznego braku renowacji i umeblowania budynku, czy też z tego, że źle zapamiętał wystrój wnętrza. Nie było to jednak zbyt ważne, ponieważ musiał zająć się w tej chwili czymś innym, ważniejszym. Pokazał mężczyźnie, oficerowi SBV swoją legitymację partyjną, po czym, niezapowiedziany, kazał zaprowadzić siebie do gabinetu Wespucciego, gdy tak się stało, dał znać mężczyźnie, że może zostawić ich samych, po czym zapukał i nie czekając na odpowiedź wszedł do środka.
-Towarzyszu Sekretarzu!- przywitał się z siedzącym za biurkiem panem, z początku samym skinięciem głowy, jednak chwilę później podszedł do niego żwawszym krokiem, podając rękę w momencie, gdy znalazł się wystarczająco blisko. Następnie zajął miejsce na przeciwko niego i po wymienieniu wszystkich uprzejmości, zaczął rozmowę, uważał, że im szybciej przejdą do konkretów, tym będzie lepiej dla wszystkich. Nie chciał zajmować Prezydentowi za dużo czasu, w końcu mógł mieć sprawy większej wagi, niż plotkowanie z byłym oraz, miał nadzieję, przyszłym współpracownikiem.
-Co u Was słychać i co się dzieje w Naszym Państwie?- chciał nadać tej rozmowie ton nieoficjalny, w końcu podsłuchy montowane były we wszystkich pomieszczaniach, oprócz tych zajmowanych przez mężczyznę siedzącego na przeciwko niego, więc nie musieli się martwić o wszystkie kurtuazyjne zwroty, czy zwracanie się per Pan. Samemu chciał mieć zdania jak najłatwiejsze do przetrawienia, co zdecydowanie ułatwiłoby mu zorientowanie się na czym stoją i w jaki sposób może pomóc.
Adam Aleksander II
Perzys iksis nāmorghūlilaros
