20 Lis 2020, 21:01:55
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20 Lis 2020, 21:06:53 przez Mateusz Żmigrodzki.)
Jurij Novak poczuł w swych ustach smak pysznej winkulijskiej whiskey. Znaczy on nie uważał jej za pyszną, wręcz przeciwnie - wolał volkiańską wódkę. Jednak po czasie spędzonym w więzieniu na Ramadii, cieszył go każdy alkohol. Minister został wypuszczony na podstawie decyzji sądu wojskowego, który uznał że nie ma dalszych podstaw, aby przetrzymywać II sekretarza KC SPV dalej w winkulijskim areszcie.
Novak teraz był w winkulijskim samolocie rządowym, niedużej Cesnie, należącej do władz wyspy. Początkowo Novak odczuwał wewnętrzny niepokój, gdy w końcu usłyszał z kokpitu głos, że znajdują się w volkiańskiej przestrzeni powietrznej. Obecnie przelatywał niedaleko Sarjeńska, jego rodzinnego miasta. Tam zaczynał swoją karierę, najpierw jako członek lokalnej egzekutywnej, potem jako jej szef, a na końcu jako I Sekretarz Komitetu Obwodowego SPV w Sarjeńsku. Novak wspominał ten czas z sentymentem. Jednak nie to zaprzątało jego głowę teraz. Bardziej chęć zemsty na winkulijskim rządzie oraz na Białym Volkianie. Był gotowy do ostatecznej potyczki.
Novak wstał na chwilę, aby pójść się odlać. Gdy powolnie człapał do toalety, nagle ujrzał oślepiający blask, a jego uszy usłyszały głośny dźwięk. Po sekundach upadł na ziemię przewrócony przez pęd fali uderzeniowej i trzęsący się samolot. Od razu poleciał w tył maszyny. Gdy się trochę otrząsnął, to zorientował się, iż cały samolot stoi w płomieniach, a piloci nie mogą go podnieść do góry.
- Spada do dołu! On kurwa spada! - krzyczeli przeraźliwie.
Novak wyjrzał przez okno w kokpicie i ujrzał przybliżającą się ziemię. Dookoła niego było bardzo gorąco. Czuł poparzenia, prawdopodobnie wybuch pożar. Jurij wiedział, że nadeszła ta pora. Był skołatany, miał żal, ale w końcu przyjął to z godnością. Przypomniał sobie swojego umierającego dziadka, takiego samego pijaczynę jak on, który tuż przed śmiercią zwracał się do Boga. Novak rzecz jasna był ateistą, ale czuł że musi, musi po prostu coś zrobić. Ziemia była coraz bliżej. Novak zamknął oczy i westchnął, mówiąc:
- Jeśli jesteś, wybacz mi... - wypowiedział słysząc i czując na swoim ciele nagłe uderzenie. Potem nie czuł już nic...
Novak teraz był w winkulijskim samolocie rządowym, niedużej Cesnie, należącej do władz wyspy. Początkowo Novak odczuwał wewnętrzny niepokój, gdy w końcu usłyszał z kokpitu głos, że znajdują się w volkiańskiej przestrzeni powietrznej. Obecnie przelatywał niedaleko Sarjeńska, jego rodzinnego miasta. Tam zaczynał swoją karierę, najpierw jako członek lokalnej egzekutywnej, potem jako jej szef, a na końcu jako I Sekretarz Komitetu Obwodowego SPV w Sarjeńsku. Novak wspominał ten czas z sentymentem. Jednak nie to zaprzątało jego głowę teraz. Bardziej chęć zemsty na winkulijskim rządzie oraz na Białym Volkianie. Był gotowy do ostatecznej potyczki.
Novak wstał na chwilę, aby pójść się odlać. Gdy powolnie człapał do toalety, nagle ujrzał oślepiający blask, a jego uszy usłyszały głośny dźwięk. Po sekundach upadł na ziemię przewrócony przez pęd fali uderzeniowej i trzęsący się samolot. Od razu poleciał w tył maszyny. Gdy się trochę otrząsnął, to zorientował się, iż cały samolot stoi w płomieniach, a piloci nie mogą go podnieść do góry.
- Spada do dołu! On kurwa spada! - krzyczeli przeraźliwie.
Novak wyjrzał przez okno w kokpicie i ujrzał przybliżającą się ziemię. Dookoła niego było bardzo gorąco. Czuł poparzenia, prawdopodobnie wybuch pożar. Jurij wiedział, że nadeszła ta pora. Był skołatany, miał żal, ale w końcu przyjął to z godnością. Przypomniał sobie swojego umierającego dziadka, takiego samego pijaczynę jak on, który tuż przed śmiercią zwracał się do Boga. Novak rzecz jasna był ateistą, ale czuł że musi, musi po prostu coś zrobić. Ziemia była coraz bliżej. Novak zamknął oczy i westchnął, mówiąc:
- Jeśli jesteś, wybacz mi... - wypowiedział słysząc i czując na swoim ciele nagłe uderzenie. Potem nie czuł już nic...
