17 Paż 2022, 19:33:09
1. Polska to nie Insulia.
2. To co ja mam powiedzieć pod tylu zwymyślaniach? Poza tym tylko stwierdzałem fakt - w SRW był okres dyktatury, co też towarzysz uznawał.
3. Czyli wedle prawa zwyczajowego - na stos rzuciliśmy... Oj, będzie gorąco.
4. Wykorzystanie uprawnień do osiągnięcia korzyści? A jakiej korzyści? Jaką odniosłem z tego korzyść? To raz. Dwa... Wykorzystanie? Chyba sfałszowanie podpisu. Zresztą co do sfałszowania... Ja przekopiowałem podpis. W mojej opinii (jeśli to dla kogoś istotne) nie jest to sfałszowaniem. Sfałszować możnaby podpis odręczny. A przekopiowywanie podpisów to powszechna praktyka. Ktoś na przykład składa podpis pod traktatem drogą prywatną i autor przekopiowuje go do traktatu przy jego publikacji choćby w dzienniku praw. Dlaczego zatem nie jest on fałszerzem? Bo sygnatariusz aprobuje ustalenia owego aktu. A gdyby nie aprobował - może powiedzieć, że nie on podpisał. Wtedy wina jest zależna od nastawienia pozywajacego. Co za tym idzie, gdy początkowo Joahim popierał (a co najmniej był do tego neutralnie nastawiony) to żadnego naruszenia prawa nie było, bo nie oponował przeciw umowie z Muratyką, a jego podpis był na dokumencie (przeklejony kopiuj - wklej z jakiegoś wydanego przez niego aktu prawnego, nie pamiętam już jakiego), lecz gdy zaczął się temuż aktowi sprzeciwiać - zbrodnia się pojawiła, bo przecież na dokumencie jest podpis, lecz nie ma na sam akt jego zgody. Zbrodnia, która raz jest, a raz jej nie ma. Powinny być takie zbrodnie?
5. Ja tu naruszeń norm społecznych nie widzę, a prawo zwyczajowe, jak mówiłem... To co to będzie? Natychmiastowe wezwanie księdza po egzorcyzmy? Powieszenie z marszu? Czy też zakatowanie? A może wrzucenie do wora, a wór do jeziora? ZP (Insulia) nie ma i nie miało zwyczajów, o prawie zwyczajowym nie wspominając.
Wybaczcie, że piszę dość lakonicznie, ale dłuższą mowę chciałbym zostawić sobie na proces, który jednak niestety nie majaczy obecnie na horyzoncie. Dlatego też proponuję, aby może, jako, że mnie osobiście spieszy się do rozwiązania naszych swarów, zastosować pojedynek, sąd Boży, jak go niegdyś zwali. Rodzaj broni jest mi obojętny, niezależnie czy to szable, czy pistolety, czy toporomotyki. Możliwe, że przy ustaleniu i trzymaniu się zasad możnaby właśnie w ten sposób, na ubitej ziemi, rozstrzygnąć ten, cokolwiek personalny, osobisty spór mój z towarzyszem Novakiem.
2. To co ja mam powiedzieć pod tylu zwymyślaniach? Poza tym tylko stwierdzałem fakt - w SRW był okres dyktatury, co też towarzysz uznawał.
3. Czyli wedle prawa zwyczajowego - na stos rzuciliśmy... Oj, będzie gorąco.
4. Wykorzystanie uprawnień do osiągnięcia korzyści? A jakiej korzyści? Jaką odniosłem z tego korzyść? To raz. Dwa... Wykorzystanie? Chyba sfałszowanie podpisu. Zresztą co do sfałszowania... Ja przekopiowałem podpis. W mojej opinii (jeśli to dla kogoś istotne) nie jest to sfałszowaniem. Sfałszować możnaby podpis odręczny. A przekopiowywanie podpisów to powszechna praktyka. Ktoś na przykład składa podpis pod traktatem drogą prywatną i autor przekopiowuje go do traktatu przy jego publikacji choćby w dzienniku praw. Dlaczego zatem nie jest on fałszerzem? Bo sygnatariusz aprobuje ustalenia owego aktu. A gdyby nie aprobował - może powiedzieć, że nie on podpisał. Wtedy wina jest zależna od nastawienia pozywajacego. Co za tym idzie, gdy początkowo Joahim popierał (a co najmniej był do tego neutralnie nastawiony) to żadnego naruszenia prawa nie było, bo nie oponował przeciw umowie z Muratyką, a jego podpis był na dokumencie (przeklejony kopiuj - wklej z jakiegoś wydanego przez niego aktu prawnego, nie pamiętam już jakiego), lecz gdy zaczął się temuż aktowi sprzeciwiać - zbrodnia się pojawiła, bo przecież na dokumencie jest podpis, lecz nie ma na sam akt jego zgody. Zbrodnia, która raz jest, a raz jej nie ma. Powinny być takie zbrodnie?
5. Ja tu naruszeń norm społecznych nie widzę, a prawo zwyczajowe, jak mówiłem... To co to będzie? Natychmiastowe wezwanie księdza po egzorcyzmy? Powieszenie z marszu? Czy też zakatowanie? A może wrzucenie do wora, a wór do jeziora? ZP (Insulia) nie ma i nie miało zwyczajów, o prawie zwyczajowym nie wspominając.
Wybaczcie, że piszę dość lakonicznie, ale dłuższą mowę chciałbym zostawić sobie na proces, który jednak niestety nie majaczy obecnie na horyzoncie. Dlatego też proponuję, aby może, jako, że mnie osobiście spieszy się do rozwiązania naszych swarów, zastosować pojedynek, sąd Boży, jak go niegdyś zwali. Rodzaj broni jest mi obojętny, niezależnie czy to szable, czy pistolety, czy toporomotyki. Możliwe, że przy ustaleniu i trzymaniu się zasad możnaby właśnie w ten sposób, na ubitej ziemi, rozstrzygnąć ten, cokolwiek personalny, osobisty spór mój z towarzyszem Novakiem.
August van Hagsen de la Sparasan

