16 Wrz 2022, 14:14:42
Przy okazji rozważan nad ostatnim wątkiem w tym dziale "kiedy to się skończy" i rowazań nad kwestią podniesionych przez rząd kwestii reparacji wojenych, uznałem że jest to dobra okazja by trochę powymieniać się refleksjami dotyczącymi polskiej polityki. Te wybory niewątpliwie będą się różnić od dotychczasowych elekcji, chociażby z uwagi na fakt, że polityka zagranicza będzie napewno jednym z głównych tematów, obok walki z inflacją i kryzysem energetycznym (myślę, że za rok o tej porze będzie to wciąż aktualne).
W sprawie reparacji i ich miejsca w polskiej polityce, którym początkowo zamierzałem poświęcić ten wątek, wydaję mi się że PiS wcale nie liczył tyle na mobilizację swojego elektoratu, ani nawet jego "moherowej" części jak się niektórym wydaje, ale na obnażenie pięty achillesowej opozycji jaką jest ich stosunek do Niemiec. Zacznijmy od tego, że prawie każdy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że otrzymanie reparacji ze strony RFN jest niemożliwe, w tym osoby które popierają wysunięcie roszczeń. Już napewno zdaje sobie z tego sprawę Kaczyński, który siedzi w polityce od kilku dekad... Antyniemieckie nastroje nie dadzą PiSowi nowych wyborców, twardy elektorat też nie potrzebuje wzmocnienia tego typu narracji, więc co zamierza tym osiągnąć tym tematem PiS?
według mnie sprawa jest o tyle bardziej złożona, że Kaczyński jak na dobrego spindoktora przystało próbuje nie tyle przekonać elektorat do swojej partii, co zdystansować go do Koalicji Obwatelskiej i reszty opozycji, reparacje były w zasadzie pułapką w jaką dała się złapać opozycja, krytykując ich podniesienie w momencie gdy z jednej strony udało się rozbudzić w społeczeństwie skrajne emocje, ale co ważniejsze z drugiej strony elektorat który oczekuje od opozycji prowadzenia polityki autonomicznej względem Niemiec mógł poczuć się zawiedziony. W ten oto prosty sposób PiS na życzenie opozycji postawił ją w złym świetle jako osoby które nie mają pomysłu na politykę zagraniczną inną niż ta podyktowana z Berlina. Kaczyński zdaję sobie sprawę z tego, że KO ma nad nim tą przewagę, że ich polityka europejska będzie sprawniejsza, ale przedstawienie opozycji jako opcje ubezwłasnowolnioną przez Berlin może nie tyle może zepsuć co osłabić wizerunek opozycji jako poważnego obrońcy polskich interesów w Niemczech i w UE.
Żeby była jasność nie jestem pisowcem (ani wyborcą żadnej innej partii) i zgadzam się ze stwierdzeniem, że podnoszenie tematu reparacji w obecnych okolicznościach mija się z celem, czy nawet z tym że trzeba zacieśnia relacje z Niemcami z uwagi na zagrożenie ze wschodu, ale od strony PR, to opozycja wyszła na tym gorzej niż PiS, czyli Kaczyńskiemu udało się osiągnąć to co według mnie zamierzał - ukazać ich nie jako równorzędnych graczy i partnerów w Europie, ale jako osoby których plan na politykę sprowadzić można do maksymy "słuchać się Niemców" i tyle. Gdybym miał coś doradzić Hołowni, Tuskowi czy Trzaskowskiemu, to powiedziałbym im aby zmienili strategie z chowania głowy w piasek na wysunięcie kontrpropozycji np. oświadczyć, że otrzymanie reparacji ze strony RFN jest nie możliwe, ale napewno jakaś forma zadośćuczynienia się nam należy i dlatego będziemy walczyć o lepsze warunki handlu dla polskich firm, o zwrot dzieł sztuki i kultury zagrabionych przez Niemcy, upomnienie się o status mniejszości dla Polaków mieszkających w Niemczech, czy dzieci które przejął Jugendamt, zadośćuczynienie dla żyjących ofiar wojny czy cokolwiek, co jest konkretne, realne i przy tym sprawiające wrażenie obietnicy choćby autonomicznej polityki zagranicznej. Taki przekaz zostałby na pewno bardziej doceniony przez społeczeństwo i na pewno zaskoczyłby rząd, a opozycja uniknełaby wejścia w pułapkę zastawioną przez Kaczyńskiego.
W sprawie reparacji i ich miejsca w polskiej polityce, którym początkowo zamierzałem poświęcić ten wątek, wydaję mi się że PiS wcale nie liczył tyle na mobilizację swojego elektoratu, ani nawet jego "moherowej" części jak się niektórym wydaje, ale na obnażenie pięty achillesowej opozycji jaką jest ich stosunek do Niemiec. Zacznijmy od tego, że prawie każdy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że otrzymanie reparacji ze strony RFN jest niemożliwe, w tym osoby które popierają wysunięcie roszczeń. Już napewno zdaje sobie z tego sprawę Kaczyński, który siedzi w polityce od kilku dekad... Antyniemieckie nastroje nie dadzą PiSowi nowych wyborców, twardy elektorat też nie potrzebuje wzmocnienia tego typu narracji, więc co zamierza tym osiągnąć tym tematem PiS?
według mnie sprawa jest o tyle bardziej złożona, że Kaczyński jak na dobrego spindoktora przystało próbuje nie tyle przekonać elektorat do swojej partii, co zdystansować go do Koalicji Obwatelskiej i reszty opozycji, reparacje były w zasadzie pułapką w jaką dała się złapać opozycja, krytykując ich podniesienie w momencie gdy z jednej strony udało się rozbudzić w społeczeństwie skrajne emocje, ale co ważniejsze z drugiej strony elektorat który oczekuje od opozycji prowadzenia polityki autonomicznej względem Niemiec mógł poczuć się zawiedziony. W ten oto prosty sposób PiS na życzenie opozycji postawił ją w złym świetle jako osoby które nie mają pomysłu na politykę zagraniczną inną niż ta podyktowana z Berlina. Kaczyński zdaję sobie sprawę z tego, że KO ma nad nim tą przewagę, że ich polityka europejska będzie sprawniejsza, ale przedstawienie opozycji jako opcje ubezwłasnowolnioną przez Berlin może nie tyle może zepsuć co osłabić wizerunek opozycji jako poważnego obrońcy polskich interesów w Niemczech i w UE.
Żeby była jasność nie jestem pisowcem (ani wyborcą żadnej innej partii) i zgadzam się ze stwierdzeniem, że podnoszenie tematu reparacji w obecnych okolicznościach mija się z celem, czy nawet z tym że trzeba zacieśnia relacje z Niemcami z uwagi na zagrożenie ze wschodu, ale od strony PR, to opozycja wyszła na tym gorzej niż PiS, czyli Kaczyńskiemu udało się osiągnąć to co według mnie zamierzał - ukazać ich nie jako równorzędnych graczy i partnerów w Europie, ale jako osoby których plan na politykę sprowadzić można do maksymy "słuchać się Niemców" i tyle. Gdybym miał coś doradzić Hołowni, Tuskowi czy Trzaskowskiemu, to powiedziałbym im aby zmienili strategie z chowania głowy w piasek na wysunięcie kontrpropozycji np. oświadczyć, że otrzymanie reparacji ze strony RFN jest nie możliwe, ale napewno jakaś forma zadośćuczynienia się nam należy i dlatego będziemy walczyć o lepsze warunki handlu dla polskich firm, o zwrot dzieł sztuki i kultury zagrabionych przez Niemcy, upomnienie się o status mniejszości dla Polaków mieszkających w Niemczech, czy dzieci które przejął Jugendamt, zadośćuczynienie dla żyjących ofiar wojny czy cokolwiek, co jest konkretne, realne i przy tym sprawiające wrażenie obietnicy choćby autonomicznej polityki zagranicznej. Taki przekaz zostałby na pewno bardziej doceniony przez społeczeństwo i na pewno zaskoczyłby rząd, a opozycja uniknełaby wejścia w pułapkę zastawioną przez Kaczyńskiego.
Na marginesie trochę zawiódł mnie Hołownia, bo o ile rozumiem postawe Lewicy i PO i nie spodziewałem się aby zachowali się inaczej niż to Kaczyński planował, o tyle Polska2050 nie przedstawiała się jako szorstki antypis, ale jako formacja, która chciała przełamać duopol POPiS, a nawet potrafiła skutecznie podebrać część centrowego elektoratu PiSu, przez zauważenie tego co oczekuje część jego wyborców. Według mnie miał szanse umocnić swoją pozycję jako polityk, któremu zależy z jednej strony zależy na poprawnych relacjach we wewnątrz Unii Europejskiej, ale i zarazem nie bojącego się wystąpić naprzeciw Niemcom w ochronie polskiego interesu, a wygloszenie takiego oświadczenia jakie wyżej zaproponowaem byłoby tego najlepszym dowodem.
a jakie są wasze refleksje dotyczące życia politycznego w Polsce?

