18 Sie 2022, 23:12:40
Bardzo podoba mi się pomysł stworzenia wspólnej uczelni. Korzystając z okazji chciałbym także nieco opowiedzieć o swojej wizji szkolnictwa i skonfrontować ją z waszymi pomysłami. Po pierwsze uważam, że nie powinniśmy popełniać tego samego błedu jaki popełnialiśmy w czasach Uniwersytetu Federalnego czy wogóle popełnianych przez inne uczelnie. Dlatego też powinniśmy najpierw zdefiniować cel takiej uczelni. Według mnie na kurs w takiej uczelni powinny być kierowane w pierwszej kolejności osoby całkowicie nowe osoby, nieotrzaskane z mikroświatem.
Mikronacje są bardzo hermetycznym środowiskiem, a w miarę ich rozwoju, ta hermetyczność tylko rośnie i dlatego też nowe osoby potrzebują czasu aby zrozumieć po pierwsze na czym polega mechanika gry, a po drugie często nie mają pojęcia jaka działalność mogłaby być w nich doceniona i uznana za wartościową. Zwłaszcza jest to problem osób, które są bardzo młode mają np. problem z ortografią, ogładą i często nie mają jakiś szczególnych uzdolnień artystycznych czy informatycznych.
Dlatego też pomyślałem, że warto zrobić zamiast Uniwersytetu, zwyczajną szkołe która oferowałaby jeden ale za to dobrze przemyślany i wartościowy kurs. Myślałem aby wrócić tu niejako do antycznej tradycji "sztuk wyzwolonych", ale dostasowanych do naszych mikronacyjnych realiów. W ramach takiego kursu w poza nauczaniem suchych faktów typu co to są mikronacje, jaka była historia Nordaty i jakie obowiązują tu prawa, nauczanoby głównie:
szeroko pojętej retoryki, dialektyki (nwm czy posługuje się poprawnym terminem), ale w każdym razie chodzi o to aby nauczyć nowego kadeta tworzenia logicznych i spójnych wypowiedzi, argumentowania swoich racji i generalnie trzymania pewnego wypracowanego w naszym kręgu poziomu intelektualnego.
plastyki, muzyki, literatury, poezji, podstaw dyplomacji, wojskowości i informatyki — czyli wszystkiego co mogłoby być przydatne do pracy twórczej na rzecz państwa. Mogłoby być to swoiste sito, przez które moglibyśmy rozpoznać w nowych mieszkańcach ich talenty, o których nawet oni sami nie mieli za bardzo pojęcia. Po ukończeniu takiego kursu już wiedziałby w czym byłby dobry, i co mógłby robić w państwie.
Każdy mógłby się zająć innym przedmiotem i jako że istniałaby jedna podstawa programowa, taka szkoła mogłaby funkcjonować przez dłuższy czas, a może nawet skusiłaby uczniów zza granicy. Nie trzeba byłoby rozdrabniać uwagi na dwadzieścia kierunków, co dawałoby tylko chaos organizacyjny, a ukończenie takiego kursu dawałoby absolwentowi przydatną wiedzę i to taką jaką niekoniecznie zdobyłby przez patrzenie w wikipedie jak w przypadku np. transportu czy wojskowości czy też suchej historii Nordaty, ktorą mógłby zdobyć czytając mikropedie.
Mikronacje są bardzo hermetycznym środowiskiem, a w miarę ich rozwoju, ta hermetyczność tylko rośnie i dlatego też nowe osoby potrzebują czasu aby zrozumieć po pierwsze na czym polega mechanika gry, a po drugie często nie mają pojęcia jaka działalność mogłaby być w nich doceniona i uznana za wartościową. Zwłaszcza jest to problem osób, które są bardzo młode mają np. problem z ortografią, ogładą i często nie mają jakiś szczególnych uzdolnień artystycznych czy informatycznych.
Dlatego też pomyślałem, że warto zrobić zamiast Uniwersytetu, zwyczajną szkołe która oferowałaby jeden ale za to dobrze przemyślany i wartościowy kurs. Myślałem aby wrócić tu niejako do antycznej tradycji "sztuk wyzwolonych", ale dostasowanych do naszych mikronacyjnych realiów. W ramach takiego kursu w poza nauczaniem suchych faktów typu co to są mikronacje, jaka była historia Nordaty i jakie obowiązują tu prawa, nauczanoby głównie:
szeroko pojętej retoryki, dialektyki (nwm czy posługuje się poprawnym terminem), ale w każdym razie chodzi o to aby nauczyć nowego kadeta tworzenia logicznych i spójnych wypowiedzi, argumentowania swoich racji i generalnie trzymania pewnego wypracowanego w naszym kręgu poziomu intelektualnego.
plastyki, muzyki, literatury, poezji, podstaw dyplomacji, wojskowości i informatyki — czyli wszystkiego co mogłoby być przydatne do pracy twórczej na rzecz państwa. Mogłoby być to swoiste sito, przez które moglibyśmy rozpoznać w nowych mieszkańcach ich talenty, o których nawet oni sami nie mieli za bardzo pojęcia. Po ukończeniu takiego kursu już wiedziałby w czym byłby dobry, i co mógłby robić w państwie.
Każdy mógłby się zająć innym przedmiotem i jako że istniałaby jedna podstawa programowa, taka szkoła mogłaby funkcjonować przez dłuższy czas, a może nawet skusiłaby uczniów zza granicy. Nie trzeba byłoby rozdrabniać uwagi na dwadzieścia kierunków, co dawałoby tylko chaos organizacyjny, a ukończenie takiego kursu dawałoby absolwentowi przydatną wiedzę i to taką jaką niekoniecznie zdobyłby przez patrzenie w wikipedie jak w przypadku np. transportu czy wojskowości czy też suchej historii Nordaty, ktorą mógłby zdobyć czytając mikropedie.

