15 Sie 2022, 10:44:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15 Sie 2022, 10:45:26 przez Joachim Cargalho.)
Cargalho jeszcze chwilę próbował wytłumaczyć kucharzowi że ta gęś czy kaczka, czy cokolwiek innego, było niedopolnowane, i to Nunuś poniósł szkodę na tej sytuacji. Zdawać by się mogło, że nie doszli raczej do porozumienia. Joachim machnął ręką i poszedł w tłum, gdyż gdy tylko się odwrócił, po Nunusiu (co w ogóle nie dziwi) nie było ani śladu. Zniknęła również Lieselotte, co mogło zwiastować kłopoty.
- Dzień dobry, Alfredzie! - krzyknął z oddali, gdy w końcu ich znalazł. W sumie nie było to takie trudno. Większość gości siedziała przy przygotowanych stoliakch, inni czekali aż niektóre stoiska odbudują swoje kuchnie po wizycie Nunusia.
- I co Nunuś? Doigrałeś się? - skierował słowa w kierunku psa, który właśnie wykaszliwał ostatnie części pierza, które zalegało mu w gardle.
Stanął obok Lieselotte i szepnął - Może go sprzedamy na chwilę, bo jedyne czego się tutaj najadłem, to kilogramy wstydu? - zażartował. Nunuś jednak usiadł pomiędzy nimi jakby dawał znaki, ze nigdzie nie zamierza się ruszać. To był pies! Jak tylko spuszczano go z wzroku, ruszał w dal po to co sobie upatrzył. Przy innych siedział cichutko w pobliżu aktualnych opiekunów. Nie dało się na niego narzekać, bo i tak nikt by nie uwierzył...
- Alfredzie, czy próbowałeś już tych legendarnych naleśników? - zapytał. Jeden śmiałek już 30 minut siedzi w wychodku narzekając na nie. - Nie chcielibyśmy, by i pies się struł. - dodał.
- Dzień dobry, Alfredzie! - krzyknął z oddali, gdy w końcu ich znalazł. W sumie nie było to takie trudno. Większość gości siedziała przy przygotowanych stoliakch, inni czekali aż niektóre stoiska odbudują swoje kuchnie po wizycie Nunusia.
- I co Nunuś? Doigrałeś się? - skierował słowa w kierunku psa, który właśnie wykaszliwał ostatnie części pierza, które zalegało mu w gardle.
Stanął obok Lieselotte i szepnął - Może go sprzedamy na chwilę, bo jedyne czego się tutaj najadłem, to kilogramy wstydu? - zażartował. Nunuś jednak usiadł pomiędzy nimi jakby dawał znaki, ze nigdzie nie zamierza się ruszać. To był pies! Jak tylko spuszczano go z wzroku, ruszał w dal po to co sobie upatrzył. Przy innych siedział cichutko w pobliżu aktualnych opiekunów. Nie dało się na niego narzekać, bo i tak nikt by nie uwierzył...
- Alfredzie, czy próbowałeś już tych legendarnych naleśników? - zapytał. Jeden śmiałek już 30 minut siedzi w wychodku narzekając na nie. - Nie chcielibyśmy, by i pies się struł. - dodał.
![[Obrazek: eFNkaw1.png]](https://i.imgur.com/eFNkaw1.png)
