15 Sie 2022, 01:47:43
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15 Sie 2022, 02:01:50 przez Joachim Cargalho.)
Szybko przemieścili się po targu na drugi jego koniec. Właściciel volkiańskiego kramu pewnie jeszcze oddawał się przyjemności płynącej z nagłego ciepła oddawanego przez jego buty, a oni niepostrzeżenie pojawili się przy zanahoryjskich namiotach, których strzegły przemiłe panie z tutejszego koła gospodyń.
Zbliżyła się do niego i przyciągnęła za klapy marynarki, a zapach jej perfum delikatnie przebił się przez kuchenne aromaty pobliskich stoisk.
- Chcesz pamiątkę? Na pewno coś znajdziemy - powiedział z delikatnym uśmiechem, choć od tego czasu zaczął nerwowo rozglądać się wokół szukając jakiegoś odpowiedniego kramiku. Nawet nie wiedział z czego słynie Winkulia...
Już mieli kosztować pierożków z marchewkowym nadzieniem, kiedy pies nagle wyskoczył w górę, uderzając od spodu w blat stołu. Wszystkie przekąski poturlały się i upadły na ziemię. Joachim oparł łokcie na stole i nadal trzymając w rękach sztućce spojrzał się na Lieselotte pytającym wyrazem twarzy.
- Czy ten pies jest normalny? - zapytał, kiedy poczuł, jak najpierw pies, a później kot przebiegają mu po butach.
Drugi gonił pierwszego po całej okolicy, a ten szarżował slalomem pomiędzy ludźmi wytrącając dzieci z równowagi, doprowadzając je do upadku i płaczu z powodu lodów, które lądowały, to na ziemi, to na ich ubraniach. Jedna z kobiet widząc nadbiegające niebezpieczeństwo, szeroko rozstawiła nogi, a oba zwierzaki posłusznie przebiegły pomiędzy.
Zdawać by się mogło, ze jedynie panie gospodynie dobrze się bawią obserwując zmagania sprinterskie psa i kota. Część kibicowała kotu - była wśród nich chyba jego właścicielka. Inne trzymały kciuki za psem, co pewnie wynikały z faktu, zę wcześniej łypały zazdrośnie na tę pierwszą, kiedy jeden ze starszych winkulskich mężczyzn próbował z nią flirtować i umówić się na kawę przy partyjce w warcaby. Kiedy jedne krzyczały - Uciekaj! - drugie darły się - Goń go! - ostatecznie zaaferowane tą sytuacją zupełnie zapomniały o pierogach, które powoli przypalały się na licznie ustawionych patelniach. Pozostałą część właśnie rozgotowywała się w wielkim garze pełnym wody.
- Nunuś, no nie bądź leszczem! - krzyknął Cargalho spoglądając jak ten chaotycznie próbuje uciec od agresora. Pies jakby zmotywowany, postawił uszy ku górze i wbijając łapy w ziemię odwrócił się ku kotu napinająć grzbiet do ataku. Sierściuch zdębiał na ten widok. Pewnie do tej pory miał go za tchórza. Nunuś przystąpił do kontrataku i dziabiąc kota w ogon zmusił go do szybkiej ucieczki. Sam postanowił uznać rewanż za udany i posłusznie wrócił do stolika siadajac przy nodze Lieselotte.
Panie z namiotu wiwatowały na jego cześć! Oczywiście tylko te, które mu kibicowały. Pozostałe, obrażone ostentacyjnie rzuciły fartuchami i odeszły z miejsca pracy. Starszy Pan szybko, jak na swoje możliwości, dorwał się do balkonika i ruszył za nimi, pewnie chcąc dogonić swoją wybrankę. Patrząc na środek jego lokomocji, wykonanie tego wydawało się wątpliwe.
Nunuś zachłannie połykał pierożki, które kilkanaście minut wcześniej wylądowały na ziemi.
- I co, dobre? - zapytał go złośliwie. A pies tylko popatrzył na niego uroczym wzrokiem pełnym potrzeby wybaczenia i radośnie zamachał ogonem.
- Chodź, zjemy gdzie indziej - zasugerował i na ten znak podał dłoń Pani Augentrost, by wkrótce ruszyć dalej.
http://forum.winkulia.eu/showthread.php?...&pid=25679
Zbliżyła się do niego i przyciągnęła za klapy marynarki, a zapach jej perfum delikatnie przebił się przez kuchenne aromaty pobliskich stoisk.
- Chcesz pamiątkę? Na pewno coś znajdziemy - powiedział z delikatnym uśmiechem, choć od tego czasu zaczął nerwowo rozglądać się wokół szukając jakiegoś odpowiedniego kramiku. Nawet nie wiedział z czego słynie Winkulia...
Już mieli kosztować pierożków z marchewkowym nadzieniem, kiedy pies nagle wyskoczył w górę, uderzając od spodu w blat stołu. Wszystkie przekąski poturlały się i upadły na ziemię. Joachim oparł łokcie na stole i nadal trzymając w rękach sztućce spojrzał się na Lieselotte pytającym wyrazem twarzy.
- Czy ten pies jest normalny? - zapytał, kiedy poczuł, jak najpierw pies, a później kot przebiegają mu po butach.
Drugi gonił pierwszego po całej okolicy, a ten szarżował slalomem pomiędzy ludźmi wytrącając dzieci z równowagi, doprowadzając je do upadku i płaczu z powodu lodów, które lądowały, to na ziemi, to na ich ubraniach. Jedna z kobiet widząc nadbiegające niebezpieczeństwo, szeroko rozstawiła nogi, a oba zwierzaki posłusznie przebiegły pomiędzy.
Zdawać by się mogło, ze jedynie panie gospodynie dobrze się bawią obserwując zmagania sprinterskie psa i kota. Część kibicowała kotu - była wśród nich chyba jego właścicielka. Inne trzymały kciuki za psem, co pewnie wynikały z faktu, zę wcześniej łypały zazdrośnie na tę pierwszą, kiedy jeden ze starszych winkulskich mężczyzn próbował z nią flirtować i umówić się na kawę przy partyjce w warcaby. Kiedy jedne krzyczały - Uciekaj! - drugie darły się - Goń go! - ostatecznie zaaferowane tą sytuacją zupełnie zapomniały o pierogach, które powoli przypalały się na licznie ustawionych patelniach. Pozostałą część właśnie rozgotowywała się w wielkim garze pełnym wody.
- Nunuś, no nie bądź leszczem! - krzyknął Cargalho spoglądając jak ten chaotycznie próbuje uciec od agresora. Pies jakby zmotywowany, postawił uszy ku górze i wbijając łapy w ziemię odwrócił się ku kotu napinająć grzbiet do ataku. Sierściuch zdębiał na ten widok. Pewnie do tej pory miał go za tchórza. Nunuś przystąpił do kontrataku i dziabiąc kota w ogon zmusił go do szybkiej ucieczki. Sam postanowił uznać rewanż za udany i posłusznie wrócił do stolika siadajac przy nodze Lieselotte.
Panie z namiotu wiwatowały na jego cześć! Oczywiście tylko te, które mu kibicowały. Pozostałe, obrażone ostentacyjnie rzuciły fartuchami i odeszły z miejsca pracy. Starszy Pan szybko, jak na swoje możliwości, dorwał się do balkonika i ruszył za nimi, pewnie chcąc dogonić swoją wybrankę. Patrząc na środek jego lokomocji, wykonanie tego wydawało się wątpliwe.
Nunuś zachłannie połykał pierożki, które kilkanaście minut wcześniej wylądowały na ziemi.
- I co, dobre? - zapytał go złośliwie. A pies tylko popatrzył na niego uroczym wzrokiem pełnym potrzeby wybaczenia i radośnie zamachał ogonem.
- Chodź, zjemy gdzie indziej - zasugerował i na ten znak podał dłoń Pani Augentrost, by wkrótce ruszyć dalej.
http://forum.winkulia.eu/showthread.php?...&pid=25679
![[Obrazek: eFNkaw1.png]](https://i.imgur.com/eFNkaw1.png)
