15 Sie 2022, 00:00:57
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15 Sie 2022, 00:14:53 przez Joachim Cargalho.)
Pies szlachetnej rasy zapożyczony od tajemniczej znajomej Lieselotte, właśnie dewastował starannie przygotowany stragan edelweisskich przysmaków. - Nunuś! - krzyknął w jego kierunku, próbując uruchomić swój autorytet. Okazało się, że dla psa nie miał on jednak go ani za grosz...
- Miał być szlachetnej krwi, a zachowuje się jakbyś go zabrała z osiedla sarmackiej mniejszości - skomentował zachowanie psa i ruszył za nim w stoisko.
- Przepraszam, przepraszam - mówił popychając ludzi stojących w kolejce po serowe specjały.
- Zostaw Leszka, no zostaw! - krzyczał z daleka, gdy czworonóg zabrał się za pałaszowanie pierwszego z edelweisskich serów. Ten sobie jednak nic z tego nie robił.
Cargalho przeskoczył przez ladę rozsypując kilka drobnych secesów, które właśnie ktoś tam położył.
- Proszę się nie przejmować, są bezwartościowe - szepnął do edelweisskiego sprzedawcy obiecując mu zwrot w klubekach.
- Nunuś, no chodź do wuja... - mówił już nieco zrozpaczony. Ten rozrywał w tym momencie serek fatimski. Cargalho natomiast potykał się właśnie o starannie wyselekcjonowany egzemplarz Pamba Ya Kondo, który gdzieś przypadkiem wylądował na ziemi.
- Mam Cię! - powiedział, rzucając się na psa i umaczając nos w nienazwanym jeszcze twarogu. Wziął go na ręce i przyniósł do Lieselotte, której wyraz twarzy na pewno odzwierciedlał wydarzenia mające miejsce przed chwilą.
- Przepraszamy, Państwa! Mamy problemy techniczne! Zapraszamy jutro - wykrzyczał do zebranych, których jęk niezadowolenia spowił całą okolicę. Nic dziwnego... wszyscy szaleli za tymi serami.
- Może lepiej stąd chodźmy - zasugerował Pani Augentrost, a przed nimi właśnie przebiegł jakiś nieznajomy człowiek, który kierował się do wychodka. "Przeklęte naleśniki" zdawać by się mogło, że mówił.
- Miał być szlachetnej krwi, a zachowuje się jakbyś go zabrała z osiedla sarmackiej mniejszości - skomentował zachowanie psa i ruszył za nim w stoisko.
- Przepraszam, przepraszam - mówił popychając ludzi stojących w kolejce po serowe specjały.
- Zostaw Leszka, no zostaw! - krzyczał z daleka, gdy czworonóg zabrał się za pałaszowanie pierwszego z edelweisskich serów. Ten sobie jednak nic z tego nie robił.
Cargalho przeskoczył przez ladę rozsypując kilka drobnych secesów, które właśnie ktoś tam położył.
- Proszę się nie przejmować, są bezwartościowe - szepnął do edelweisskiego sprzedawcy obiecując mu zwrot w klubekach.
- Nunuś, no chodź do wuja... - mówił już nieco zrozpaczony. Ten rozrywał w tym momencie serek fatimski. Cargalho natomiast potykał się właśnie o starannie wyselekcjonowany egzemplarz Pamba Ya Kondo, który gdzieś przypadkiem wylądował na ziemi.
- Mam Cię! - powiedział, rzucając się na psa i umaczając nos w nienazwanym jeszcze twarogu. Wziął go na ręce i przyniósł do Lieselotte, której wyraz twarzy na pewno odzwierciedlał wydarzenia mające miejsce przed chwilą.
- Przepraszamy, Państwa! Mamy problemy techniczne! Zapraszamy jutro - wykrzyczał do zebranych, których jęk niezadowolenia spowił całą okolicę. Nic dziwnego... wszyscy szaleli za tymi serami.
- Może lepiej stąd chodźmy - zasugerował Pani Augentrost, a przed nimi właśnie przebiegł jakiś nieznajomy człowiek, który kierował się do wychodka. "Przeklęte naleśniki" zdawać by się mogło, że mówił.
![[Obrazek: eFNkaw1.png]](https://i.imgur.com/eFNkaw1.png)
