14 Sie 2022, 23:45:44
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14 Sie 2022, 23:48:03 przez Natalia von Lichtenstein.)
Podróż do kraju, którego nazwy Lieselotte nawet nie potrafiła dobrze wymówić, trwała jak zwykle wieczność. Na szczęście czas umilał im piesek, którego dziewczyna pożyczyła od pewnej znajomej. Zwierzak może i wyglądał na wychudzonego, za to bardzo szybko zawierał przyjaźnie. Szczególnie upodobał sobie właśnie Lewego Faktotum. Czule lizał mu stopy, nos. Upraszał się o głaskanie. I bardzo wygodnie czuł się na jego kolanach, ale również i ramionach, plecach. A gdyby tylko mógł, wszedłby mu na głowę…
- Nazywa się Nunuś. –odpowiedziała towarzyszowi Lieselotte, gdy zwierzak dreptał skocznie łapkami po wilkulijskim bruku – Podobno to pies rasy Fabianek. Ma bardzo wyczulony węch i potrafi wyczuć każdą nieporządaną substancję w jedzeniu. Ale musi też trzymać bardzo restrykcyjną dieeee…. tę! – rzuciła Lieselotte, gdy zwierzak pociągnął ją za smycz i ruszył z powrotem na stosko z serami. Tuptała za nim nieudolnie na szpilkach, gdy pies zarzucił przednie łapy na stoisko i zanurzył pysk w Leszku Sepial, a potem szamocząc paszczą na prawo i lewo próbował go rozerwać na strzępy. – Nununu! Nunuś! – piszczała Lieselotte, szybko przekonując się, skąd takie imię dla pieska.
Wygłodniałe psisko nie zdążyło nacieszyć się jednym serem, gdy kolejne pojawiały się przed jego wyłupiastymi oczami. Oblizywał się łapczywie jęzorem, oblewając wszystko wokół śliną. Zerwał się ze smyczy i wskoczył na stolik, depcząc serek fatimski, tylko po to, by mieć lepszy skok w kierunku pamby. Wybił się i pięknym łukiem wylądował przy Ya Kondoo, lecz zanim go bezwstydnie spałaszował, zobaczył zwisającą na sznurku… Garamondówkę…
- HAUHAU! – zaszczekał bojowo.
- Nazywa się Nunuś. –odpowiedziała towarzyszowi Lieselotte, gdy zwierzak dreptał skocznie łapkami po wilkulijskim bruku – Podobno to pies rasy Fabianek. Ma bardzo wyczulony węch i potrafi wyczuć każdą nieporządaną substancję w jedzeniu. Ale musi też trzymać bardzo restrykcyjną dieeee…. tę! – rzuciła Lieselotte, gdy zwierzak pociągnął ją za smycz i ruszył z powrotem na stosko z serami. Tuptała za nim nieudolnie na szpilkach, gdy pies zarzucił przednie łapy na stoisko i zanurzył pysk w Leszku Sepial, a potem szamocząc paszczą na prawo i lewo próbował go rozerwać na strzępy. – Nununu! Nunuś! – piszczała Lieselotte, szybko przekonując się, skąd takie imię dla pieska.
Wygłodniałe psisko nie zdążyło nacieszyć się jednym serem, gdy kolejne pojawiały się przed jego wyłupiastymi oczami. Oblizywał się łapczywie jęzorem, oblewając wszystko wokół śliną. Zerwał się ze smyczy i wskoczył na stolik, depcząc serek fatimski, tylko po to, by mieć lepszy skok w kierunku pamby. Wybił się i pięknym łukiem wylądował przy Ya Kondoo, lecz zanim go bezwstydnie spałaszował, zobaczył zwisającą na sznurku… Garamondówkę…
- HAUHAU! – zaszczekał bojowo.
