14 Lip 2022, 01:18:20
Widzę, że temat bialeńsko-brodryjski (bo ciężko obecnie go rozdzielić) cieszy się sporym zainteresowaniem w Winkulii.
Więc może postaram się podsumować, jak to wygląda z mojej perspektywy, maksymalnie skrótowo, żeby komukolwiek chciało się przeczytać.
Ja z Iwanem nie jestem w żadnym konflikcie i raczej takie wymiany zdań, jakie miały miejsce w ostatnich dniach, nie będą się powtarzać. Jeszcze zanim podjęliśmy z Rononem decyzje o opuszczeniu Bialenii, Ronon pokłócił się z Iwanem. A jako, że ja z Rononem przez lata współpracowałem, pewien z kolegów Iwana (chyba każdy zainteresowany wie o kogo chodzi) postanowił przy okazji trochę mi dowalić. Może trochę te kłótnie przyspieszyły moją decyzję o wycofaniu się, ale nie była to główna przyczyna. Przede wszystkim - znudziłem się Bialenią, a może i ogólnie mikroświatem. W praktyce od dłuższego czasu miałem trzy sytuacje egzystencjalne w Bialenii, cyklicznie się powtarzające (w różnej kolejności):
- ja jestem prezydentem - mam motywację do aktywności i odczuwam sprawczość, ale jednocześnie czuję dużą presję, żeby kraj dobrze się rozwijał; w efekcie nie ubiegam się o reelekcję, bo mam dość.
- prezydentem jest Ronon lub Ametyst - jest okej, zajmuję się jakimiś pobocznymi rzeczami, po pewnym czasie zaczynam się nudzić, ale z poczucia obowiązku i lojalności wobec prezydenta trwam na posterunku.
- prezydentem zostaje ktoś inny, dla urozmaicenia i zabicia nudy - nawet jeśli ja się z tą osobą dobrze dogaduję, to zaraz osoby mi nieprzychylne (a zwłaszcza jedna taka osoba) zaczynają nastawiać prezydenta przeciwko mnie, wmawiając mu, że ja będę próbował wszystkim sterować z tylnego siedzenia. Zaczynają się inby, na początku małe, a później wymykające się spod kontroli, które w efekcie prowadzą do zniechęcenia większości Bialeńczyków. Aczkolwiek tym razem czynnikiem zapalnym był konflikt na linii Pietrow-Dex, a nie Ordyński-Medycejski.
Cóż, postanowiłem wyjść z tego zaklętego kręgu. Początkowo chciałem w ogóle odejść z mikroświata, no ale jak widzicie - jestem tu znowu. Pewnie nie będę jakoś super aktywny, ale całkiem nie zaglądać chyba już nie potrafię.
Wracając do głównego wątku... Moje nieporozumienie z Iwanem (już wyjaśnione) postanowił wykorzystać Piotr Romanow, przy okazji wysuwając roszczenia do tronu Brodrii. Chyba jednak zauważył już, że nie ma to większego sensu. Forum z nagłówkiem "Brodria" może oczywiście stworzyć sobie każdy. Ale funkcjonującej Brodrii chyba już nie potrafi stworzyć nikt. Przecież w ostatnim czasie poza Iwanem (którego Brodria - bądźmy szczerzy - nie funkcjonuje) krajem tym rządziłem też ja, Piotr, Grutin. Za każdym razem wyglądało to tak samo - nie było ludzi chętnych do działania na dłuższą metę. Teraz tym bardziej nie będzie.
Moim zdaniem najlepiej będzie, jeśli każdy spośród skonfliktowanych lub "skonfliktowanych" pójdzie w swoją stronę. Ronon działa w Leocji, ja obecnie przebywam w Muratyce, Piotr głównie w Edelweiss (o ile jestem na bieżąco), a Iwan może w Bialenii realizować swoje wizje. Pewnie, że szkoda, że nie potrafiliśmy się wszyscy dogadać. Stowarzyszenie bialeńsko-brodryjskie mogłoby być fajnym i aktywnym miejscem, gdybyśmy wszyscy czterej potrafili zasiąść do stołu i się porozumieć. Ale cóż, chyba nie jest to możliwe, były już podejmowane takie próby (jeszcze kilka miesięcy temu mieliśmy wszyscy odbudowywać Brodrię), ale kończyło się jak zwykle...
Więc może postaram się podsumować, jak to wygląda z mojej perspektywy, maksymalnie skrótowo, żeby komukolwiek chciało się przeczytać.
Ja z Iwanem nie jestem w żadnym konflikcie i raczej takie wymiany zdań, jakie miały miejsce w ostatnich dniach, nie będą się powtarzać. Jeszcze zanim podjęliśmy z Rononem decyzje o opuszczeniu Bialenii, Ronon pokłócił się z Iwanem. A jako, że ja z Rononem przez lata współpracowałem, pewien z kolegów Iwana (chyba każdy zainteresowany wie o kogo chodzi) postanowił przy okazji trochę mi dowalić. Może trochę te kłótnie przyspieszyły moją decyzję o wycofaniu się, ale nie była to główna przyczyna. Przede wszystkim - znudziłem się Bialenią, a może i ogólnie mikroświatem. W praktyce od dłuższego czasu miałem trzy sytuacje egzystencjalne w Bialenii, cyklicznie się powtarzające (w różnej kolejności):
- ja jestem prezydentem - mam motywację do aktywności i odczuwam sprawczość, ale jednocześnie czuję dużą presję, żeby kraj dobrze się rozwijał; w efekcie nie ubiegam się o reelekcję, bo mam dość.
- prezydentem jest Ronon lub Ametyst - jest okej, zajmuję się jakimiś pobocznymi rzeczami, po pewnym czasie zaczynam się nudzić, ale z poczucia obowiązku i lojalności wobec prezydenta trwam na posterunku.
- prezydentem zostaje ktoś inny, dla urozmaicenia i zabicia nudy - nawet jeśli ja się z tą osobą dobrze dogaduję, to zaraz osoby mi nieprzychylne (a zwłaszcza jedna taka osoba) zaczynają nastawiać prezydenta przeciwko mnie, wmawiając mu, że ja będę próbował wszystkim sterować z tylnego siedzenia. Zaczynają się inby, na początku małe, a później wymykające się spod kontroli, które w efekcie prowadzą do zniechęcenia większości Bialeńczyków. Aczkolwiek tym razem czynnikiem zapalnym był konflikt na linii Pietrow-Dex, a nie Ordyński-Medycejski.
Cóż, postanowiłem wyjść z tego zaklętego kręgu. Początkowo chciałem w ogóle odejść z mikroświata, no ale jak widzicie - jestem tu znowu. Pewnie nie będę jakoś super aktywny, ale całkiem nie zaglądać chyba już nie potrafię.
Wracając do głównego wątku... Moje nieporozumienie z Iwanem (już wyjaśnione) postanowił wykorzystać Piotr Romanow, przy okazji wysuwając roszczenia do tronu Brodrii. Chyba jednak zauważył już, że nie ma to większego sensu. Forum z nagłówkiem "Brodria" może oczywiście stworzyć sobie każdy. Ale funkcjonującej Brodrii chyba już nie potrafi stworzyć nikt. Przecież w ostatnim czasie poza Iwanem (którego Brodria - bądźmy szczerzy - nie funkcjonuje) krajem tym rządziłem też ja, Piotr, Grutin. Za każdym razem wyglądało to tak samo - nie było ludzi chętnych do działania na dłuższą metę. Teraz tym bardziej nie będzie.
Moim zdaniem najlepiej będzie, jeśli każdy spośród skonfliktowanych lub "skonfliktowanych" pójdzie w swoją stronę. Ronon działa w Leocji, ja obecnie przebywam w Muratyce, Piotr głównie w Edelweiss (o ile jestem na bieżąco), a Iwan może w Bialenii realizować swoje wizje. Pewnie, że szkoda, że nie potrafiliśmy się wszyscy dogadać. Stowarzyszenie bialeńsko-brodryjskie mogłoby być fajnym i aktywnym miejscem, gdybyśmy wszyscy czterej potrafili zasiąść do stołu i się porozumieć. Ale cóż, chyba nie jest to możliwe, były już podejmowane takie próby (jeszcze kilka miesięcy temu mieliśmy wszyscy odbudowywać Brodrię), ale kończyło się jak zwykle...
