• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Helmut Cezar: Opowieść cykliczna"
#3
HELMUT CEZAR
Opowieść cykliczna
CZĘŚĆ IV: BRAWA DLA STAŻAKÓW
Twarz Podpublikusa nie zdradzała strachu, a tylko to, co zawsze - populizm. By ludziom żyło się lepiej i inne tandetne hasła. Jedno z nich zeszło z jego czoła na usta i zostało niezwłocznie wyemitowane w postaci dźwięku: - Przybywamy w pokoju! Tylko tu przechodzimy! - Te dwie sprzeczne frazy były słowami nadzwyczaj pochopnymi, szczególnie, gdy zostały wypowiedziane do dwóch tuzinów wojów z dzidami i łukami, nieznających chyba żadnego języka poza głosem przemocy. Trwała konfrontacja, konkurs na mierzenie się wzrokiem: Podpublikus versus wojownika Helmut kontra łucznik. Wreszcie z gromady barbarzyńskiej wyłonił się człowiek uosabiający na tle swych towarzyszy cywilizację ciałem, a degenerację wzrokiem. - Parzydłos udos naginanos niezastany przez was nieszczęśliwców, ale my zaprowadzić was do wodza - powiedział ów człowiek łamaną amatorszczyzną. Był jednak konsekwentny w swych słowach i czynach. Wojowie zaraz otoczyli Podpublikusa, Helmuta i ich kompanów w wyprawie. Potem zaczęli ich wręcz pchać dokądś. Droga upłynęła w milczeniu. Kilka kroków, kilkanaście, kilkadziesiąt. Monotonia lasu postanowiła ustąpić blaskom polany, uroczyska i dużego złoconego pawilonu na terenie tym osiadłego. W jego cieniu skryty był duży tron obłożony szmaragdami, lecz pusty. Nagle ze wszystkich stron naraz i każdej z osobna rozległ się piskliwy głos, zakłócający ciszę natury: - A więc to wy! Obserwowałem was z mymi ludźmi od dłuższego czasu - nastąpiła konsternacja, niemal popłoch: gdzie jest mówca? Czy kryje się w którymś z obwieszonych papierami, krótkimi poematami, utworami literackimi? A może jest ukryty w tronie? Co się dzieje? Tymczasem nieznajomy kontynuował: - Zakłóciliście czystość rasową i narodową Związku Alebongo i spokój jego księcia... Czyli mnie. Arcyjegowysokości Artera Karbida! - Po tych słowach nastąpiła długa przerwa. Z pytań zadawanych sobie przez Helmutusa odeszło to o Karbida. Teraz już się przekonał, kim on jest. A mimo to irytacja położeniem kipiała w nim. Czas ciszy minął. Zza jednego z drzew wyszedł człowiek nadzwyczaj niski o twarzy zaczerwienionej z oczami urodzonego władcy absolutnego. Helmutus nie wytrzymał. Nerwy mu puściły. Rzucił się na stojącego obok wojownika. Ten zaczął się szamotać, a kilku kolejnych ruszyło na walczących. Podpublikus wyciągnął szablę i ciął dwóch z nich. Rozległ się okrzyk: - Naprzód stażacy, wojownicy na stażu u władcy! - W tamtym momencie było już wiadomo, że nie mają szans ze sprawnym szermierzem jakim był Podpublikus. Zaczęli uciekać. Jego Arcywysokość uczynił to samo, co wojowie, nawet ich prześcigając. Tak właśnie przebiegł ten ciekawy incydent, w wyniku którego Jakus Nijakus z towarzyszami ruszyli dalej zaopatrzeni w spore ilości wierszy zdartych z drzew, do których były one przyklejone. Wiersze te miały zostać przeznaczone do spalenia zamiast patyków przy następnym postoju.
August van Hagsen de la Sparasan


Wiadomości w tym wątku

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości