22 Mar 2021, 16:20:19
Od operacji minęło już dobrych kilkanaście godzin, a chyba nawet doba. Nikt z osób przebywających w pokoju już tego nie pamiętał - wszystko działo się tak szybko, że nikt nie zwracał uwagi na upływający dookoła czas, na wydarzenia rozgrywające się na zewnątrz tego szpitala...
Doktor Kryegmann jako jedyny z tego zespołu medycznego nie przebywał w pokoju, którym leżał Żmigrodzki. Uznał, że wystarczająco już napatrzył się na poprzecinane kulami ciało tymczasowego prezydenta, gdy go operował kilka godzin temu. Stał teraz na korytarzu tuż obok pokoju Żmigrodzkiego i odbierał z automatu styropianowy kubek czarnej kawy. Gdy usiadł i wziął kilka jej łyków, nagle wzdrygnął się. Poczuł intensywną gorycz, nie tylko za pośrednictwem zmysłu smaku, ale i też węchu.
Wiedział, że to przez zakodowane w głębi jego umysłu wydarzenia, które miejsce miały podczas operacji. Kiedy już Żmigrodzki był na stole operacyjnym, Kryegmann zaczął rozcinać lekko ranę na podbrzuszu, aby uzyskać lepszy dostęp do kuli. Wziął szczypce i zaczął jej szukać. Po chwili znalazł mały metalowy obiekt, który po chwili wyciągnął. Gdy był już on na zewnątrz ciała polityka, nagle w otoczeniu rozbiegł się gorzki zapach. Kryegmann oraz reszta zespołu zastanawiała się nad źródłem tego zapachu, gdy przemówił anestozjolog Kriepke:
- To pachnie... te kule... kurwa, ten siyahijski zjeb pokrył je trucizną... - wypalił nagle Kriepke, syn winkulijskiego chłopa z centralnej części kraju.
- To wyjaśniało by dlaczego on jest taki osłabiony... - powiedział Kryegmann. - Dobra, musimy go najpierw zoperować, potem dajemy mu odtrutkę. Miejmy nadzieję, że zadzia...
- Panie doktorze - usłyszał głos nad sobą.
Zamyślony Kryegmann podniósł głowę. Stała nad nim doktor Grigorjewicz, młodsza o kilka lat od niego.
- Tak? - spytał się lekko onieśmielony. - Coś z pacjentem?
- Nie, pacjent jak na razie bez zmian. - odparła, uśmiechając się lekko. - Pani Hauer chciałaby zamienić słówko... - urwała, powstrzymując równocześnie swój złośliwy grymas.
Mecenas Anastazja Maja Hauer, lub też jak mówi się na nią zazwyczaj w przestrzeni publicznej - Majka Hauer. Oficjalnie - jeden z najbardziej zaufanych prawników Mateusza Żmigrodzkiego, jednocześnie zarządca nieruchomości należących do Żmigrodzkiego (których notabene mu nie brakuje!). Nieoficjalnie - jak donoszą lokalne tabloidy oraz ogólnokrajowy dziennik egvalistów "Nation-Kampf" - w zależności od wersji: "towarzyszka życia" lub jak woli mówić Kriepke: dupa Żmigrodzkiego. Sam Kryegmann po prostu wolał określenie kochanka. Ogólnie to odkąd te plotki się pojawiły w mediach, to w nie nie wierzył. W końcu Żmigrodzkiemu jako byłemu rotryjskiemu seminarzyście było bliżej do celibatu, tak przynajmniej sądził. Dlatego wielce zaskoczony był Kryegmann, gdy w szpitalu w Międzyzdrojach tuż po tym jak zjawił się Żmigrodzki, pojawiła się nagle roztrzęsiona i znerwicowana Majka Hauer.
Kryegmann wypił kawę do końca, wyrzucił kubek do metalowego kosza i wszedł z Grigorjewicz do zaciemnionego pokoju. Ten oto szpitalny pokój, który przeznaczony był dla czterech pacjentów, został przekształcony w jednoosobowy pokój, specjalnie dla Prezydenta Żmigrodzkiego. "To się dopiero nazywa tanie państwo" - stwierdzał w myślach. W środku znajdowało się dosyć spora gromadka osób. Przy jednej ścianie, siedzieli na krzesłach lub stali członkowie zespołu medycznego Kryegmanna. Przy oknie i przy drzwiach wejściowych siedzieli ochroniarze z Żandarmerii Wojskowej. Przy ścianie będącej naprzeciwko tej okupywanej przez medyków stała cała aparatura medyczna i łóżko, w którym leżał nieprzytomny Żmigrodzki. Obok tego łóżka siedziała na taboreciku wcześniej wspomniana mecenas Hauer. Po chwili zauważyła doktora Kryegmanna, po czym wstała i podeszła do niego.
- Dzień dobry Panie doktorze, moglibyśmy zamienić słówko na osobności? - spytała lekko drżącym głosem Hauer.
Dopiero teraz Kryegmann mógł się jej dobrze przyjrzeć. Dsyć wysoka, gdzieś z metr siedmdziesiąt wzrostu, co na Winkulię jest imponującym wynikiem, choć nie... to chyba przez te szpilki, włosy koloru ciemny brąz spięte na azjatycką modłę, czyli w kok, z czego część wychodziła i przesłaniała jej częściowo twarz. Ubrana była w czarną suknię, w ręce kurczowo - chyba z nerwów - trzymała czarną torebkę, jej szpilki także czarne. Ogólnie wyglądała jakby już przechodziła żałobę po Żmigrodzkim.
- Tak, oczywiście... - odparł spoglądając na medyków, którzy szybko opuścili salę. Oprócz nich, byli już tylko żołnierze, którzy i tak raczej nie sprzedają plotek.
- Panie doktorze - zaczęła. - Kiedy Mateu... Pan Prezydent się wybudzi? - jej sposób mówienia po winkulijsku niczym nie przypominał standardowej odmiany.
- Ciężko mi to stwierdzić, potrzebuje on czasu, aby zregenerować swoje si...
Nagle obydwoje usłyszeli dźwięk przypominający charczenie. Spojrzeli w stron, z której ono dobiegało. Dobiegało ono od Żmigrodzkiego, który zaczął charczeć, po czym otworzył nagle oczy. Hauer szybko podbiegła do niego. Kryegmann wybiegł na korytarz i zawołał pielęgniarki, aby zajęły się pacjentem. Gdy już Żmigrodzki rozbudził się na dobre, zapytał się:
- Co z wyborami?
- Dwóch kandydatów jest - powiedział w tle Kriepke - Kardacz i Otton.
- Mhm - odparł przełykając ślinę. Myślał przez chwilę po czym odparł: - Anas... Pani mecenas - poprawił się - proszę przygotować wysłać faks do Kanugardu, w którym oddaję głos na Hohenburga.
Wokół rozległ się szmer - jak to możliwe, że Żmigrodzki nie będzie kandydował? Jednak on i jego towarzyszka życia, mieli już w głowie ułożony dalekosiężny, bardziej skomplikowany plan...
Doktor Kryegmann jako jedyny z tego zespołu medycznego nie przebywał w pokoju, którym leżał Żmigrodzki. Uznał, że wystarczająco już napatrzył się na poprzecinane kulami ciało tymczasowego prezydenta, gdy go operował kilka godzin temu. Stał teraz na korytarzu tuż obok pokoju Żmigrodzkiego i odbierał z automatu styropianowy kubek czarnej kawy. Gdy usiadł i wziął kilka jej łyków, nagle wzdrygnął się. Poczuł intensywną gorycz, nie tylko za pośrednictwem zmysłu smaku, ale i też węchu.
Wiedział, że to przez zakodowane w głębi jego umysłu wydarzenia, które miejsce miały podczas operacji. Kiedy już Żmigrodzki był na stole operacyjnym, Kryegmann zaczął rozcinać lekko ranę na podbrzuszu, aby uzyskać lepszy dostęp do kuli. Wziął szczypce i zaczął jej szukać. Po chwili znalazł mały metalowy obiekt, który po chwili wyciągnął. Gdy był już on na zewnątrz ciała polityka, nagle w otoczeniu rozbiegł się gorzki zapach. Kryegmann oraz reszta zespołu zastanawiała się nad źródłem tego zapachu, gdy przemówił anestozjolog Kriepke:
- To pachnie... te kule... kurwa, ten siyahijski zjeb pokrył je trucizną... - wypalił nagle Kriepke, syn winkulijskiego chłopa z centralnej części kraju.
- To wyjaśniało by dlaczego on jest taki osłabiony... - powiedział Kryegmann. - Dobra, musimy go najpierw zoperować, potem dajemy mu odtrutkę. Miejmy nadzieję, że zadzia...
- Panie doktorze - usłyszał głos nad sobą.
Zamyślony Kryegmann podniósł głowę. Stała nad nim doktor Grigorjewicz, młodsza o kilka lat od niego.
- Tak? - spytał się lekko onieśmielony. - Coś z pacjentem?
- Nie, pacjent jak na razie bez zmian. - odparła, uśmiechając się lekko. - Pani Hauer chciałaby zamienić słówko... - urwała, powstrzymując równocześnie swój złośliwy grymas.
Mecenas Anastazja Maja Hauer, lub też jak mówi się na nią zazwyczaj w przestrzeni publicznej - Majka Hauer. Oficjalnie - jeden z najbardziej zaufanych prawników Mateusza Żmigrodzkiego, jednocześnie zarządca nieruchomości należących do Żmigrodzkiego (których notabene mu nie brakuje!). Nieoficjalnie - jak donoszą lokalne tabloidy oraz ogólnokrajowy dziennik egvalistów "Nation-Kampf" - w zależności od wersji: "towarzyszka życia" lub jak woli mówić Kriepke: dupa Żmigrodzkiego. Sam Kryegmann po prostu wolał określenie kochanka. Ogólnie to odkąd te plotki się pojawiły w mediach, to w nie nie wierzył. W końcu Żmigrodzkiemu jako byłemu rotryjskiemu seminarzyście było bliżej do celibatu, tak przynajmniej sądził. Dlatego wielce zaskoczony był Kryegmann, gdy w szpitalu w Międzyzdrojach tuż po tym jak zjawił się Żmigrodzki, pojawiła się nagle roztrzęsiona i znerwicowana Majka Hauer.
Kryegmann wypił kawę do końca, wyrzucił kubek do metalowego kosza i wszedł z Grigorjewicz do zaciemnionego pokoju. Ten oto szpitalny pokój, który przeznaczony był dla czterech pacjentów, został przekształcony w jednoosobowy pokój, specjalnie dla Prezydenta Żmigrodzkiego. "To się dopiero nazywa tanie państwo" - stwierdzał w myślach. W środku znajdowało się dosyć spora gromadka osób. Przy jednej ścianie, siedzieli na krzesłach lub stali członkowie zespołu medycznego Kryegmanna. Przy oknie i przy drzwiach wejściowych siedzieli ochroniarze z Żandarmerii Wojskowej. Przy ścianie będącej naprzeciwko tej okupywanej przez medyków stała cała aparatura medyczna i łóżko, w którym leżał nieprzytomny Żmigrodzki. Obok tego łóżka siedziała na taboreciku wcześniej wspomniana mecenas Hauer. Po chwili zauważyła doktora Kryegmanna, po czym wstała i podeszła do niego.
- Dzień dobry Panie doktorze, moglibyśmy zamienić słówko na osobności? - spytała lekko drżącym głosem Hauer.
Dopiero teraz Kryegmann mógł się jej dobrze przyjrzeć. Dsyć wysoka, gdzieś z metr siedmdziesiąt wzrostu, co na Winkulię jest imponującym wynikiem, choć nie... to chyba przez te szpilki, włosy koloru ciemny brąz spięte na azjatycką modłę, czyli w kok, z czego część wychodziła i przesłaniała jej częściowo twarz. Ubrana była w czarną suknię, w ręce kurczowo - chyba z nerwów - trzymała czarną torebkę, jej szpilki także czarne. Ogólnie wyglądała jakby już przechodziła żałobę po Żmigrodzkim.
- Tak, oczywiście... - odparł spoglądając na medyków, którzy szybko opuścili salę. Oprócz nich, byli już tylko żołnierze, którzy i tak raczej nie sprzedają plotek.
- Panie doktorze - zaczęła. - Kiedy Mateu... Pan Prezydent się wybudzi? - jej sposób mówienia po winkulijsku niczym nie przypominał standardowej odmiany.
- Ciężko mi to stwierdzić, potrzebuje on czasu, aby zregenerować swoje si...
Nagle obydwoje usłyszeli dźwięk przypominający charczenie. Spojrzeli w stron, z której ono dobiegało. Dobiegało ono od Żmigrodzkiego, który zaczął charczeć, po czym otworzył nagle oczy. Hauer szybko podbiegła do niego. Kryegmann wybiegł na korytarz i zawołał pielęgniarki, aby zajęły się pacjentem. Gdy już Żmigrodzki rozbudził się na dobre, zapytał się:
- Co z wyborami?
- Dwóch kandydatów jest - powiedział w tle Kriepke - Kardacz i Otton.
- Mhm - odparł przełykając ślinę. Myślał przez chwilę po czym odparł: - Anas... Pani mecenas - poprawił się - proszę przygotować wysłać faks do Kanugardu, w którym oddaję głos na Hohenburga.
Wokół rozległ się szmer - jak to możliwe, że Żmigrodzki nie będzie kandydował? Jednak on i jego towarzyszka życia, mieli już w głowie ułożony dalekosiężny, bardziej skomplikowany plan...
