03 Gru 2020, 15:26:48
Hurrdurov był półprzytomny. Wszystkie ostatnie wydarzenia mu się mieszały, a wydarzenia działy się bardzo szybko. Ktoś wszedł, postawny, korpulentny, w garniturze. Usiadł naprzeciw i zaczął zadawać pytania, które oczywiście pozostawały bez wyraźnej odpowiedzi. Następował jedynie bełkot ze strony Hurrdurova, oczywiście wszystkiemu zaprzeczał. Groźby użycia dziwnych narzędzi nie pomagały. Natomiast przeszukanie ujawniło fakt, że już wcześniej sam pracował nad tą sprawą. Nie znaleźli niczego jasno świadczącego o tym, że Hurrdurov był spiskowcem. Choć i nic tego nie wykluczało. Zostawili go tak, w ciszy i chłodzie. Niedługo potem jednak usłyszał jakieś dźwięki na zewnątrz. Mało pamiętał, mało wiedział. Przyjechali jacyś ludzie... Prowadzili go dokądś. Wyglądali niepozornie, pewnie esbecy. Szli dalej po tym dużym budynku, aż wreszcie dotarli do jakiegoś gabinetu, pustego i posadzili go na krześle. Jeden stanął z prawej, drugi z lewej. Nagle ktoś wszedł. Zapachniało jakby lasem, górami. Nie dało się nie poznać tego głosu.
