02 Gru 2020, 22:39:49
Zaczynała się noc. W jakimś podrzędnym hoteliku w Krasnodarsku Hurrdurov siedział przy stole, na którym leżało kilka pism, kilka zdjęć, stał odbiornik radiowy. Mrok owijał wszystko dookoła i nawet blade światło latarni ulicznych go nie rozwiewało. Pokój, poza najbliższym otoczeniem niewielkiej lampy, spowijał mrok. Radio Krasnodarsk milczało, żadnych wieści od czasu tego dzisiejszego komunikatu. Nagle zadzwonił stojący na stole telefon. Odebrał. To było tylko jedno słowo, wypowiedziane łamanym amatorskim: Wiñijç. Posłuchał, zebrał wszystkie gazety i zdjęcia ze stołu i opuścił hotel. Szedł naprzód, wiedziony intuicją.
Trochę później do hotelu wtargnęła grupa osobników, ale tego kogo szukali już tam nie było. Od recepcjonisty dowiedzieli się, że wyszedł jakiś czas temu.
Trochę później do hotelu wtargnęła grupa osobników, ale tego kogo szukali już tam nie było. Od recepcjonisty dowiedzieli się, że wyszedł jakiś czas temu.
