07 Sie 2020, 20:57:15
Tymczasem w Anater...
- Panie Prezesie! Słyszał Pan co się dzieje?
- Tak oczywiście, że słyszałem. Kardacz to dopiero jest stary drań. - odchrząknął Żmigrodzki. - Dostaliśmy od niego depeszę. Zaprasza nas do przyjęcia jego zwierzchnictwa.
- To co? Chyba musimy przyjąć? W końcu oni nas rozgromią, jak tego nie zrobimy - powiedział przejętym głosem sekretarz
- Niekoniecznie - odparł Żmigrodzki. - Panie Hermann, proszę powiedzieć, nasza partia na jakiej formie zarządzania się opiera?
- Na demokracji bezpośredniej?
- Dokładnie tak! Panie Hermann, proszę rozesłać do wszystkich komisarzy ludowych depeszę.
- Jaką?
- O tym, iż zwołuję jeszcze na dzisiejszą noc Plenum Nadzwyczajne Folksbundu ws. ostatnich wydarzeń w WRE. Na nim podejmiemy decyzję, czy jak się ustosunkować do zaproszenia Kardacza. W końcu to ważna decyzja dla państwa, więc to Plenum powinno o tym zadecydować.
- Tak jest Panie prezesie. Coś jeszcze?
- Dwie sprawy. Pierwsza to miejsce Plenum. Zrobimy je w tej hali sportowej na obrzeżach Anater. Wyślij tam nasze bojówki i zastępy starszaków z Futuru, po to aby wojsko, czy Folksguarde się nam tam nie napatoczyło.
- Dobrze, załatwię to. A druga sprawa?
- Czy Arbetenfront ma już przewodniczącego?
- Nie, jeszcze nie było okazji aby go wybrać.
- Dobrze, w takim razie zarządzam przywrócenie w prawach członka partii Perkisa. Potrzebny jest nam ktoś, kto dobrze zmobilizuje robotników, chłopów i inteligencję, zanim to się rozprzestrzeni poza miasto.
- Ale przecież Perkisa Pan wywalił? Musi mu Pan coś...
- Dostaje awans z komisarza ludowego w Vihres na wiceprezesa partii. A co do tego przepisu, że szefa Arbetenfrontu wybiera Plenum partii... Jest też przepis, że mogę nieco wykraczać poza swoje kompetencje w przypadkach nadzwyczajnych. To tak zróbmy, Plenum najwyżej później ten dekret partyjny zatwierdzi.
- Dobrze, tak jest! - wybiegł entuzjastycznie sekretarz biura prezesa Żmigrodzkiego
- Panie Prezesie! Słyszał Pan co się dzieje?
- Tak oczywiście, że słyszałem. Kardacz to dopiero jest stary drań. - odchrząknął Żmigrodzki. - Dostaliśmy od niego depeszę. Zaprasza nas do przyjęcia jego zwierzchnictwa.
- To co? Chyba musimy przyjąć? W końcu oni nas rozgromią, jak tego nie zrobimy - powiedział przejętym głosem sekretarz
- Niekoniecznie - odparł Żmigrodzki. - Panie Hermann, proszę powiedzieć, nasza partia na jakiej formie zarządzania się opiera?
- Na demokracji bezpośredniej?
- Dokładnie tak! Panie Hermann, proszę rozesłać do wszystkich komisarzy ludowych depeszę.
- Jaką?
- O tym, iż zwołuję jeszcze na dzisiejszą noc Plenum Nadzwyczajne Folksbundu ws. ostatnich wydarzeń w WRE. Na nim podejmiemy decyzję, czy jak się ustosunkować do zaproszenia Kardacza. W końcu to ważna decyzja dla państwa, więc to Plenum powinno o tym zadecydować.
- Tak jest Panie prezesie. Coś jeszcze?
- Dwie sprawy. Pierwsza to miejsce Plenum. Zrobimy je w tej hali sportowej na obrzeżach Anater. Wyślij tam nasze bojówki i zastępy starszaków z Futuru, po to aby wojsko, czy Folksguarde się nam tam nie napatoczyło.
- Dobrze, załatwię to. A druga sprawa?
- Czy Arbetenfront ma już przewodniczącego?
- Nie, jeszcze nie było okazji aby go wybrać.
- Dobrze, w takim razie zarządzam przywrócenie w prawach członka partii Perkisa. Potrzebny jest nam ktoś, kto dobrze zmobilizuje robotników, chłopów i inteligencję, zanim to się rozprzestrzeni poza miasto.
- Ale przecież Perkisa Pan wywalił? Musi mu Pan coś...
- Dostaje awans z komisarza ludowego w Vihres na wiceprezesa partii. A co do tego przepisu, że szefa Arbetenfrontu wybiera Plenum partii... Jest też przepis, że mogę nieco wykraczać poza swoje kompetencje w przypadkach nadzwyczajnych. To tak zróbmy, Plenum najwyżej później ten dekret partyjny zatwierdzi.
- Dobrze, tak jest! - wybiegł entuzjastycznie sekretarz biura prezesa Żmigrodzkiego
