23 Mar 2020, 22:02:11
Prezydent modlił się w swoim biurze, odmawiając brewiarz, gdy nagle zaczął słyszeć za oknami okrzyki i gwizdy. Wyjrzał przez okno, a tam przy skrzydle północnym Zamku stał tłum ludzi. Żmigrodzki mógł zauważyć ludzi z flagami SPR, najstarszego ugrupowania politycznego w Winkulii. Podszedł do telefon i wezwał sekretarkę, ta weszła i się spytał:
- Co się dzieje?
- Panie Prezydencie, to SPR-owcy wezwali do marszu na Kanugard.
- Z jakiego powodu?
- Lud jest niezadowolony z obecnej sytuacji, domaga się reform konstytucyjnych, gospodarczych.
- No tak, można było się tego spodziewać. Mówiłem, żeby nie utajniać tego posiedzenia ws. konstytucji.
- Jest jeszcze jedno - chcą powołania Erika na premiera.
- Ech... ten to zawsze umie się ustawić. Muszę wyjść na balkon. Każ naszykować nagłośnienie.
- Tak jest Panie Prezydencie.
W tym czasie Żmigrodzki zapiał kołnierzyk swojej koszuli i włożył swoją koloratkę, po czym zarzucił na siebie mundur prezydencki. W głowie układał już słowa swojej przemowy.
- Co się dzieje?
- Panie Prezydencie, to SPR-owcy wezwali do marszu na Kanugard.
- Z jakiego powodu?
- Lud jest niezadowolony z obecnej sytuacji, domaga się reform konstytucyjnych, gospodarczych.
- No tak, można było się tego spodziewać. Mówiłem, żeby nie utajniać tego posiedzenia ws. konstytucji.
- Jest jeszcze jedno - chcą powołania Erika na premiera.
- Ech... ten to zawsze umie się ustawić. Muszę wyjść na balkon. Każ naszykować nagłośnienie.
- Tak jest Panie Prezydencie.
W tym czasie Żmigrodzki zapiał kołnierzyk swojej koszuli i włożył swoją koloratkę, po czym zarzucił na siebie mundur prezydencki. W głowie układał już słowa swojej przemowy.
