13 Sty 2019, 22:24:15
[nofficial]![[Obrazek: THcdyIq.png]](https://i.imgur.com/THcdyIq.png)
![[Obrazek: THcdyIq.png]](https://i.imgur.com/THcdyIq.png)
Szanowni!
Poniżej znajdziecie 4 dzieła 4 uczestników. Każde jest w innym stylu, ma inną treść... Łączy ich tylko jedno - motyw. Te 4 dzieła zostaną teraz poddane głosowaniu publiczności, które potrwa do 18 stycznia, czyli piątku. Oddać głos może każdy użytkownik forum Federacji Nordackiej[/nofficial]
[nofficial]
Autor: Aris Kostas - Federacja Nordacka
SCENA I
Tło - krajobraz Sëæ eëe; obok budynek schroniska górskiego; wokół ośnieżone stoki górskie;
KONRAD
/do siebie/
Jak Sëæ eëe jest ośnieżone,
I również są stoki, którymi jezioro te jest otoczone.
Mimo trudów tylu warto było
Wspinać się w ten chłód tak zabójczy jak bydło.
Lecz przecież nie przybyłem tutaj widoki oglądać,
Tylko z tą osobą mi nieznaną podyskutować,
Co mi list w indygowej kopercie przysłała
Oraz żebym nad Sëæ eëe przybył, ta postać mi napisała.
O Losie mój! Co ty światem całym rządzisz,
Co ty mi za przygody kolejne przynosisz?
Przecież ja jestem człowiek normalny
Sługa twój Konrad z domu Gawalny.
PRACOWNIK SCHRONISKA
/wychodzi z drzwi piwnicznych i zauważa Konrada/
A cóż ty tu robisz Panie nizinny?
Bo jeszcze za chwilę mieć będziesz katar intensywny!
/wybucha śmiechem/
KONRAD
/ze zdziwieniem/
Skąd wiesz, że ja jestem z nizin?
PRACOWNIK SCHRONISKA
Oj młodzieńcze! Ja poznałem wiele min
I wiem kto z jakiej części kraju jest.
O pochodzeniu świadczy każdy najdrobniejszy gest:
Sposób chodu, mówienia i odporność na zimno -
Każdy reakcję na chłód ma inną.
Ludzie z zachodu trzęsą się niemiłosiernie,
A my ludzie z północy trzymamy się dzielnie!
KONRAD
Nigdy nie zauważyłem tych różnic odpochodzeniowych!
PRACOWNIK SCHRONISKA
A przecież to wiadomo już od czasów niemłodych!
/po chwili przerwy/
Dobra tam, skończmy na tym wielkim mrozie nasze wywody.
Idź do środka - tam skorzystasz z gorącej wody.
KONRAD
/z ożywieniem/
Tak starcze mój górski zrobię
Mimo, że odmrożeń to ja się nie boję.
/obydwaj się śmieją/
SCENA II
Miejsce: bar w schronisku nad Sëæ eëe; sala z krzesłami i stolikami; po prawej stronie lada;
KONRAD
/do pracownika/
Prawdę Pan powiadał,
Szybko żem się tu ogrzał.
PRACOWNIK SCHRONISKA
Widzisz! Ja to coś jednak wiem
Mimo, że ja za mądry nie jestem.
KONRAD
Niech Pan sobie nie ubliża!
Nikt przecież tutaj Pana tutaj nie poniża.
W końcu mądrości nie mierzy się książkami
Tylko swego życia trudnymi chwilami.
PRACOWNIK SCHRONISKA
Niby Pan bardzo młody,
Ale za to wielce wykształcony.
W ogóle proszę wybaczyć mój nietakt.
Przedstawię się - jam Władysław Ertakt.
KONRAD
Miło poznać Pana szanownego
Naprawdę bardzo kulturalnego.
Ja również się Panu przedstawię:
Konrad Gawalny.
/po chwili ciszy/
PRACOWNIK SCHRONISKA
Skończmy już tą zdań wymianę,
Muszę już iść na odśnieżanie.
Miło mi się z Tobą gadało,
Zapamiętam Cię - pamięć mam niewybałą.
KONRAD
Cieszę się z tego bardzo.
/żegnają się ze sobą, ściskając się za ręce/
SCENA III
Miejsce - cały czas ten sam bar;
KONRAD
No gdzie jest ten człowiek?
Dopóty się z nim nie spotkam, to nie zmrużę powiek.
Życie to ciągłe oczekiwanie,
Najpierw na nasze pierwsze szlochanie,
Potem na pierwszy krok,
Później mamy już jeden rok.
Przez pierwsze lata życia tylko nauka
I wtedy matka z ojcem nas ciągle poucza.
Później czar politechnik i uniwerków.
Poznajemy wtedy naszych kochanków,
Z którymi resztę życia spędzamy,
Albo przez naszą ogromną głupotę odpędzamy.
Życie ma dwa główne składniki:
Wielką żałość i wielkie wdzięki.
U jednych pierwsze przeważa nad drugim,
A później odwraca się wszystko i pierwsze jest drugim.
Dlaczego życie nasze jest takie męczące?
Dlaczego szybkie jak te górskie rzeki rwące?
Czy spokoju zaznać nie możemy?
Czy kiedyś sobie solidarnie, jako ludzkość, pomożemy?
/wychodzi z boku postarzały mężczyzna w kapeluszu/
JÓZEF
Oj nie! Tego nigdy nie dokonamy,
Prędzej od wszechobecnej zawiści skonamy.
A ty pewnie jesteś Konrad z domu Gawalny?
I tak - to ja wysłałem ten list specjalny.
KONRAD
/ze zdziwieniem przeogromnym/
Skąd ty oblicze me znasz starcze?
JÓZEF
Oj już dobra, to co chcę Ci powiedzieć już absolutnie wystarczy.
KONRAD
Po co mnie ściągnąłeś w te górskie strony,
W tego śniegu wielkie gory?
JÓZEF
Otóż mam historię pewną do opowiedzenia,
A dotyczy ona Twego ojca zaginięcia.
KONRAD
/z malującym się gniewem, strachem i żałością jednocześnie/
Skąd znałeś mojego ojca, dziadzie?
JÓZEF
Bez takich słów do mnie, młodasie.
Już Ci prędko to wytłumaczę:
Kiedyś odbywałem wielką tułaczkę.
Wędrowałem przez wszystkie gaje,
Przez taki kraj co zboża wszystkie daje,
I tak dalej. Wiele w naszym kraju zwiedziłem
I wiele przy okazji gospód nawiedziłem.
I właśnie w jednej z tych gospód, gdzieś na wsi
Odpoczywałem po wielkiej śnieżnej zamieci.
Wtedy siedziałem w głównej sali
I popijałem sobie wino z ubiegłej jesieni.
Wtedy do środka wszedł pewien komiwojażer,
Przyniósł ze sobą swe bagaże,
Odstawił je w kącie gospody
I przysiadł się do mnie i poprosił karczmarza o szklankę wody.
KONRAD
To był mój ojciec ukochany,
Przez całą rodzinę tak bardzo opłakiwany?
JÓZEF
Własnie ten. W każdym razie gadać zaczęliśmy
I w rozmowę gorącą się tak wdaliśmy,
Że się bardzo polubiliśmy.
Okazało się też, że w tym samym kierunku wędrowaliśmy.
Więc po dłuższej rozmowie zgodnie postanowiliśmy,
Że razem w tą samą stronę pójdziemy - potem jeszcze do snu po trochu popiliśmy.
KONRAD
I co było nastąpiło dalej?
JÓZEF
I to właśnie ciąg historii dalszej.
Ale najpierw herbaty ciepłej się ze mną napij
Lub też serem się posil.
KONRAD
Zrobię to choć niepokój czuję do Ciebie przeogromny.
/patrzy w górę/
Jakże ten dzień jest przedziwny?
SCENA IV
W przybocznym korytarzu schroniska
KONRAD
No gdzie jest starzec tajemniczy?
Ten co w młodości miał żywot wędrowniczy.
Wypiłem z nim tą całą herbatę,
Mimo, że osobiście ja wolę kawę.
On potem wyszedł chwilę do łazienki.
Powiedział, iż na pęcherzu ma ucisk wielki.
/nagle rozlega się krzyk ogromny, dobiega on z sali barowej - Konrad biegnie do tej sali/
SCENA V
Znowu ten sam bar w schronisku
KONRAD
Wielkie nieba! Co się dzieje?
Czy to jakiś wiatr rozpaczy już wieje?
PRACOWNICA SCHRONISKA
Ten starszy pan za oknem wisi.
/za oknem - kukła wiszącego Józefa/
PRACOWNIK SCHRONISKA
O święci Pańscy wszyscy - coś tu złego w powietrzu wisi!
KONRAD
Skąd ja teraz o swoim ojcu resztę prawdy poznam,
Skoro ja nawet imienia tego starca już nie poznam?
PRACOWNIK SCHRONISKA
Są prawdy, których nie poznamy,
Nawet za wsze czasy.
- KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ -
EPILOG
Wy pewnie pomyślicie, że mi się nie chciało
I właśnie mi się w całości tego dramatu zrealizować nie udało.
Prawda jednak to nie jest,
Ten podział na części to specjalny gest,
Który ma wzmagać ciekawość waszą.
Bo dzisiaj czekać nie umiemy,
Tylko to chcemy od razu bierzemy.
Jak ten świat się zmienił
Na przestrzeni lat. Kto tak odmienił?
Kto zmienił psychikę naszą?
Czy to ważne? Nie, bo oni nam tego nie pokażą.
8.01.19r.[/nofficial]
Tło - krajobraz Sëæ eëe; obok budynek schroniska górskiego; wokół ośnieżone stoki górskie;
KONRAD
/do siebie/
Jak Sëæ eëe jest ośnieżone,
I również są stoki, którymi jezioro te jest otoczone.
Mimo trudów tylu warto było
Wspinać się w ten chłód tak zabójczy jak bydło.
Lecz przecież nie przybyłem tutaj widoki oglądać,
Tylko z tą osobą mi nieznaną podyskutować,
Co mi list w indygowej kopercie przysłała
Oraz żebym nad Sëæ eëe przybył, ta postać mi napisała.
O Losie mój! Co ty światem całym rządzisz,
Co ty mi za przygody kolejne przynosisz?
Przecież ja jestem człowiek normalny
Sługa twój Konrad z domu Gawalny.
PRACOWNIK SCHRONISKA
/wychodzi z drzwi piwnicznych i zauważa Konrada/
A cóż ty tu robisz Panie nizinny?
Bo jeszcze za chwilę mieć będziesz katar intensywny!
/wybucha śmiechem/
KONRAD
/ze zdziwieniem/
Skąd wiesz, że ja jestem z nizin?
PRACOWNIK SCHRONISKA
Oj młodzieńcze! Ja poznałem wiele min
I wiem kto z jakiej części kraju jest.
O pochodzeniu świadczy każdy najdrobniejszy gest:
Sposób chodu, mówienia i odporność na zimno -
Każdy reakcję na chłód ma inną.
Ludzie z zachodu trzęsą się niemiłosiernie,
A my ludzie z północy trzymamy się dzielnie!
KONRAD
Nigdy nie zauważyłem tych różnic odpochodzeniowych!
PRACOWNIK SCHRONISKA
A przecież to wiadomo już od czasów niemłodych!
/po chwili przerwy/
Dobra tam, skończmy na tym wielkim mrozie nasze wywody.
Idź do środka - tam skorzystasz z gorącej wody.
KONRAD
/z ożywieniem/
Tak starcze mój górski zrobię
Mimo, że odmrożeń to ja się nie boję.
/obydwaj się śmieją/
SCENA II
Miejsce: bar w schronisku nad Sëæ eëe; sala z krzesłami i stolikami; po prawej stronie lada;
KONRAD
/do pracownika/
Prawdę Pan powiadał,
Szybko żem się tu ogrzał.
PRACOWNIK SCHRONISKA
Widzisz! Ja to coś jednak wiem
Mimo, że ja za mądry nie jestem.
KONRAD
Niech Pan sobie nie ubliża!
Nikt przecież tutaj Pana tutaj nie poniża.
W końcu mądrości nie mierzy się książkami
Tylko swego życia trudnymi chwilami.
PRACOWNIK SCHRONISKA
Niby Pan bardzo młody,
Ale za to wielce wykształcony.
W ogóle proszę wybaczyć mój nietakt.
Przedstawię się - jam Władysław Ertakt.
KONRAD
Miło poznać Pana szanownego
Naprawdę bardzo kulturalnego.
Ja również się Panu przedstawię:
Konrad Gawalny.
/po chwili ciszy/
PRACOWNIK SCHRONISKA
Skończmy już tą zdań wymianę,
Muszę już iść na odśnieżanie.
Miło mi się z Tobą gadało,
Zapamiętam Cię - pamięć mam niewybałą.
KONRAD
Cieszę się z tego bardzo.
/żegnają się ze sobą, ściskając się za ręce/
SCENA III
Miejsce - cały czas ten sam bar;
KONRAD
No gdzie jest ten człowiek?
Dopóty się z nim nie spotkam, to nie zmrużę powiek.
Życie to ciągłe oczekiwanie,
Najpierw na nasze pierwsze szlochanie,
Potem na pierwszy krok,
Później mamy już jeden rok.
Przez pierwsze lata życia tylko nauka
I wtedy matka z ojcem nas ciągle poucza.
Później czar politechnik i uniwerków.
Poznajemy wtedy naszych kochanków,
Z którymi resztę życia spędzamy,
Albo przez naszą ogromną głupotę odpędzamy.
Życie ma dwa główne składniki:
Wielką żałość i wielkie wdzięki.
U jednych pierwsze przeważa nad drugim,
A później odwraca się wszystko i pierwsze jest drugim.
Dlaczego życie nasze jest takie męczące?
Dlaczego szybkie jak te górskie rzeki rwące?
Czy spokoju zaznać nie możemy?
Czy kiedyś sobie solidarnie, jako ludzkość, pomożemy?
/wychodzi z boku postarzały mężczyzna w kapeluszu/
JÓZEF
Oj nie! Tego nigdy nie dokonamy,
Prędzej od wszechobecnej zawiści skonamy.
A ty pewnie jesteś Konrad z domu Gawalny?
I tak - to ja wysłałem ten list specjalny.
KONRAD
/ze zdziwieniem przeogromnym/
Skąd ty oblicze me znasz starcze?
JÓZEF
Oj już dobra, to co chcę Ci powiedzieć już absolutnie wystarczy.
KONRAD
Po co mnie ściągnąłeś w te górskie strony,
W tego śniegu wielkie gory?
JÓZEF
Otóż mam historię pewną do opowiedzenia,
A dotyczy ona Twego ojca zaginięcia.
KONRAD
/z malującym się gniewem, strachem i żałością jednocześnie/
Skąd znałeś mojego ojca, dziadzie?
JÓZEF
Bez takich słów do mnie, młodasie.
Już Ci prędko to wytłumaczę:
Kiedyś odbywałem wielką tułaczkę.
Wędrowałem przez wszystkie gaje,
Przez taki kraj co zboża wszystkie daje,
I tak dalej. Wiele w naszym kraju zwiedziłem
I wiele przy okazji gospód nawiedziłem.
I właśnie w jednej z tych gospód, gdzieś na wsi
Odpoczywałem po wielkiej śnieżnej zamieci.
Wtedy siedziałem w głównej sali
I popijałem sobie wino z ubiegłej jesieni.
Wtedy do środka wszedł pewien komiwojażer,
Przyniósł ze sobą swe bagaże,
Odstawił je w kącie gospody
I przysiadł się do mnie i poprosił karczmarza o szklankę wody.
KONRAD
To był mój ojciec ukochany,
Przez całą rodzinę tak bardzo opłakiwany?
JÓZEF
Własnie ten. W każdym razie gadać zaczęliśmy
I w rozmowę gorącą się tak wdaliśmy,
Że się bardzo polubiliśmy.
Okazało się też, że w tym samym kierunku wędrowaliśmy.
Więc po dłuższej rozmowie zgodnie postanowiliśmy,
Że razem w tą samą stronę pójdziemy - potem jeszcze do snu po trochu popiliśmy.
KONRAD
I co było nastąpiło dalej?
JÓZEF
I to właśnie ciąg historii dalszej.
Ale najpierw herbaty ciepłej się ze mną napij
Lub też serem się posil.
KONRAD
Zrobię to choć niepokój czuję do Ciebie przeogromny.
/patrzy w górę/
Jakże ten dzień jest przedziwny?
SCENA IV
W przybocznym korytarzu schroniska
KONRAD
No gdzie jest starzec tajemniczy?
Ten co w młodości miał żywot wędrowniczy.
Wypiłem z nim tą całą herbatę,
Mimo, że osobiście ja wolę kawę.
On potem wyszedł chwilę do łazienki.
Powiedział, iż na pęcherzu ma ucisk wielki.
/nagle rozlega się krzyk ogromny, dobiega on z sali barowej - Konrad biegnie do tej sali/
SCENA V
Znowu ten sam bar w schronisku
KONRAD
Wielkie nieba! Co się dzieje?
Czy to jakiś wiatr rozpaczy już wieje?
PRACOWNICA SCHRONISKA
Ten starszy pan za oknem wisi.
/za oknem - kukła wiszącego Józefa/
PRACOWNIK SCHRONISKA
O święci Pańscy wszyscy - coś tu złego w powietrzu wisi!
KONRAD
Skąd ja teraz o swoim ojcu resztę prawdy poznam,
Skoro ja nawet imienia tego starca już nie poznam?
PRACOWNIK SCHRONISKA
Są prawdy, których nie poznamy,
Nawet za wsze czasy.
- KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ -
EPILOG
Wy pewnie pomyślicie, że mi się nie chciało
I właśnie mi się w całości tego dramatu zrealizować nie udało.
Prawda jednak to nie jest,
Ten podział na części to specjalny gest,
Który ma wzmagać ciekawość waszą.
Bo dzisiaj czekać nie umiemy,
Tylko to chcemy od razu bierzemy.
Jak ten świat się zmienił
Na przestrzeni lat. Kto tak odmienił?
Kto zmienił psychikę naszą?
Czy to ważne? Nie, bo oni nam tego nie pokażą.
8.01.19r.[/nofficial]
[nofficial]
Autor: Januszek von Hippogriff-Pałasz - Sarmacja
Uczucia to nieodłączna część człowiekaCo one robiły przez wszystkie lata życia ludzi
Zanim powstały wielkie dzieła
Uczucia królowały nad nimi
Czas jest teraz szczególny
I w tę świętą noc każdy może poczuć
Albo rozbudzić w kimś uczucia.[/nofficial][nofficial]
Autor: Hubert Szablarczyk-Hrychowicz - Rzeczpospolita Obojga Narodów
HYMNUS POGAŃSKI,
albo
satyra prześmiewcza przed zbytecznymi troskami nad doczesną materyją przestrzegająca, a w szczególe nad tem, co z wnętrz ludzkich rodowód wywodzi, bowiem człowiek sam sobie najstraszliwszym potrafi być niedruhem, a w szczególe kędy niesforny a nieokrzesany, bez ogłady człekowi mędremu należytej, przez co gotów nie na to się spuścić, co prawdziwie zwać winno się mądrością, jeno na siły nim targające niby mołojcem smutliwym po stepie bezkresnym
Nie zaszkodziły rządy cesarzowe,
Ni bożków nie zbiło wojsko krzyżowe,
Stoim my nadal, wierni ojcom swojem,
Wsparci tablicą lub prastarym zwojem,
Gdzie zapisali gajowi mędrcowie,
Cóż ofiarować i w jakim sposobie.
Prawdy te nie są spisane literą,
(To wymysł jest obcy), ale się bierą
Z przyrody czystej oraz z dóbr jej szczodrych,
Z promieni słonecznych, z mórz i rzek modrych,
Jednako z grzmotu, wichru i fali -
Takież są źródła, w co dziady wierzali.
Bardziej niż krzyże, tłumili nas przecie
Ci, których filozofami zwiecie.
Lecz cóż za filos, i jakiejż sofii?
Prawdy swe przecie nie z się wydobyli;
A rzecz to jest znana od wielu wieków:
Jeśliś zagubiony – odpowiedź w człeku.
Czyż nie zeń biorą się wsze nasze bogi,
Którym nikt nie śmie pożałować trwogi?
O Pieśni czysta! Opiewajże miano,
Których od zarania wszędy się bano.
Któż gotowy kraj spustoszyć?
Z wszego kierza zwierza spłoszyć?
Ogniem, mieczem palić wioski?
I przysparzać wielkie troski?
Cni kapłani niby z baśni;
Syny Waśni.
Która zasię nakazuje,
Coby każdy kto ją czuje,
Przed waśnicami wnet czmychał,
Wiedząc – inaczej by zdychał?
Pani owa niesłychana;
Bojaźnią zwana.
A która sługów Bojaźni,
Każe wspomóc, aby raźniéj
Było im, aby rzucili
Swe obawy, aby byli
Ciut bliżej jej wspaniałości?
Cna Lutości!
Co za bożki, które śmiało,
Opiewają czyjeś ciało?
To się zdarza dosyć często,
Gdy miłujem się nad nędzą.
Podobnież sąć to upiory -
Zwij „Amory”!
A gdy zdarzy się ta sprawa,
Inna boginka przystawa,
Straszniejsze przez nią są dziwy,
Coś cię ciśnie, tuś drażliwy.
Jedną z groźniejszych jest ona;
To Oskoma.
Wtenczas gdy jej nie pokonasz,
Gotowyś skrzywdzić, nim skonasz;
Ofiara wtem, oddalona
Od rodziny, druhów, doma,
Nie chce zwierzać się nikomu -
Sprawka Sromu.
Z nim nierzadko wespół kroczy,
Przez który ofiara skoczy,
Czy do rzeki, czy do stawu,
Aby później stać się zjawą.
Najźlejszych bogów nasienie -
O Cirzpienie!
Krewnych, co żywot skróciła,
Wzięła zasię wielka siła
Boga który chęć odbiera;
Przezeń każdy chce umierać.
Jego wyznawcom pójść w błoto;
Rankor oto!
Wieść się szerzy wszędy o tem,
Że lud sprawił łzami słotę.
Krople ofiarą gorzkawą
Są dla boga, co niemrawo
Smęt zabiera na werbunek -
Ot, Frasunek!
Przydzie wprawdzie zapomnienie!
Piękny bożek; uwielbieniem
Ludu on się cieszy wielce;
Któż jak on zaślepia serce?
Miłuje go ludzi wiele -
To Wesele!
Idzie zawżdy z onym w parze,
Nałożnica wszech cesarzy,
Takoż królów, kniaziów, wojów,
Lecz przeca także opojów!
Kochanków jej ilość liczna;
Buta śliczna!
Gdy słyszy takie przechwałki
Młódź nie przywykła do walki,
Ani choćby moczyć nosa
(Chyba że kryła go rosa),
Składa wnet ofiarę w darze
Słodkiej Śmiarze!
Takież są ci bogi i boginy wszelkie;
Nieraz przez nie cierpim trudy strasznie wielkie,
One nas jednakże w dłoniach swych trzymają,
A stare prawidła pójść – nie dozwalają.
Siedzim przeto stale, ale to widzimy
Niekiedy, że wcale tego nie musimy!
Czemuż nie wstać zaraz, czyż raj nam zapewnią
Troski tego świata, czyli tylko zwiędną
Przez nie nasze dusze, statki, rody, prawa?
Nie bądźmy pogany – to nam czci nie dawa!
Lecz… Coś znów mię bierze... Uch! na Chrysta rany!
Dalej, bracia, żwawo! Pójdźmy czcić bałwany[/nofficial]
[nofficial]
Autor: Kobold - Magnifikat
W lawendowym ogrodzie, śród jedwabnych kwiatów,
Czuję się, jak dziecko, młodziak z dawnych czasów,
Gdy do babcinej spódnicy, dłonią przywiązany,
Podziwiałem w zdumieniu kwietnik,
Rozśpiewany ptasimi trelami i grającą leszczyną,
Brzęczący miętowiem, dzwoniący maliną.
Babcia tedy ze mną na ławce siadała,
I głaszcząc starą dłonią tak opowiadała:
Że ona w to zacisze z babką przychodziła,
I myśli swe młodzieńcze w wonne czary kryła,
A ukrojona powiewem drzewnej kołysanki,
Swą duszą niewinną wyplatała wianki.
Teraz sam siedzę w ogrodzie, splatam ciche wieńce,
I wspominam z czułością te babcine ręce,
Przyszła na mnie pora, łatwo się z tym godzę,
Wstaję z ławki sędziwy, żegnam brzozę, odchodzę…
W lawendowym ogrodzie,
Mija dzień jak codzień.[/nofficial]
Kaspar Waksman-Dëter
I Prezydent IV Republiki Muratyki
"Cudowne, piękne i "oczojebne"..." - Ronon Dex o nowym forum IV Republiki
I Prezydent IV Republiki Muratyki
"Cudowne, piękne i "oczojebne"..." - Ronon Dex o nowym forum IV Republiki
![[Obrazek: Muratyka1.png.f758c16a92c6d62805829c53a67e5381.png]](https://forum.muratyka.ct8.pl/uploads/monthly_2021_11/Muratyka1.png.f758c16a92c6d62805829c53a67e5381.png)
