21 Wrz 2019, 19:58:53
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04 Sie 2021, 15:23:53 przez Adam Aleksander II.)
Cytat: Słońce zachodziło za jedną z ciągnących się przez tę krainę wydm, jego szkarłatne promienie przez wiele godzin rozgrzewały piaski tych ziem, by w końcu dać odpocząć zarówno im, jak i nielicznym stworzeniom, które zamieszkiwały to piekło na ziemi. W oddali, na jednym ze wzniesień można było dostrzec sylwetkę postaci, która z czasem robiła się co raz większa na horyzoncie, który migotał od rozgrzanego powietrza.
Po pewnym czasie nastał mrok, nad bezkresem piasków zerwał się potężny wicher, podnosząc tumany pyłu, który zasłonił gwiazdy oraz księżyc, którego złocista tarcza oświetlała drogę. Gdyby ktoś w tym momencie znalazł się nad poziomem tego zdradzieckiego dywanu, dostrzegłby piękny taniec złotych, srebrnych i rubinowych nici, które tworzyły rozmaite obrazy. Najstarsi ludzie znający te okolice twierdzą, że pustynia opowiada bogom przeróżne historie, które widziała. Wielkie miasta obracające się w proch, potężne armie maszerujące na liczne wojaże, a także najpotężniejsze ze wszystkich stworzeń lądowych, smoki. Niektóre z nich ogromne, palące wszystko na swojej drodze, inne kalekie i małe. Jednak to co działo się poniżej, kontrastuje z boskim widokiem. Potężny, lodowaty wiatr oziębia pustynie, która staje się pułapką dla tych, którzy na czas nie znajdą schronienia. Ziarenka piasku i małe kamyczki przeobrażają się w zamarzlinę, która jest równie niebezpieczna jak grot strzały, bywały przypadki, gdy ludzie byli obdzierani z ubrań i skóry.
Tymczasem, dotąd skulona postać, doczołgała się do małej, piaskowej groty. Jego ciało było okropnie okaleczone, na jego twarzy rysował się grymas bólu i zgryzoty "Do czego zmusił mnie ten starzec..."- powtarzał sobie Sven. Nie wiedział, czy była to tylko mara i przez swoją głupotę straci życie na tym pustkowiu, czy też był na tyle otumaniony i naiwny, że uwierzył nieznajomemu. To co wiedział, to fakt, iż prędzej skona od oparzeń lub z pragnienia. Nie było szans, by dotrzeć do chociaż oazy, czy spotkać małą karawanę kupców, nie mówiąc już o dotarciu do najżałośniejszej z mieścin.
Konający mężczyzna leżał bez ruchu przez długi czas. Męki agonii, nie pozwoliły Svenowi dokładnie określić ile upłynęło, od momentu, kiedy to schował się przed burzą, lecz, gdy po raz któryś otworzył spuchnięte i piekące od piachu powieki, dojrzał stojące przed nim tajemnicze postacie. Były one bardzo wysokie, całe odziane w niebieskie szaty. Na twarzach miały białe chusty, przez które prześwitywały fioletowe płomyki, które zdawały się być oczyma, natomiast w rękach trzymały trzymały długie, czarne, matowe laski. Zanim, po raz kolejny, wędrowiec stracił przytomność, dojrzał jak jeden z przybyszy schylił się nad nim.
Po zakończonej podróży Sven obudził się w ogromnym, bogato zdobionym namiocie. Zewnętrzna płachta i dywany leżące na ziemi były w kolorze szafirów, a na belkach podpierających ściany wisiały złote oraz srebrne łańcuchy z rozmaitymi kamieniami szlachetnymi. Nagle do pomieszczenia wszedł jeden z wybawicieli podróżnika, tym razem z odsłoniętą twarzą, która pokryta była przez twardą jak skorupa, szarą skórę, przeoraną wieloma bliznami. Nie odezwał się ani jednym słowem, lecz zamiast tego wskazał na spaloną skórę wędrowca oraz na jego miecz, który do tej pory ukryty był pod skąpym odzieniem Svena.
-Czego chcesz? Mam ci oddać swój oręż?- spytał się mężczyzna, po chwili zastanowienia. Gdy tylko naszła go ta myśl, od razu się zaniepokoił, gdyż nie miał ochoty oddawać jednej z niewielu rzeczy, jakie mu zostały.
-Ao...ēdruta...ossēnagon...perzys dyni- wycharczał z trudem w starym języku rozmówca
-Rozumiem, lecz samemu mu nie sprostam- odparł Sven- Jak ci na imię?- zadał następnie pytanie
-Brōzio ñuha iksis... Kasta.- odpowiedziała z trudem dziwaczna postać- Ñuha raqirossa issi jāre vīlībagon perzys dyni- dodał już z większą swobodą w głosie
-To dobrze...Dajcie mi czas na przygotowania- zakończył rozmowę Sven
Minęły kolejne dni, podczas których wojownicy przygotowywali się do walki z ognistą bestią. Gdy wyruszyli, księżyc w pełni oświetlał małą kotlinę, do której wyruszyli.
Adam Aleksander II
Perzys iksis nāmorghūlilaros
