04 Mar 2021, 23:57:46
Cytat:"O kwestii religii w Związku Winkulijskim"
Mateusz Żmigrodzki
Tekst opublikowany w Voog Winkuliersdeg 22 lutego 2021 roku
Wydawać by się mogło, że kwestia religii w Związku Winkulijskim jest jedną z tych, których poruszanie jest stratą czasu. Szczerze powiedziawszy, gdy spoglądam na nią poprzez pryzmat powszedniego, codziennego realizmu mikronacyjnego, to perspektywa ta wygląda na w pełni prawdziwą. W końcu - pomijając takie organizmy jak Kościół Rotryjski, którego celem jest symulowanie struktur władz kościelnych na wzór tych, które istnieją w realnym Kościele rzymskokatolickim - "zabawa" w religię nie ma żadnych wymiernych korzyści dla mikronacyjnego żywota powszedniego. Przecież, Kościoły mamy w realu i to tam chodzimy się modlić.
Jednak w naszym narodzie, w Winkulii, od zawsze nad myśleniem realistycznym, nad myśleniem racjonalnym, nad myśleniem sceptycznym, przeważało myślenie oparte na "czuciu", oparte na emocjach, oparte na intuicji i wewnętrznym wrażeniu, oparte na - jak to pisał w swym dzienniku nasz wielki poeta narodowy Johannes Greber - "na wyczuwaniu przez dusze nasze każdego pojedynczego drgania materii". Winkulijczycy od zawsze swe życie powszednie postrzegali jako odwieczną, wielką walkę ludzkiej woli (Vollën) z wszechmocnym, nienamacalnym fatum (Fattumm), której człowiek rzecz jasna wygrać nie może. Lecz dla Winkulijczyków, nie jest to jej celem. Jej celem dla nich jest ugrać dla siebie tyle ile się da, wyrobienie sobie jak najlepszej pozycji w tym systemie rzeczy, co czynią za pomocą wiary religijnej, poglądów filozoficznych, a czasami metodą prób i błędów (tzw. Irtelëbe - błędne życie, życie błędu). Nie oznacza to, że u nas religię traktuje się instrumentalnie. Po prostu w swojej wierze każdy z Winkulijczyków odnajduje ten sam wzór - nie zależnie czy wierzą w Allaha, Jahwe, czy w cały panteon bóstw. Ta orientacja metafizyczna była nawet zauważalna w ośrodkach inżynieryjnych, takich jak Nowe Miasto nad Widłą. Po godzinach, gdy już inżynierzy wykonali swą pracę na rzecz "rozwoju państwa", schodzili się na wieczorne spotkania i dyskutowali na temat podróży w czasie, komunikacji z zaświatami i "łapania duszy", czyli próby schwytania duszy ulatującej z ciała umierającej osoby.
Można by pomyśleć, iż Winkulia jest narodem ludzi zabobonnych, wierzących w przesądy, lecz nie jest to prawdą. Dwójka ze wcześniej wspomnianej "grupy nowomiejskiej", Kornelio Mequel i Joseph Herman, brali udział przy budowie Drogi Gryfickiej, która do dziś nosi miano "najlepszej drogi lądowej w Związku Winkulijskim". Winkulia także, porównując do innych państw Kontynentu Północnego, ma jeden z najwyższych współczynników wykształconego społeczeństwa. W jaki więc sposób wytłumaczyć ten winkulijski pociąg do metafizyczności?
Dobre wytłumaczenie tej kwestii dają nam zapiski filozofa i socjologa Leopolda Karadzeferisa, wnuka Konstandinosa, patrona naszego Uniwersytetu. Leopold Karadzeferis wyemigrował z wyspy Athos tuż po upadku Świętego Cesarstwa Athosu i osiedlił się w Winkulii. Z swoich obserwacji, wysunął następujące wnioski: uznał, że organizm, byt narodu winkulijskiego składa się z ciała materialnego (Matter) i z ciała duchowego (Gëst). To ciało duchowe, ta winkulijska dusza musi być pobudzana przez ciało materialne. W idealistycznym systemie L. Karadzeferisa to właśnie te czynniki metafizyczne pobudzają najbardziej duszę, która tęskni za światem duchowym. Dzięki temu, że dusza jest pobudzana, że właśnie obcuje z tą swoją macierzą, powstaje w niej energia, którą to przekazuje do ciała materialnego, dzięki czemu może ono istnieć. Można jak najbardziej nie zgodzić się z poglądami Karadzeferisa-wnuka, jednak słuszność ma on w tym jednym punkcie. Ezoteryka, duchowość daje Winkulijczykom swego rodzaju katarsis, oczyszczenie. Daje ona im energię do życia. Dzięki niej winkulijski naród zdobywał szczyty i osiągnął wszystko dzięki niej.
Spójrzmy teraz na Winkulię dzisiejszą. Gdy przyjrzymy się każdemu kawałkowi tej narodowej mozaiki, to dojdziemy do jednego wniosku. Winkulijskie ciało narodowe ogarnęła stagnacja. Owszem, wynika ona m.in. z kryzysu aktywnościowego i demograficznego, i wielu innych - typowych dla patrzenia racjonalnego - przyczyn. Jednakże, gotów jestem wysunąć tezę, że stagnacja w obecnej Winkulii wynika z tego, iż narodowi naszemu brak duszy. Duch Winkulii w pewnym momencie historii naszej państwowości obumarł. Przez to tak wiele razy nasi przywódcy (do których też się przecież zaliczałem) mieli problem z obraniem, z przyjęciem określonej tożsamości. Właśnie tą kwestią zajmuje się nauka przeze mnie reprezentowana, czyli winkulistyka. Celem jej jest właśnie całościowe opisanie winkulijskiego bytu poprzez zebranie jego cząstek już powstałych w jednym miejscu oraz wykreowaniu tych brakujących, aby uzyskać pełen obraz tej bryły, tego narodowego organizmu Winkulii.
Przechodząc wreszcie do głównego tematu niniejszego artykułu, religia byłaby idealnym narzędziem do rozpoczęcia wielkiego dzieła odbudowy narodowego bytu. I tu nasuwa się to jakie ważne pytanie: w jaki sposób wykorzystać religię do tego jakże szczytnego celu? Osobiście uważam, że przede wszystkim Kościół, który tą religię ogólnowinkulijską będzie reprezentować musi zostać uczyniony Kościołem narodowym, a wręcz Kościołem państwowym. Religia winkulijskiej nacji musi być ściśle sprzężona z organizacją przez tą nację tworzoną, czyli z jej państwem. Tam gdzie kroczy państwo i jego władze, tam powinna kroczyć wiara narodowa. Sojusz tronu i ołtarza. Tak, to jest właśnie moja propozycja. Musimy wstrzyknąć taką religię w krwioobieg życia społecznego. Musimy tego dokonać, aby organizm społeczny nie ograniczał się tylko i wyłącznie do ustanawiania nowych praw i nowelizowania starych, do rozrywek politycznych, do transakcji ekonomicznych itd. Musimy przywrócić duszę temu krajowi! Musimy sprawić, aby ten kraj miał smak swój i aromat, które będą go wyróżniać na mapie Mikroświata. Powodzenie tego zadania w obecnym momencie winkulijskiej historii jest jednym z najważniejszym zadań, które stoją przed nami.
Powracając do kwestii Kościoła narodowego, uważam, że nie może on być podległy Kościołom innym, ogólnomikroświatowym. Nie mam tutaj na myśli, że winkulijski Kościół narodowy ma „walczyć“ z innymi. Wręcz przeciwnie - jestem za współpracą i za dialogiem. Jednak w interesie naszego narodowego bytu - obserwując obecną sytuację - jest, aby tron patriarszy znajdował się na ziemiach państwa winkulijskiego, a nie poza jego granicami. W końcu, jeśli Kościół ten ma umacniać nasz naród, jego głowa musi być jego częścią.
Kończąc ten artykuł, chcę przedstawić swoją propozycję dotyczącą wcielenia w życie myśli tutaj przeze mnie przedstawionych. Spoglądając na strukturę wyznań kraju naszego, większość społeczeństwa jest wyznania chrześcijańskiego, lecz rozdrobniona jest na multum różnego rodzaju wspólnot i związków wyznaniowych. Dlatego też, z inicjatywy władców dzielnic Winkulii, zwołany musi zostać sobór ekumeniczny, który zjednoczy winkulijskich chrześcijan pod jednym patriarszym pastorałem. Jeśli z kolei chodzi o wyznania niechrześcijańskie, to te na drodze porozumienia z władzą świecką i władzą nowego, ekumenicznego Kościoła, powinny zostać przeciągnięte na stronę wielkiego ruchu odnowy narodowego ducha.
Gdy taki zjednoczony narodowy front religijny powstanie, to proces odnowy narodowej rozpocznie się już na dobrze. Ten zjednoczony front będzie fundamentem tej organicznej pracy, jak nas czeka w tej bitwie o duszę narodu. Myślę, że historia tego zjednoczenia, właśnie się rozpoczęła...
