To tragedia, nie dość, że pożar pochłonął miejsce pracy wielu osób to te produkty i maszyny zostały zniszczone. Również dobrze, że nie ma ofiar w ludziach i rannych. Bardzo dziękuję dzielnym strażakom którzy gasili ten pożar.
Straszne sceny! Całe szczęście, że nikt nie ucierpiał. Radio - Muzyka - Federacja powiadomiła jako pierwsza o tym incydencie FN i za to należą się wielkie brawa!
To tylko Szarak
Noc 27/28 sierpnia
Praca zakładu została już zakończona na dzisiaj, pracownicy wychodzili z fabryki. Kontrolerzy maszyn dokonywali właśnie ich przeglądu, a ochroniarze upewniali się, że wszystkie linie produkcyjne zostały zatrzymane, a nieuprawnieni do przybywania w budynku w nocy opuścili go. Jeden z konserwatorów dokonał ogromnej pomyłki: zapomniał wyłączyć maszyny grzejącej przed rozłożeniem osłon w celu wyczyszczenia jej. Został on niezwykle mocno poparzony, a cała okolica zajęła się ogniem. Płonęły butelki z płynami do maszyn, benzyna, chemikalia i składniki pralin. Ogień rozprzestrzeniał się w zatrważającym tempie, a nikt poza konserwatorem nawet o nim nie wiedział. Do sali wszedł ochroniarz, który po ujrzeniu tej dramatycznej sceny krzyknął ze strachu i wybiegł, aby poinformować resztę pracowników nocnych. Następnie zadzwonił na straż pożarną.
Na miejsce przyjechały oddziały Hazmat, wyspecjalizowane pojazdy gaśnicze oraz helikoptery straży pożarnej i Armii Doctrińskiej. Prezes Pralinexu został obudzony ze swojego snu przez uporczywie dzwoniący telefon. Gdy odebrał, po drugiej stronie ochroniarz wytłumaczył mu jak wygląda sytuacja. Przedsiębiorca natychmiast pojechał na miejsce akcji i osobiście pomagał strażakom w przenoszeniu materiałów gaśniczych. Akcja trwała wiele godzin, a gdy ogień już dogasał, w budynek uderzył silny piorun. Cała konstrukcja budynku zawaliła się, sufit zmiażdżył wszystkie maszyny, a ci, którzy byli w środku, zginęli na miejscu.
Ranek 28 sierpnia
Pożar już dogasał. Rozpoczęto poszukiwania zaginionych i sprzątanie ruin. Na miejsce dojechały oddziały straży pożarnej z drugiego zakątka wyspy, a także z południowej Ardemii. Każdy z nich wytrwale walczył z ogniem i szukał ludzi pogrzebanych pod gruzami. Swoją pomoc zaoferowali także okoliczni mieszkańcy, wśród nich był generał Armii Doctrińskiej, Leonor Aliart.
- To jest istny dramat. Moja rodzina uwielbiała Harlinki, były częścią naszej kultury. Na święta każdemu domownikowi wręczaliśmy przynajmniej 3 paczki, dzieliliśmy się też z sąsiadami. Te praliny zbliżały ludzi! Co jakiś czas organizowane były wystawy Harlinek, a w ich fabryce otwierano galerię z najnowszymi słodyczami. Przychodziliśmy ze znajomymi patrzeć i smakować te cuda. Nie wiem co my teraz zrobimy, to było dla nas zbyt ważne. Dlatego właśnie otworzyłem zbiórkę pieniędzy na budowę nowej fabryki, choć nie wiadomo jeszcze kto i czy w ogóle podejmie się odbudowy. W dwie godziny po ogłoszeniu akcji zebraliśmy już 400 000 renów i prawie milion Volkiańskich Kartek Płatniczych. Zobaczymy, co dalej
Uczestnicy akcji ratunkowej odnaleźli 16 martwych ciał i 83 ranne osoby, w tym 22 ciężko. Są już transportowani do okolicznego prywatnego szpitala. Właściciel fabryki oświadczył, że pokryje koszty ich leczenia, a rodzinom ofiar przekaże ostatnie paczki Harlinek jakie przetrwały oraz wypłaci odszkodowania, choć nie jest do tego zobligowany prawnie.