![]() |
|
Mafijny aparat bezpieczeństwa - Wersja do druku +- Związek Winkulijski (http://forum.winkulia.eu) +-- Dział: Podziemia Zamku Królewskiego (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=39) +--- Dział: Forum Archiwalne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=628) +---- Dział: Archiwa (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=33) +----- Dział: Archiwum Związku Winkulii i Volkianu (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=536) +------ Dział: Archiwum publiczne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=129) +------- Dział: Archiwum działów (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=132) +-------- Dział: Daleria (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=42) +-------- Wątek: Mafijny aparat bezpieczeństwa (/showthread.php?tid=994) |
Mafijny aparat bezpieczeństwa - Alfred Fabian - 16 Cze 2019 Rozdział I
Była jasna majowa noc. Kwiaty jaśminu roznosiły słodką woń nektaru po leśnych uliczkach Feriki. Księżyc powoli wspinał się na nieboskłon wypierając opierające się ku odejściu słońce, które malowało pejzaże na horyzoncie. Błękit nieba powoli ciemniał, a pierwsze gwiazdy pojawiły się na niebie. Cień ogarniał miasto, gdy w jaśminach pohukiwały sowy, a na dachach gromadziły się stada bezdomnych kotów szykujących się na nocny koncert. Ostatnie samochody parkowały w garażach bądź podwórkach, światła w domostwach gasły, zwierzęta zostały już nakarmione i zamknięte. Ciszę mąciły zwierzęta nocne, które jednak również powoli kończyły hałasy. Niebawem miała patrol rozpocząć milicja obywatelska, pilnująca porządku nocnego. Cisza nocna trwająca od 21 nie mogła zostać zachwiana. Książę Efrodrii musiał mieć spokojny sen i nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek problemy.
Nagle rozległ się strzał. Kula świsnęła pomiędzy głowami dwóch milicjantów, a z oddali rozległa się zgrabna wiązanka przekleństw. Radiowozy ruszyły natychmiast, by uchwycić zamachowca, jednakże nie udało im się dogonić mężczyzny, który zniknął niczym kamień w wodę. Ubrani w granatowe mundury przepasane czarnymi pasami, ze złocistymi odznakami na piersi panowie porozumiewawczo spojrzeli na siebie. Obaj już wiedzieli co robić. Podeszli do pierwszego domu i wybili okno. Hałas tłuczonego szkła rozległ się w całej okolicy, rodziny z przerażeniem w oczach zaczęli wyglądać przez okna. Wszyscy wiedzieli, co już jest grane.
- Trzy, dwa, jeden…
Gdy mężczyzna skończył odliczać rozległ się huk, a przez okno widoczny był jedynie błysk rewolweru. Właśnie z życiem pożegnał się 15-letni Adrien, syn samotnej schorowanej matki.
- Niech to będzie dla was nauczką! – krzyknął odliczający milicjant, po czym obaj weszli do radiowozu i odjechali w kierunku pałacu Księcia Efrodrii z ciałem piętnastolatka, niczym Charon płynąc ze zmarłą duszą przez Styks.
Zanim jednak całkowicie zniknęli z pola widzenia mieszkańców Feriki, rozległ się kolejny huk i błysk, w świetle którego można było ujrzeć spadającego z dachu kocura.
***
Tymczasem strzelec wyborowy, próbujący dokonać zamachu na strażników już znajdował się w grocie, tłumacząc się przełożonemu z nieudolności swoich czynów. Niestety, Granger nie mógł tolerować pomyłek. Po chwili w grocie pojawiła się kałuża krwi, cieknąca z głowy niedoszłego zamachowca. Posadzka była już całkowicie czerwona, wiele już ofiar musiało paść z ręki Grangera, gdy nie udało się im wykonać powierzonego zadania.
Mężczyzna nie wyglądał na groźnego. Nosił czarny garnitur oraz krawat, w lewej ręce znajdowała się teczka. Twarz jego była jednak straszna. Gęste czarne brwi zdecydowanie odstawały od malutkich oczu, natomiast poczynając przy nosie, aż do lewego ucha widoczna była szeroka szrama, kilka drobniejszych uciekało od brwi aż do kącika ust, tworząc błyskawicę. Opalenizny pozazdrościłby mu niejeden amant. Powagę podkreślała również broda, w której można było ukryć naprawdę wiele.
Marynarka również wydawała się być trochę zbyt duża, jednakże wszystko ze względu na broń, którą musiał zawsze w ukryciu nosić. Za pasem znajdowała się amunicja do trzymanej pod pazuchą broni.
Nagle do pomieszczenia pewnym krokiem zawitał kolejny mężczyzna. Jego twarz również była poraniona, jednakże nie tak poważna, jak Grangera. Ubrany w dres mężczyzna jednak nie budził takiego postrachu, jak gospodarz groty. Wizyta jednak nie trwała zbyt długo. Po kieliszku wina dresiarz wyjął kopertę, którą przekazał i bez zbędnych słów odszedł w swoją stronę.
- W końcu jest… - powiedział Granger, wyjmując z koperty plany efrodryjskiego oddziału banku federacyjnego.
|