![]() |
|
Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Wersja do druku +- Związek Winkulijski (http://forum.winkulia.eu) +-- Dział: Kraje Koronne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=15) +--- Dział: Winkulia (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=936) +---- Dział: Komitat Zanahoryjski (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=22) +---- Wątek: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho (/showthread.php?tid=4851) |
Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Joachim Cargalho - 20 Sie 2022 Marina w Leziel była spokojnym miejscem, w którym niewielu turystów miało chęci raczyć się bezkresem Morza Nordackiego. Miasto, w który swoje ujście znajdowała rzeka Meskur miało jednak swój niepowtarzalny urok. Dotąd rzadko eksplorowane pozostawiało wiele tajemnic, które stały się wyzwaniem dla przybywających tutaj mieszkańców mikroświata. Nagle do portu wpłynął on, Edelweisski Klejnot Mórz, który miał się stać wizytówką dla tego miejsca. ![]() Edelstein der Meere na pełnej wodzie
Joachim stał na wybrzeżu obserwując przybycie statku, który za chwilę miał się stać jego własnością. Był w tym miejscu umówiony z @Alfred Fabian , z którym mieli dobić targu. Wcześniej, przesłał Królowi wiadomość, że będzie go oczekiwać. Tak więc licząc, że menhiry trafiły już na swoje miejsce, miał dosłownie kilkadziesiąt minut, by móc raczyć się widokiem spokojnej dzisiaj tafli wody. Obrócił się, w odpowiednim momencie, gdyż właśnie podjechał ten, na którego czekał. - Wygląda wspaniale! Mam nadzieję, że Ty również jesteś zadowolony z głazów - rzucił, wyciągając rękę na przywitanie. - Bardzo spokojna okolica, rozumiem, że można tu szaleć do woli... - uśmiechnął się. Było bowiem pewne, że nie będzie tutaj pływał sam... - Otwarte morze to jest to, czego brakuje w Edelweiss, wiesz... Co oczywiście nie szkodzi, by ogrywać marynarzy w statki - zażartował zgryźliwie. Chętnie wykorzystamy potencjał Waszych wód! - zasugerował. RE: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Alfred Fabian - 20 Sie 2022 Z Kanugardu do Leziel był spory kawałek drogi, szczególnie, kiedy Alfred nie zdecydował się na tak krótki lot swoim służbowym samolotem, wybierając limuzynę oraz kolej. Nie wiedział w sumie, czy będzie jeszcze potrzebny w Marinie, ale w sumie lubił Joachima i nie chciał, żeby gość z Edelweiss pierwszą noc balował sam. Gdy przybył na miejsce, jego jacht już stał w porcie. Piękny jacht, białe żagle powiewały na wietrze, podkreślając kadłub tego samego koloru. Dzieło winkulijskich rączek, było już po kilku rejsach wzdłuż wybrzeża, zarówno przez testerów, jak i samego właściciela.
Gdy dotarł na miejsce, Joachim właśnie kończył kolejny test. Był wprawnym żeglarzem, ciężko mu było zaprzeczyć, że majestatycznie wyglądał za sterem. Pomachał w jego kierunku, oczekując, że podpłynie do brzegu i się przywita. I szybko podpłynął, w jego oczach było widać błysk, jaki towarzyszy awanturnikom w trakcie przygody w nieznanym. Gdy tylko zszedł z pokładu, Alfred uścisnął bardzo szybko wyciągniętą w jego kierunku rękę. Jego gość długo nie czekał, zasypując go pytaniami.
Szybko wyciągną z torby jeszcze jeden drobny prezent - czapkę marynarską. - Przyda ci się w trakcie żeglowania - powiedział nakładając ją na głowę Joachima. Pasowała prawie jak ulał. No... Może była ciutkę za ciasna, ale nie było aż tak źle. Przynajmniej sztorm jej nie zdmuchnie. - No cóż, dowódcy się nie popisali, ale jeszcze nie wszystko stracone - Alfred nadal czuł niesmak, że wszyscy marynarze z Winkulii z nim na czele, odnoszą porażki z chłopakiem z gór. - No, ale gdzie Lieselotte? Może i zostaniesz wilkiem morskim, ale ona pewnie cię ze smyczy nie spuszcza za często. RE: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Joachim Cargalho - 20 Sie 2022 - Ach te słynne czapki marynarskie z Winkulii! - zaśmiał się radośnie Cargalho - cały mikroświat przywozi je jako pamiątkę stąd, co nie? - kontynuował śmiejąc się - dzięki, jest wspaniała! - i przymierzył ją od razu. ![]() Skoro Alfred dostał liścik od Joachima, ten nie musiał mu na nowo tłumaczyć historii ich zdobywania. Z Edelweiss przez Monarchię Austo-Węgier i dalej w świat... to była daleka droga... - Chyba nie myślisz, że pływałbym tutaj sam... - powiedział nieco przekornie - Na co mi te wszystkie panny w pirackich tawernach, gdy u boku taka Perła. - mrugnął okiem. Powinna się tu pojawić - wyjaśnił dalej - chyba się nie obrazisz, jeśli przetestujemy tę piękną łódź we dwoje? - zapytał dosyć nieśmiało. RE: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Natalia von Lichtenstein - 20 Sie 2022 ![]() W trakcie rozmowy dwóch mężczyzn, nad ich głowami rozległ się furkoczący odgłos silnika. Gdy wznieśli głowy do góry, zobaczyli nad sobą hydroplan, który zakręcił nad powierzchnią wody i w końcu opadł nieopodal mola. Nawet z tego miejsca widać było, że za sterami siedział @Albert Fryderyk de Espada t. Trap wysunął się i na deski mola wyszła kobieta. Jej sylwetka nie budziła żadnych wątpliwości. Lecz… po chwili … co…? Pies? - Nunuś, siad! – usłyszeli damski głos. Zwierzak oczywiście miał swoje plany na ten wypad, wiec zamiast siedzieć spokojnie, pociągnął nową właścicielkę za smycz i ruszył prosto do @Alfred Fabian i @Joachim Cargalho , żeby przywitać się gromkim „HAU HAU” i obskakując próbować polizać raz jednego raz drugiego prosto w nos. - Stęsknił się. - powiedziała Lieselotte uśmiechnięta i pogodna. Potem pocałowała w policzek obu panów. - Więc dzisiaj ja i dwóch przystojniaków. Jaka ze mnie szczęściara! - ironizowała. RE: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Alfred Fabian - 21 Sie 2022 - No ba! - chrząknął Alfred, myśląc, że pytanie nigdy nie powinno paść - szczurów lądowych na pierwszy rejs na pewno się samych nie puszcza.
Już mieli wchodzić na pokład, kiedy z daleka usłyszeć dał się damski głos. Co prawda, nie był on jakoś wyraźny, niemniej to szczekanie Alfred był w stanie odróżnić z daleka. Nunuś ponownie odwiedził Winkulię i znowu zamierzał narozrabiać. Widać było to po posturze psiaka. No i długo nie musiał czekać, gdy tylko wskoczył na jego biodra. Ledwo zdążył oprzeć się lewą nogą, aby nie upaść z hukiem na ziemię.
- Ach, cześć Nunuś - Alfred podrapał go za uchem, zanim podniósł wzrok aby zobaczyć właścicielkę zwierzęcia. - Joachim to dopiero ma szczęście, że Cię ma u swojego boku - Alfred odwzajemnił uśmiech i uścisnął Lieselotte. - Już ja się Nunusiem zaopiekuję, wy sobie nie przeszkadzajcie.
Król Winkulii przejął od właścicielki smycz, chociaż wcale nie planował trzymać Nunusia na uwięzi. Może i normalnie towarzysz taki jak on zniknąłby bez uwięzi z pola widzenia, ale Alfred miał kilka silnych asów w rękawie, które nie pozwoliłyby psiakowi przejść obok niego obojętnie. A przecież nawet jeżeli pies nie jest przekupny, to soczystego steka nie odmówi.
RE: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Joachim Cargalho - 21 Sie 2022 - Cóż za wejście - skomentował przylot Lieselotte. Ta przyleciała, a jakże... z Nunusiem. Cargalho przywitał się z nią, a później wyczochrał Nunusia za uszami. - Chciałem nazwać tę łajbę na Twoją cześć - mówił do psa - wolałbym jednak, by była mi posłuszna - zaśmiał się. Joachim objął Lieselotte i rzekł - próbowałem wysondować, co byłoby najlepszą pamiątką z Winkulii i dowiedziałem się, że mają tutaj długie tradycje żeglarskie. No cóż, pewnie czapka by Cię nie zadowoliła - zaśmiał się nakładając jej symbol kapitana, który otrzymał przed chwilą od Alfreda - ale taki jacht dla naszego rodu, na pewno będzie dobrym powodem, by tu wracać. Gdy Alfred zobaczył Nunusia, od razu postanowił się nim zaopiekować. Chyba nie zamierzali protestować z tego powodu. - Zapraszam Panią na pokład - powiedział do Pani Augentrost i podał jej rękę by ułatwić wejście. Później zwrócił się do Alfreda i podziękował mu jeszcze raz za podarunek i chęć zajęcia się Nunusiem - uważaj na niego, pewnie już myśli co wykombinować - zaśmiał się. Później wrócił na pokład i zaprowadził Lieselotte na przód statku. - Przygotowałem kilka przekąsek, żebyśmy mogli trochę tu zabawić - powiedział wskazując na przygotowany mini piknik. ![]() RE: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Natalia von Lichtenstein - 21 Sie 2022 Lieselotte odwzajemniła uprzejmości ze strony @Alfred Fabian bladym uśmiechem. Zważywszy na łączące ich wydarzenia z przeszłości, mogła odczytać słowa na wiele sposobów. - Dziękuję. Pamiętaj, że Nunuś ma dietę. Po ostatnich wydarzeniach dostał ataku nadpobudliwości…@Alfred Fabian - ostrzegła, wstawiając nogi na pokładzie. Nigdy nie czuła się zbytnio pewnie, gdy grunt pod nogami się chybotał się, lecz bez wątpienia lubiła tego rodzaju wyprawy. – Jak ty dobrze znasz mój gust. – pochwaliła @Joachim Cargalho . – Masz rękę do interesów, Herr @Joachim Cargalho . Ten jacht jest wspaniały. – nie ukrywała powstrzymywanego entuzjazmu, wyglądając za burtę. Uniosła łydkę do góry, przechylając się przez poręcze. Potem ruszyła w kierunku dzioba i zobaczyła przygotowane przekąski. Spojrzała zaskoczona i z uznaniem na towarzysza. – Zaskakujesz mnie, Herr @Joachim Cargalho . – rzekła, siadając na jednej z przygotowanych poduszek. – Dokąd mnie zabierzesz, Kapitanie? – zapytała, poprawiając prześwitujący plażowy szlafroczek, jaki co jakiś czas obsuwał się na przedramiona, ukazując nieco z opalenizny. RE: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Joachim Cargalho - 21 Sie 2022 - Tylu komplementów już dawno nie słyszałem - odpowiedział z typowym uśmiechem Joachim na słowa, które kierowała w jego stronę Lieselotte. Widział, że pomysł na wyprawę spodobał jej się bardzo. Przechadzała się po pokładzie i wychylała za burtę, a gdy ją zaprowadził na dziób łajby, chętnie przysiadłą przy przygotowanych przekąskach... - Dokąd płyniemy? Na pełne wody, na których nikt nas nie będzie widział! - rzucił pewnym głosem, a później odwiązał cumy i powoli wyprowadzał jednostkę z portu. Gdy już przestrzeń wokół nich zrobiła się większa, zdecydował się choć na chwilę rozwinąć żagle, które od razu napięły się na lekkim, prawie niewyczuwalnym wietrze. Wody morza nordackiego były dzisiaj niezwykle spokojne, a statek płynnie przesuwał się do przodu bez większego chybotania na falach. Dopłynęli na środek bezkresu morza, które niemal ze wszystkich stron łączyło swoje wody z błękitem nieba. Tylko za nimi w dali było widać zarys winkulskich ziem, z których odpłynęli. Szlafrok Lieselotte raz po raz niesfornie odkrywał ramiona. Zbliżył się do niej i oparł brodę na barku mówiąc cicho - jakby co, jakieś kremy do opalania też się tutaj znajdą - i musnął jej szyję ustami. Rzadko kiedy decydował się na takie gesty... Później przysiadł się obok i zaczął opowiadać o swoich planach. - Wiesz, chciałem byśmy mieli możliwość wypływania na pełne morze. Ile można latać tymi samolotami? Gdyby się dało, moglibyśmy podróżować po świecie właśnie tą łajbą. Jest wystarczająco duża, by spokojnie przepłynąć największe morza i nie dać się ich falom. - opowiadał z wielką ekscytacją - Z resztą - kontynuował - w dokumentach wpisałem, iż to własność naszego rodu, więc mam nadzieję, że będzie często eksploatowana. Kto by pomyślał, że będę tak ochoczo dzielił się majątkiem!? - zaśmiał się na końcu. RE: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Alfred Fabian - 21 Sie 2022 - Ach ci zakochańcy, jednak nas nie potrzebują - Alfred podrapał za uchem Nunusia, który zapłakał się, gdy zobaczył odpływającą panią. Trudno było się w końcu dziwić, ten łobuz był przywiązany do Lieselotte zdecydowanie bardziej niż którykolwiek z jej dotychczasowych mężów. Na szczęście, miało to też swoje plusy. Nunuś w napływie melancholii i tęsknoty wcale nie łobuzował tak bardzo, jak na Targach Regionalnych. Pozostający z psem opiekun (że też z roli Króla spadł tak nisko) starał się go pocieszyć, pieszcząc go w różnych miejscach i oferując różne smakołyki, pies jednak położył się w cieniu patrząc w stronę odpływającego statku i cichutko wyjąc.
RE: Edelstein der Meere - jacht rodu Cargalho - Alfred Fabian - 22 Sie 2022 - Ech, ile można pływać - Alfred widocznie trochę się niecierpliwił.
Nie planował spędzić aż tyle czasu na brzegu z psem. No, ale rad nierad, zostawić go nie mógł. A skoro jego właściciele nie planowali na razie wracać do brzegu, to trzeba było zająć się sprawami na własną rękę. Przez chwilę jeszcze machał do Joachima, żeby wrócili po Nunusia, ale chyba jego sygnały nie były dla niego zrozumiałe. Zresztą, co by tam szczury lądowe mogły wiedzieć o żeglowaniu, pewnie czekają, aż wiatr zacznie wiać w drugą stronę. Ciekawe co będzie, jak nie zacznie.
- No wracajcie już - Alfred nawet zdecydował się krzyknąć, w nadziei, że wiatr poniesie jego słowa i zostanie usłyszany - ale raczej bez skutku. Podrapał Nunusia za uchem, czekając jeszcze chwilę.
|