Związek Winkulijski
Rozmowy na Vaarlandzie - Wersja do druku

+- Związek Winkulijski (http://forum.winkulia.eu)
+-- Dział: Podziemia Zamku Królewskiego (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=39)
+--- Dział: Forum Archiwalne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=628)
+---- Dział: Plac Pułkowników (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=27)
+----- Dział: Wiadomości zza granicy (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=54)
+----- Wątek: Rozmowy na Vaarlandzie (/showthread.php?tid=3416)



Rozmowy na Vaarlandzie - Adam Aleksander II - 20 Sie 2021

Jak już pewnie część z was już wie, wczoraj z rana rozpoczęła się właściwa część zjazdu państw z Vaarlandu, o tutaj, dlatego chciałbym przedstawić kilka swoich spostrzeżeń, co do współpracy na tamtym kontynencie, jak i wyjaśnić, czemu akurat taki format, po pewnych zmianach, może wnieść trochę świeżości do mikroświata i ukształtować nieco kierunek zmagań pozostałych, "współczesnych" v-państw.
   Zacznijmy od tego, że będę pomijał kwestie lokalizacji nowych państw, jak Cesarstwo Niemieckie, czy Turetia, w tamtej okolicy, bo na chwilę obecną, jak zaobserwował słusznie reprezentant pierwszego z wymienionych państw, lokalizacja historyczna byłaby czymś sprawiającym problemy. Nawet propozycja z Królestwa Dreamlandu nie za wiele się zda na ten moment, kiedy to trzy graniczące państwa prowadzą narrację w trzech różnych epokach. Czysto teoretycznie można pokusić się o zmianę na czas trwania narracji związanej z wojną okres historyczny dwóch z trzech mikronacji tak, by sensownie przeprowadzić symulację wojenną, jednak ani to nie ma sensu większego, ani też by ładnie nie wyglądało, bo nie byłoby spójne z całą otoczką państwa i ich mieszkańcami.
   Dlatego uważam, że zmiana odgórna w umiejscowieniu na time-line Francji, Rzeczypospolitej oraz Niemiec, powinna być ewentualnym pierwszym krokiem, jeżeli przedstawiciele tych państw, w przypadku Francji, przedstawiciel Skarlandu, chcieliby przeprowadzić wspólną fabułę na szerzej zakrojony obszar. Oczywiście teraz ktoś mógłby wytknąć, że taka propozycja nie ma sensu z tego samego powodu, jaki podałem w poprzednim akapicie oraz, że wprowadziłoby to dużo niepotrzebnego zamieszania, a także dość dużo pracy w reformie państwa. W tym momencie zmierzamy do meritum, czyli tego w jaki sposób, według mnie, powinny prezentować się państwa, a przynajmniej ich większa część, umiejscowiona w tamtym rejonie. 
   Na discordzie zauważyłem, że integracja państw Vaarlandu polegać by miała jedynie na połączeniu systemów gospodarczych, jednak jest możliwość rozszerzenia tego o integracje na płaszczyźnie narracyjnej oraz przekształceniu trzech wspomnianych państw w coś na wzór PBF, niż jak to było z większością państw, symulator tworzenia aktów prawnych z dodatkiem narracji i podpisywaniem umów międzynarodowych, które zazwyczaj nic nie wnosiły. Przemiana, przy chęci uczestników i nadzorem osoby neutralnej w fora na których główną rolą odgrywałyby postacie, ich osobowość i prowadzona przez nie narracja personalna byłaby, przynajmniej w moich oczach, czymś znacznie ciekawszym, niż czytanie prawie cały czas tych samych smętów, niezależnie od avatarów, czy nicków osób uczestniczących.
   Podsumowując, w takiej przemianie, przynajmniej podczas integracji państw Nordaty, niezależnie od formy, czyt. jedno państwo z kilkoma prowincjami, czy też nordacka EU, widzę szansę na uczynienie mikronacji bardziej atrakcyjnymi dla osób z zewnątrz, które działając nie znajdowałyby się na forum dyskusyjnym, gdzie ludzie potrafią pisać posty zawierające jedno słowo, tylko tworzyliby coś własnego, w co wkładaliby trochę pracy i serca.


RE: Rozmowy na Vaarlandzie - Adam Aleksander II - 22 Sie 2021

Niestety nie podjęto ze mną polemiki na tym forum ani zresztą na żadnym innym, ale nie przeszkodzi mi to w zwróceniu uwagi na pewne spostrzeżenia i tok myślenia osób przebywających na zjeździe. Pod tym linkiem znajduje się wypowiedź jakoby wojny między mikronacjami są chybione, a bo to się będzie dłużyć, a bo to jedna ze stron konfliktu będzie zbyt uparta, a to z kolei, że system będzie błędny.
   Takie rozumowanie uważam trochę za archaiczne, ponieważ w mikronacjach nie działają dzieci, wiekowo czy też mentalnie, które zawiną swoje zabawki, jak tylko coś w piaskownicy pójdzie nie po ich myśli. Nikt nie każe robić konfliktu na "hurraaa", nikt nikomu nie każe uznać ich system wojenny za ten lepszy, nikt na koniec nie będzie dyktował wyniku, bo "są starsi stażem". W przypadku chęci obu stron, ludzie odpowiedzialni za narrację i wojsko mogliby usiąść razem i pomyśleć nad pewnymi kwestiami.
   System wojenny? Proszę bardzo, siadają 3-4 osoby, układają razem system, który zaakceptuje każdy uczestnik zabawy. Jakoś z tym nie było problemu, kiedy robiliśmy kampanię fabularną z Suderlandem. Epoka czasowa? Już od biedy można te bardziej zaawansowane technologicznie kraje cofnąć do XVII wieku chociażby i rozegrać wojnę, która byłaby częścią historii alternatywnej. Dajmy na to Rzesza Niemiecka zaatakowała Rzeczpospolitą Obojga Narodów, chcąc zająć tereny, które oryginalnie miały mieć w XIX wieku po rozbiorach i innych zmianach granic, wykorzystała powstanie kozackie i najechała te tereny, myślę, że używając prostej strony, tzw. wikipedii, można znaleźć jak wyglądało wtedy wojsko niemieckie. Przechodząc dalej, jakim problemem byłaby niechęć do zakończenia wojny, w przypadku, kiedy to jest to czysto fabularne? W historii też było tak, że ludzie wyżynali się przez wiele lat, ciągnąc niepotrzebnie konflikty. W tym przypadku, wojny niemiecko-polskiej, pieczę nad wydarzeniami fabularnymi w kraju, jak głód, jakieś niepokoje związane z przedłużającą się, przegrywaną wojną, mogłyby pełnić osoby neutralne, chociażby ze Skarlandu, czy Cesarstwa Rzymian. Nie trzeba też w ciągu jednej wojny tracić/zyskiwać terenów "spornych". Można by iść na ugody co do tego, które regiony byłyby tracone i jak długo trwałby pokój, można nawet w takim przypadku poprosić o mediatora z Francji, który rozstrzygałby spory wynikające z uporu ludzi odpowiedzialnych za dogadanie się. Przechodząc dalej, w przypadku ignorowania ww. czynności, ostatnie wspomniane państwo mogłoby zagrozić ingerencją w wojnę, oczywiście działając w tym samym okresie historycznym. Jeżeli ktoś by jednak wyjechał z "nie uznaję", swoją drogą trzeba by było być niezłym dzbanem, żeby się zgadzać na kampanię fabularną, po to, żeby potem coś takiego zrobić, to po prostu osoby nadzorujące kampanię, zakańczałyby ją natychmiastowo, a państwa biorące udział w niej nic by nie traciły. No chyba, że trochę godności. 
    Wszystkie problemu wymienione na zjeździe dałoby się załatwić, gdyby, no właśnie występował element, o którym wspomniałem w drugim akapicie. Chęci zainteresowanych stron. Myślę, że głównymi przeszkodami są dwie rzeczy, po pierwsze duży nakład pracy i czasu, a po drugie, strach o utracenie pikseli, na których to ulokowane są majątki szlachty polskiej. W sumie to szkoda, że tak wychodzi, bo to już druga zmarnowana szansa, którą pamiętam, gdzie bawienie się w wojsko akurat miałoby sens, a nie tylko w kółko ustawiane kampanie i inne scenariusze. Żeby nie było, nie tylko w Rzeczypospolitej występują tego typu zjawiska.
   Tym akcentem, trochę smutnym, bo pokazującym przywiązanie do trywialnych rzeczy i zamykanie się w sztywnych ramach, bo "No my pixels" jest jednak przykre. Tak samo przykre jest to, że faktycznie dalej istnieją osoby, które mogłyby powiedzieć "Nie uznaję" i czułyby się z tego dumne.