![]() |
|
Zanahoryjskie namioty kulinarne - Wersja do druku +- Związek Winkulijski (http://forum.winkulia.eu) +-- Dział: Podziemia Zamku Królewskiego (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=39) +--- Dział: Forum Archiwalne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=628) +---- Dział: Kraje koronne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=28) +----- Dział: Lehnsbergia i Trinitz (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=575) +------ Dział: Targi Regionalne (11-18 sierpnia) (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=873) +------ Wątek: Zanahoryjskie namioty kulinarne (/showthread.php?tid=4813) Strony:
1
2
|
Zanahoryjskie namioty kulinarne - Alfred Fabian - 13 Sie 2022 ![]() Tradycyjny smak kuchni zanahoryjskiej jest tylko jeden i jest zawsze eksponowany na wszelkich tego typu wystawach. Rzeczony smak w rękach dobrych gospodyń jest w stanie wyjść z mroku zwykłego dodatku i stać się głównym elementem potrawy. To właśnie marchew jest do teraz najważniejszym elementem kuchni regionu, która chociaż jest smaczna, to przyćmiewana bywa przez zagraniczne potrawy, będące po prostu bardziej przystępne w przygotowaniu i po prostu atrakcyjniejsze dla młodych konsumentów.
Wśród przysmaków przygotowanych do darmowej degustacji przez gospodynie znalazły się jednak bardzo proste potrawy. Głównym rarytasem, którym można zajadać się przy namiocie są pierogi z farszem ze startej na dużych oczkach marchewce z chrzanem oraz czosnkiem. Marchew w pierogach nie różni się znacząco od tej, jaką dodajemy do większości potraw w postaci surówki, chrzan oraz czosnek nadają jej wyjątkowego, ostrego charakteru. Można je jeść od razu po ugotowaniu, tak jak przygotowały je gospodynie z Zanahorii, ale równie smaczne są rumiane prosto z patelni. Dodatkowo, można podawać je z sosem pieczeniowym, który idealnie komponuje się ze smakiem marchwi. Natomiast dla osób niemających ochoty na dania wytrawne przygotowano również coś słodkiego. Na stoisku można spróbować idealnego ciasta marchewkowego, wypiekanego według 250-letniej receptury Grażyny z Karotek (obecnie, Książęce Miasto Zanahoria). Ciasto jest delikatne, miękkie i wilgotne, co pozostawia miejsce na suche i chrupkie orzechy laskowe, które wspaniale dopełniają rozpływające się w ustach ciasto. Niemniej, dla osób które za orzechami nie przepadają przygotowano również wersję z czekoladą oraz lukrowaną. Zachęcam serdecznie do degustacji.
![]() Wieczorem natomiast na straganach pojawią się również napoje mocniejsze. Dla zaprzyjaźnionych spod lady panie mogą wyciągnąć coś kolorowego wcześniej, wystarczy się uśmiechnąć ładnie. Tylko nie mówcie, że Wam powiedziałem! ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() RE: Zanahoryjskie namioty kulinarne - Jerzy I Izaak - 13 Sie 2022 Marchewka to moje ulubione warzywo dlatego jestem chętny na kawałek ciasta i pare pierożków! RE: Zanahoryjskie namioty kulinarne - Fatima Popow-Chojnacka - 13 Sie 2022 Bo jak byłeś mały to bardzo lubiłeś marchewki i tak Ci zostało xD :p Ale zdrowiej niż słodycze, to dobrze!
RE: Zanahoryjskie namioty kulinarne - Natalia von Lichtenstein - 15 Sie 2022 Wkrótce cała trójka znalazła się już na drugim końcu placu, gdzie stały namioty Zanahoryjskich Stoisk Regionalnych. Lieselotte zatrzymała się, złapała za kolana i zaczęła dyszeć. - Wykończy mnie ten pies… - rzuciła, zdejmując szpilki i wyrzucając je do pobliskiego kosza. Tymczasem zwierzak przeczołgał się pod stolik i w cieniu stoiska odpoczywał. Wywalił język i dysząco zasnął. – Mamy chwilę dla siebie… - powiedziała usatysfakcjonowana Lieselotte, puszczając do Joachima oczko. Potem uwodzicielskim krokiem zbliżyła się do niego jeszcze bardziej. Złapała mężcyznę za kpaly marynarki i robiąc słodką minkę zapytała. – Kupisz mi jakąś pamiątkę? Myślę, że nie prędko będziemy tutaj ponownie. I już mieli oddać się tej przyjemnej rozmowie, gdy do Nunusia podkradł się w międzyczasie złośliwy kot. Poszedł do psa i capnął go w nos łapą. Mocno zdezorientowany pies podskoczył, uderzył grzbietem w blat stołu, rozrzucając marchewkowe specjały na ziemię. RE: Zanahoryjskie namioty kulinarne - Joachim Cargalho - 15 Sie 2022 Szybko przemieścili się po targu na drugi jego koniec. Właściciel volkiańskiego kramu pewnie jeszcze oddawał się przyjemności płynącej z nagłego ciepła oddawanego przez jego buty, a oni niepostrzeżenie pojawili się przy zanahoryjskich namiotach, których strzegły przemiłe panie z tutejszego koła gospodyń. Zbliżyła się do niego i przyciągnęła za klapy marynarki, a zapach jej perfum delikatnie przebił się przez kuchenne aromaty pobliskich stoisk. - Chcesz pamiątkę? Na pewno coś znajdziemy - powiedział z delikatnym uśmiechem, choć od tego czasu zaczął nerwowo rozglądać się wokół szukając jakiegoś odpowiedniego kramiku. Nawet nie wiedział z czego słynie Winkulia... Już mieli kosztować pierożków z marchewkowym nadzieniem, kiedy pies nagle wyskoczył w górę, uderzając od spodu w blat stołu. Wszystkie przekąski poturlały się i upadły na ziemię. Joachim oparł łokcie na stole i nadal trzymając w rękach sztućce spojrzał się na Lieselotte pytającym wyrazem twarzy. - Czy ten pies jest normalny? - zapytał, kiedy poczuł, jak najpierw pies, a później kot przebiegają mu po butach. Drugi gonił pierwszego po całej okolicy, a ten szarżował slalomem pomiędzy ludźmi wytrącając dzieci z równowagi, doprowadzając je do upadku i płaczu z powodu lodów, które lądowały, to na ziemi, to na ich ubraniach. Jedna z kobiet widząc nadbiegające niebezpieczeństwo, szeroko rozstawiła nogi, a oba zwierzaki posłusznie przebiegły pomiędzy. Zdawać by się mogło, ze jedynie panie gospodynie dobrze się bawią obserwując zmagania sprinterskie psa i kota. Część kibicowała kotu - była wśród nich chyba jego właścicielka. Inne trzymały kciuki za psem, co pewnie wynikały z faktu, zę wcześniej łypały zazdrośnie na tę pierwszą, kiedy jeden ze starszych winkulskich mężczyzn próbował z nią flirtować i umówić się na kawę przy partyjce w warcaby. Kiedy jedne krzyczały - Uciekaj! - drugie darły się - Goń go! - ostatecznie zaaferowane tą sytuacją zupełnie zapomniały o pierogach, które powoli przypalały się na licznie ustawionych patelniach. Pozostałą część właśnie rozgotowywała się w wielkim garze pełnym wody. - Nunuś, no nie bądź leszczem! - krzyknął Cargalho spoglądając jak ten chaotycznie próbuje uciec od agresora. Pies jakby zmotywowany, postawił uszy ku górze i wbijając łapy w ziemię odwrócił się ku kotu napinająć grzbiet do ataku. Sierściuch zdębiał na ten widok. Pewnie do tej pory miał go za tchórza. Nunuś przystąpił do kontrataku i dziabiąc kota w ogon zmusił go do szybkiej ucieczki. Sam postanowił uznać rewanż za udany i posłusznie wrócił do stolika siadajac przy nodze Lieselotte. Panie z namiotu wiwatowały na jego cześć! Oczywiście tylko te, które mu kibicowały. Pozostałe, obrażone ostentacyjnie rzuciły fartuchami i odeszły z miejsca pracy. Starszy Pan szybko, jak na swoje możliwości, dorwał się do balkonika i ruszył za nimi, pewnie chcąc dogonić swoją wybrankę. Patrząc na środek jego lokomocji, wykonanie tego wydawało się wątpliwe. Nunuś zachłannie połykał pierożki, które kilkanaście minut wcześniej wylądowały na ziemi. - I co, dobre? - zapytał go złośliwie. A pies tylko popatrzył na niego uroczym wzrokiem pełnym potrzeby wybaczenia i radośnie zamachał ogonem. - Chodź, zjemy gdzie indziej - zasugerował i na ten znak podał dłoń Pani Augentrost, by wkrótce ruszyć dalej. http://forum.winkulia.eu/showthread.php?tid=4792&pid=25679 RE: Zanahoryjskie namioty kulinarne - Alfred Fabian - 15 Sie 2022 - No chodź tutaj, Nunuś Alfred nie mógł oprzeć się psiakowi. Usłyszał jego imię w międzyczasie, kiedy para nadal młodych, chociaż już nie pierwszej młodości Edelków. Pies raczej nie wyglądał na zachwyconego stoiskiem, bo połowę zdemolował, ale nadal był pieszczochem. Faktotum pewnie nawet nie zauważyło, że pies im się znowu wymknął. Alfred zresztą znalazł go gdzieś pośród straganów i postanowił zadbać o niego, zanim właściciele go znajdą. Nie był agresywny, chociaż wydawać by się mogło, że właśnie taki będzie.
- Najmniej groźny pies, co najwięcej szczeka - pomyślał sobie, po czym zaczął pieścić przybysza. W końcu na horyzoncie dostrzegł Lieselotte. W sumie, ciężko było jej nie dostrzec, a już szczególnie nie usłyszeć jej piskliwego głosiku, nawołującego zagubionego psa. Pomachał do niej znacząco, wskazując że ich zguba jest u niego, po czym podrapał Nunusia za prawym uchem. Widocznie mu się spodobało, bo gdy tylko Alfred przerwał, natychmiast jego ucho znalazło się pod jego ręką. RE: Zanahoryjskie namioty kulinarne - Natalia von Lichtenstein - 15 Sie 2022 Po dłuższych poszukiwaniach zgubionego psiaka, Lieselotte powoli traciła nadzieje, że go odnajdzie. W końcu jednak wraz z Joachimem napotkali… @Alfred Fabian . Niedoszłego męża Lieselotte i świeżego rozwodnika. - Witaj Alfredzie. Widzę, że zaprzyjaźniłeś się z naszym pupilem, ale ten pies jest tutaj na służbie. – przywitała się, odbierając od niego psotnego psa. – Właściwie to jesteśmy tu w sprawach służbowych… - dodała, bo nie było tego raczej widać, skoro pałaszowali specjały ze stoisk, chodzili z watą cukrową i gonili psa. – Przyszliśmy zbadać… kto chciał otruć syna naszej głowy państwa. Chyba rozumiesz, że to sprawa… - wtedy pies zaczął lizać ją po twarzy. - … wagi państwowej… RE: Zanahoryjskie namioty kulinarne - Joachim Cargalho - 15 Sie 2022 Cargalho jeszcze chwilę próbował wytłumaczyć kucharzowi że ta gęś czy kaczka, czy cokolwiek innego, było niedopolnowane, i to Nunuś poniósł szkodę na tej sytuacji. Zdawać by się mogło, że nie doszli raczej do porozumienia. Joachim machnął ręką i poszedł w tłum, gdyż gdy tylko się odwrócił, po Nunusiu (co w ogóle nie dziwi) nie było ani śladu. Zniknęła również Lieselotte, co mogło zwiastować kłopoty. - Dzień dobry, Alfredzie! - krzyknął z oddali, gdy w końcu ich znalazł. W sumie nie było to takie trudno. Większość gości siedziała przy przygotowanych stoliakch, inni czekali aż niektóre stoiska odbudują swoje kuchnie po wizycie Nunusia. - I co Nunuś? Doigrałeś się? - skierował słowa w kierunku psa, który właśnie wykaszliwał ostatnie części pierza, które zalegało mu w gardle. Stanął obok Lieselotte i szepnął - Może go sprzedamy na chwilę, bo jedyne czego się tutaj najadłem, to kilogramy wstydu? - zażartował. Nunuś jednak usiadł pomiędzy nimi jakby dawał znaki, ze nigdzie nie zamierza się ruszać. To był pies! Jak tylko spuszczano go z wzroku, ruszał w dal po to co sobie upatrzył. Przy innych siedział cichutko w pobliżu aktualnych opiekunów. Nie dało się na niego narzekać, bo i tak nikt by nie uwierzył... - Alfredzie, czy próbowałeś już tych legendarnych naleśników? - zapytał. Jeden śmiałek już 30 minut siedzi w wychodku narzekając na nie. - Nie chcielibyśmy, by i pies się struł. - dodał. RE: Zanahoryjskie namioty kulinarne - Alfred Fabian - 15 Sie 2022 - Nie, no jasne, skoro to pies służbowy, to nie będę go zatrzymywał - zaśmiał się Alfred jeszcze raz drapiąc pieszczocha za uchem - A co z Leszkiem? - zaczął się dopytywać gdy tylko Lieselotte o nim wspomniała - Właśnie obiło mi się o uszy, że czegoś się najadł i mu się zrobiło niedobrze, ale chyba żyje. Zresztą, ostatni raz jak go widziałem, to czuł się bardzo dobrze. No może trochę nerwowy był, ale to Leszek, jakbym go nie znał, to pewnie bym się oburzył - pomyślał przez chwilę o ich ostatniej rozmowie. Leszek akurat zmierzał w kierunku stoiska Kiriańskiego, które Alfred odwiedził kilka godzin temu. W sumie, było bardzo smacznie, nie miał na co narzekać, szczególnie na naleśniki. Z zastanowienia wyrwało go pytanie, które dotyczyło właśnie ich. Jakby Joachim mu w myślach czytał. - Ach, naleśniki. No próbowałem, nie mam nic do zarzucenia. Ciekawe połączenie, może niekoniecznie do alkoholu, ale złe nie były. Pewnie sam kiedyś spróbuję zrobić w domu, mięso i paprykę mam, a krzak jeżyn mam pod płotem w rezydencji w Hohburgu, to będzie jak znalazł. - uśmiechnął się jeszcze szerzej myśląc o tym wspomnianym biedaku. Wiedział, że to chodzi o tego, który zdecydował się na polanie naleśników kiriańskich syropem klonowym. Jakby nie wiedział, że to wcale nie są naleśniki na słodko. RE: Zanahoryjskie namioty kulinarne - Joachim Cargalho - 15 Sie 2022 Krzaki jeżyn nie były dla nich najlepszym rozwiązaniem w tej chwili. Oczami wyobraźni już widział, jak Nunuś wskakuje w największe krzewiny kalecząc swój tyłek o ostre kolce rośliny. Na pewno by się zdziwił - zaśmiał się w duchu, wiedząc, że pies jest chodzącym zagrożeniem dla innych, ale również i dla siebie. - Mówisz, ze to mógł być syrop klonowy? - dopytał dla pewności, notując sobie to w głowie. Nunuś niecierpliwił się coraz bardziej. Usiedzieć tyle czasu w jednym miejscu stanowiło dla niego na pewno wielkie wyzwanie. Rozglądał się więc dookoła szukając nowej rozrywki... - A powiedz mi... - kontynuował rozmowę z Alfredem - te ryby... to oni chociaż w lodzie trzymają? Załatw nam próbki ich potraw, to dostaniesz Nuniusia na wakacje - zaśmiał się. |